Ilustracją tego jest dzisiejszy “Dziennik”. Na pierwszej stronie, tuż pod tytułem ” Bogata Europa ustępuje Tuskowi”, piękne zdjęcie: uśmiechnięty premier trzyma za rękę swego czeskiego odpowiednika Mirka Topolanka. Wygląda jakby namawiał go do skoku z podestu, skoku w nieznane. Donald Tusk, przywódca “Nowej Europy”, zachęca prowadzącego prace UE do skoku w nieznane - do walki z unijnym protekcjonizmem.
Ten nastrój utrzymuje się jeszcze na stronach 2 i 3. Ale równowagę uzyskujemy już na kolumnach 4 i 5. Tam minister Jacek Rostowski przypomina, że prawdziwym problemem naszego kraju nie jest kryzys ale opozycja oraz prezydent. “W sprawie euro prezydent obawia się zagrożeń, które nie istnieją”. Niekompetencji prezydenta dorównać może tylko zła wola partii kierowanej przez jego brata: “Nie zgadzając się na zmianę konstytucji, PiS osłabia złotego.” Panie premierze, panie ministrze. Odwagi - może rozwiązać opozycję, odwołać premiera, wtedy nie będzie kryzysu wcale - chyba że kryzys demokracji. (Swoją drogą ciekawe, czy polityka miłości PiS prędzej czy później doprowadzi do miłości do euro.)
“Gazeta Wyborcza” pisze również o kryzysie. A właściwie o kryzysie na polskim stole. Otóż zawirowania na rynkach i w gospodarce odbijają się w naszym menu. Zamiast schabu, Polacy kupują żeberka - alarmują dziennikarze “GW” powołując się na dane z GUS. Podczas lektury nie mogłem jednak się oprzeć wrażeniu, że koledzy z “Gazety” znaleźli po prostu nowy sposób na reklamowanie swojej akcji odchudzania - siebie i Polaków. Wszak odchudzanie to taka świecka wersja Wielkiego Postu.
Jak już o świeckości mowa w GW znajdujemy dziś nowe paliwo dla lewicy, która jak wiadomo, walczy z wszelkimi rodzajami wykluczenia. Po wykluczeniu rozmaitych grup rasowych, kulturowych, religijnych czy seksualnych, pojawili się nowi wykluczeni. Wykluczeni cyfrowo.
Pod tym pięknym hasłem kryje się ciekawa konstatacja - ludzie korzystający z Internetu uważają się za szczęśliwszych (59 proc odpowiedzi “dobrze” na pytanie, jak żyje się twojej rodzinie) niż ci, którzy z niego nie korzystają (24 proc.)