Reklama

Piłkarz w zmowie z bandytami

Uzbrojeni i zamaskowani bandyci pobili rodziców piłkarzy ŁKS podczas meczu 15-latków. Przyjechali, bo bramkarz Widzewa wysłał esemesa: „jest flaga”.

Publikacja: 15.01.2009 03:48

Juniorzy Widzewa wiedzieli o planowanym rozboju – wynika z zapisów na forum internetowym

Juniorzy Widzewa wiedzieli o planowanym rozboju – wynika z zapisów na forum internetowym

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Do sądu dla nieletnich zostaną dziś przekazane materiały prokuratorskie dotyczące juniorów Widzewa zamieszanych w bandycki napad na rodziców piłkarzy ŁKS.

– Z akt sprawy o rozbój i pobicie wyłączyliśmy wątek dotyczący dwóch zawodników – mówi Małgorzata Szcześniak-Bauer, prokurator rejonowa Łódź-Polesie. – Pierwszy z nich przekazał informację o wywieszeniu flagi drużyny przeciwnej podczas meczu derbowego, a dzień wcześniej wraz z kolegą z drużyny wymieniał informacje na forum internetowym, które mogą wskazywać, że obaj dobrze wiedzieli o planowanym rozboju.

Patryk, bramkarz, poinformował swego kolegę Michała, że „atmosfera to będzie z rańca, jak ekipa pojawi się na stadionie”, „rozpierd... te kur...”. Udało się przechwycić tylko część wpisów, bo ktoś po meczu je usuwał.

– Michał tłumaczył, że wpisy były formą sportowej motywacji – relacjonuje policjant z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego dyskutowali w tak wulgarny sposób.

Obaj wyparli się kontaktów z napastnikami, ale policja ustaliła, że Patryk przesłał esemesa o treści „Jest flaga” znajomemu o pseudonimie Serdel.

Reklama
Reklama

– Nie otrzymaliśmy dotąd informacji z prokuratury, więc nie mogliśmy nikogo ukarać – mówi Marek Grzeszczakowski, trener drużyny 15-latków z Widzewa. – Jeśli się potwierdzi, że moi zawodnicy uczestniczyli w tym zdarzeniu, nie będę ich bronił.

W przerwie meczu, który odbył się 13 września, pojawiło się około 20 zamaskowanych osób.

– Na twarze włożyli kominiarki, a ich bronią były drewniane kije ociosane z gałęzi – mówi Artur Adamczyk, jeden z pobitych rodziców. – Krzyczeli „jeb... ŁKS” i próbowali ściągnąć flagę z płotu, przy którym staliśmy w cztery osoby. My także ją złapaliśmy. Zostałem kopnięty w twarz, ktoś roztrzaskał mi butelkę na głowie. Leżałem na ziemi, a okładającego mnie kijem napastnika powstrzymała moja żona krzykiem: „Przecież go zabijesz”.

W tym czasie na pomoc bitym rzucili się inni rodzice piłkarzy ŁKS i także zostali poturbowani. Według ich relacji napastnicy mieli po kilkanaście lat i mogli być rówieśnikami ich dzieci.

Rany odniosło sześć osób, ale tylko dwie najdotkliwiej pobite zgodziły się złożyć na policji zawiadomienie o przestępstwie. Następnego dnia flaga ŁKS została spalona na ligowym meczu pierwszej drużyny Widzewa.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:

Reklama
Reklama

[mailto=m.goss@rp.pl]m.goss@rp.pl[/mail][/i]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama