Reklama

Utajnili zeznania seryjnego mordercy

Mariusz B. odpowiada za cztery zabójstwa. Jego kuzyn Krzysztof R. za pomoc w zacieraniu śladów zbrodni. Proces częściowo toczy się za zamkniętymi drzwiami

Publikacja: 24.04.2012 08:18

Oskarżony o serię zabójstw (po lewej) i jego pomocnik

Oskarżony o serię zabójstw (po lewej) i jego pomocnik

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

Takiej sprawy jeszcze w stołecznym sądzie nie było. Proces dotyczy aż czterech morderstw dokonanych przez jedną osobę. Ciał ofiar nie odnaleziono.

Na ławie oskarżonych zasiada dwóch mężczyzn: niespełna  32-letni Mariusz B., wysoki blondyn w okularach z warszawskiej Woli. Ma wykształcenie średnie, jest ojcem jednego dziecka, kiedyś pracował w firnie produkującej kserokopiarki. Od ponad pół roku siedzi w areszcie.

To on zdaniem prokuratury  odpowiada za zabicie męża swojej kochanki – 40-letniego Zbigniewa D. – i ich 18-letniej córki Oli. Poza tym zdaniem śledczych zamordował także 56-letniego biznesmena Henryka S., który był partnerem na parkiecie konkubiny Mariusza B. oraz księdza Piotra S. z parafii na Sadybie.

Drugim oskarżonym jest Krzysztof Rz.,wysoki, przystojny brunet, krewny Mariusza B.  Też od ponad pół roku siedzi w areszcie. Wcześniej nie pracował. Od kilku lat mieszkał u Mariusza B.

Ofiary zaginęły między kwietniem 2006 a grudniem 2008 r. Ich ciał do tej pory nie odnaleziono. Śledczy od początku podejrzewali, że za zaginięciem tej czwórki stoi Mariusz B., jednak dość długo brakowało im dowodów na popełnienie przez niego zbrodni.

Reklama
Reklama

Mężczyzna oraz jego wspólnik wciąż zmieniali swoje zeznania. Zarzuty oskarżonym udało się postawić w październiku ub.r. po analizach połączeń telefonicznych, monitoringu m.in. z bankomatów (gdzie próbowano wypłacić pieniądze z konta Henryka S.), badań antropologicznych, osmologicznych, jak również  badań wykrywaczem kłamstw samych oskarżonych oraz analizie psychologicznej obu mężczyzn.

Wczoraj w sądzie po wnioskach formalnych prokurator Andrzej Dura mógł w końcu odczytać akt oskarżenia. Wyliczył w nim, kiedy i w jakich okolicznościach zginęły ofiary. Zbigniew D. oraz jego córka Aleksandra zostały uprowadzone z mieszkania przy ul. Dzielnej (po wizycie u żony i matki ofiar), potem wywieziono je na działki w Pułtusku i tam uduszono.

Z kolei Henryk S., uprowadzony spod własnego domu na Bielanach, miał zginąć w okolicach Mławy. A ksiądz Piotr został skrępowany, a potem uduszony. Jego ciało zabójca miał ukryć w okolicach Pułtuska.

Gdy prokurator wyliczał, kiedy, gdzie i jakie kwoty oskarżeni chcieli wypłacić, używając kart  Henryka S., członkowie rodziny ofiary płakali. A sami oskarżeni mieli w tym czasie kamienne twarze.

Po odczytaniu aktu oskarżenia publiczność oraz dziennikarzy wyproszono z sali, bo dalsza część procesu została utajniona. Na sali mogły zostać jedynie strony, rodziny ofiar (wśród nich Małgorzata D., żona zabitego Zbigniewa D. i jednocześnie kochanka głównego oskarżonego) oraz aplikanci z prokuratury. ?Sędzia Marek?Celej tłumaczył utajnienie interesem prywatnym samych oskarżonych oraz osób poszkodowanych. Wczoraj przez kilka godzin główny oskarżony składał wyjaśnienia. – Jeszcze nie zakończono jego przesłuchania – usłyszeliśmy w sądzie.

– Chcę zapytać Mariusza lub Krzysztofa, gdzie ukryli ciała. Chcę tylko pochować Zbyszka i Olę. Niech tylko powiedzą, gdzie ich zostawili, własnymi rękami ich odkopię, a ciała godnie złożę na cmentarzu – mówiła nam Genowefa Stępień, matka i babcia ofiar.

Reklama
Reklama

Następna rozprawa na początku maja.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Znany biurowiec zniknie z mapy Warszawy. Pekao Tower idzie do rozbiórki
Kraj
„Rzecz w tym": Trzy medale i wielkie emocje. Czy to już sukces?
Kraj
Warszawska Wytwórnia Energii. Nowa panorama stolicy dzięki inwestycji za 1,65 mld złotych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama