Reklama
Rozwiń
Reklama

Pop-Grunwald przyćmił EuroPride

Ani okrągła rocznica (bo jakie znaczenie ma rok czy dwa po 600 latach), ani gorące lato, które każe raczej siedzieć w cieniu niż spiekocie mazurskiego pola, nie wyjaśniają narastającego z roku na rok grunwaldzkiego festiwalu. Ja mam na to odpowiedź: to tęsknota za Grunwaldem...

Publikacja: 16.07.2010 11:09

Marek Domagalski

Marek Domagalski

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Tak silna i tak szczera, że przy niej EuroPride, choćby "Gazeta Wyborcza" poświęciła jej połowę stron (dzisiaj poświęca jej trzy), a nawet całe weekendowe wydania, zejdzie w cień grunwaldzkiej wyprawy.

"Mówiono nawet o 70 tys. uczestników, ale organizatorzy kilka dni temu zgłosili w ratuszu, że spodziewają się ok. 15-20 tys. ludzi - to minimum" - pisze gazeta. I pokerowo trzyma fason: "Jutro w Warszawie największe w Europie święto mniejszości seksualnych. Bez władz miasta, za to z tysiącami ludzi na ulicach, którzy poniosą transparent: "Żądamy ustawy o związkach partnerskich".

Z kolei dodatek stołeczny "GW" wylicza przeszkody jakie mogą staną na na drodze EuroPride, mianowicie pięć kontrmanifestacji jej przeciwników ("Uczucia, korzenie i Grunwald staną na drodze parady").

Nie mogło oczywiście zabraknąć informacji o samym Grunwaldzie. Portal Gazeta.pl donosi (bodaj za IAR) o rodzinie Dunin-Kukurowskich ze Słupska, która się szczyci tym, że ich przodek (Mszczuj Dunin ze Skrzynna) zabił Wielkiego Mistrza Urlicha von Jungingena.

Mają z czego być dumni. Duninów są jednak w Polsce tysiące, zwłaszcza gdy dodamy tych po kądzieli. Pod Grunwaldem byli też Awdańcy, Gryfowie czy Jelityczycy- Koźlerogi, by wymienić tylko niektórych z imienia odnotowanych przez kronikarzy,tylko niektóre z 50 chorągwi koronnych, i 40 litewskich. Żyją zapewne też, także w Polsce, potomkowie niejednej chorągwi krzyżackiej. Teraz kto był po której stronie nie ma już żadnego znaczenia. No może dla Pana Boga.

Reklama
Reklama

"Polska się bawi pop-Grunwaldem" - pisze "Rzeczpospolita". "Grunwald w rockowej aranżacji, bitwa widziana z perspektywy mrówki i oczami Bolka i Lolka. Rynek zalały gadżety, zabawki i specjalne wydawnictwa. Obchody 600-lecia bitwy z Krzyżakami to raj dla kolekcjonerów i miłośników historii". Prof. Andrzej Chojnowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, chwali te pomysły. Jego zdaniem bowiem w szkole coraz trudniej jest zainteresować dzieci historią.

Ale teraz są wakacje! Ludzie jadą tam nie tyle dla nauki (ci co tam jadą zapewne mają sporą wiedzę historyczną), ale z przyjemności. Może to jednak coś więcej, może to podziw dla ówczesnej Polski, ówczesnego państwa.

Na jeden z jego aspektów zwraca uwagę prof. Wojciech Morawski: "To było według dziesiejszych kryteriów, tanie państwo. Wydatki królewskiej kasy, która była tożsama z państwową, w niemal 100 proc. szły na wojsko i zbrojenia. Szkolnictwo finansował Kościół, szpitalnictwo, Kościół i miasta" ("Krzyżackie biuro turystyczne" "Dziennik Gazeta Prawna").

Już nie pamiętam w którym z piątkowych mediów pojawiały się zarzuty, że władze, które chętnie w barwach grunwaldzkich chorągwi się pokazują, nie zadbały o ciepłą wodę dla uczestników historycznego pikniku.

Współcześni notable pewnie rozumują, że w 1410 gorącej wody nie było (chyba, że ktoś sobie ją podgrzał w kociołku). Gdyby żył Jagiełło nie byłoby tego problemu.

To jest ta tęsknota.

Reklama
Reklama

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2010/07/16/marek-domagalski-pop-grunwald-przycmil-europride/]blog.rp.pl[/link]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama