"Były szef CBA Mariusz Kamiński jest kandydatem na szefa warszawskiego PiS. Na razie decyduje nieformalnie m.in. o listach radnych. Wprowadził na czoło list swoich ludzi, którzy mają pomóc PiS odbić w przyszłości Warszawę" - czytamy w "Gazecie Wyborczej". - Jeśli scenariusz się spełni, to nie będzie debiut, ale powrót: Mariusz Kamiński szefował warszawskim PiS, gdy partia była zapleczem politycznym rządzącego stolicą Lecha Kaczyńskiego w latach 2002-05. (...) Jak twierdzi Olga Johann (PiS), wiceszefowa Rady Warszawy, długo to już nie potrwa.
- W styczniu, lutym ma być warszawski zjazd, wybierzemy nowe władze, przewodniczącego. Mariusz Kamiński jest jednym z poważnych kandydatów - przyznaje. Na razie Kamiński poświęca się pracy partyjnej. Jak twierdzą stołeczni działacze, miał duży wpływ na układ samorządowych list do rady miasta i dzielnic. Do roszady doszło na chwilę przed 22 października, czyli ostatecznym terminem rejestracji list kandydatów komitetu PiS". Jak pisze "Gazeta", symbolem zmian ma być jest start Macieja Wąsika, wiceszefa CBA i lidera listy na Ursynowie. Olga Johann z PiS przypomina, że za Lecha Kaczyńskiego był burmistrzem Wawra, pracował w straży miejskiej. "Bardzo się sprawdził i po przerwie do nas wraca. Zresztą podobnie jak inni, którzy poszli razem z nim na służbę do Biura" - mówi.
Informacja bardzo ciekawa. problem tylko w tym, że "Gazeta" opatrzyła ją tytułem "CBA zdobywa Warszawę". Tytuł jasno sugeruje, że CBA jest wykorzystywanie politycznie. A to jest już bardzo fair. Bo z tekstu w ogóle nie wynika, by w jakikolwiek sposób CBA było zamieszane w politykę. Czy jest coś złego w tym, że byli funkcjonariusze państwowi po zakończeniu służby wchodzą do polityki, do życia partyjnego? Jak często narzekamy, że do partii nie trafiają najlepsi, najbardziej doświadczeni i fachowi ludzie. Niezależnie jaki kto ma stosunek do poprzedniego kierownictwa CBA, to bardzo dobrze, że partie polityczne wzbogacają się o działaczy, którzy dobrze znają mechanizmy funkcjonowania państwa. To bardzo dobrze, że tacy ludzie trafiają do innego rodzaju służby publicznej, a nie np. do biznesu.