Wiem – to jest trochę nienormalne... no dobrze: to jest mocno nienormalne, że echa polityczne i medialne imprezy jednego z dziennikarzy brzmią już drugi tydzień. A ja właśnie o tym za chwilę napiszę. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że ta nieco żenująca aferka wybiła jednak problem znacznie poważniejszy niż mogłoby się wydawać: kwestię wzajemnych relacji w życiu publicznym.

Kiedy ukazały się zdjęcia z imprezy, duża część politycznych kibiców z obu stron – bardziej akurat ze strony opozycyjnej, ale w trochę tylko innych okolicznościach mogłoby być odwrotnie – wzburzyła się: jak to, to ci niby moi przedstawiciele najpierw grzmią w Sejmie o tym, że ci drudzy to wrogowie Polski, Targowica, zdrajcy/wrogowie Unii i polexitowcy, zabójcy demokracji – a potem razem piją piwo, wino czy, nie daj Boże, wódkę?!

Czytaj więcej

Marek Suski: Donald Tusk się zezłościł, ze jego nie zaprosili

Potem Donald Tusk, wyczuwając społeczne zapotrzebowanie na konfrontację totalną, postanowił to wykorzystać i przeczołgać ostatecznie Borysa Budkę (który dodatkowo wpadł na mówieniu nieprawdy o swojej obecności na urodzinach). Tomasz Siemoniak natomiast, który na imprezę wpadł podobno tylko na siedem minut, sięgnął po dobre wzorce z lat 50. i odstawił na Facebooku wzruszającą samokrytykę. Gdyby Trocki wzniósł się kiedyś na ten poziom, może nie skończyłby w Meksyku z czekanem w głowie. Tusk zachował się jednak jak człowiek i obu darował życie. W końcu wstawiła się za nimi jego teściowa, a to nie byle co.

Skutek cynicznego manewru Tuska będzie taki, że w miarę jeszcze cywilizowane prywatne relacje między politykami dwóch przeciwnych obozów zostaną ostatecznie zamrożone. Może od posłów PO nie będzie się jeszcze wymagać, żeby kopali posłów PiS po kostkach, a od posłów PiS, żeby pluli posłom PO w twarz na sejmowym korytarzu, ale do jednego stolika, by wypić kawę, już raczej nie usiądą. I to nie jest normalne. To niszczenie pożądanego stanu rzeczy, w którym ludzie z przeciwnych obozów mogą toczyć spór na sali sejmowej, ale mogą też prywatnie ze sobą rozmawiać, może nawet z pewną życzliwością czy wręcz sympatią.

Czytaj więcej

Tomasz Siemoniak
Siemoniak o urodzinach Mazurka: Żadnego alkoholu nie piłem

Mają jednak rację ci, którzy wskazują, że Tusk teraz tylko wykorzystał okazję, do jej powstania zaś doprowadził solidarnie z Jarosławem Kaczyńskim latami ciężkiej pracy. To bowiem sami żołnierze obu armii, a już zwłaszcza ich wspomniani przywódcy, wprowadzając po 2005 r. coraz bardziej hunwejbińskie metody i retorykę, sięgając po coraz bardziej manicheistyczne postawy, tak zradykalizowali swoich kibiców, że ci nie są w stanie dzisiaj zaakceptować, że świat podniosłych tyrad wygłaszanych publicznie nie jest tożsamy ze światem prywatnych znajomości. Oczekują, że skoro publicznie odchodzi pranie po gębach, to prywatnie będzie to samo. Czy można się dziwić?

Co dalej? Osobne toalety dla tych z koalicji i opozycji? Przepierzenia z pleksi w ławach poselskich? Restauracja sejmowa serwująca posiłki dla każdego ugrupowania w innych godzinach? A może jednak warto się opamiętać?

Autor jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy"

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły