Reklama
Rozwiń
Reklama

Śledczy na tropie alimentów

Samorządy masowo donoszą na alimenciarzy do prokuratury. Te nie zawsze chcą ich ścigać

Publikacja: 30.04.2013 02:27

Z budżetu Warszawy na alimenty poszły w ub. roku ponad 32 mln zł. Nic dziwnego, że samorząd usiłuje

Z budżetu Warszawy na alimenty poszły w ub. roku ponad 32 mln zł. Nic dziwnego, że samorząd usiłuje pieniądze odzyskać

Foto: AFP

Miasta coraz więcej pieniędzy wydają na alimenty, których nie płacą na dzieci ich mieszkańcy. Samorządowcy szukają sposobów na odzyskanie środków - m.in. kierują wnioski do prokuratur o ściganie dłużników.  W Łodzi przez ostatnie pół roku takich wniosków było 1076, a w Krakowie ich liczba wzrosła aż o 776 proc.

Miasta płacą miliony

Niepełnosprawna pani Teresa z Warszawy samotnie wychowuje 16-letniego syna. Partner porzucił ją, kiedy była w ciąży. Kobieta pracuje „na zmywaku" w jednym ze stołecznych hoteli. Chociaż chłopiec ma zasądzone alimenty, to nigdy ich od ojca nie dostał. – Liczę, że teraz prokurator dorwie mojego byłego partnera, by ten w końcu poczuł, że ma syna. Przecież ten człowiek, choć na czarno, to jednak cały czas pracuje na budowach i pieniądze ma – tłumaczy  nam pani Teresa.

Alimenty kobieta dostaje ze specjalnego funduszu, za który odpowiedzialny jest samorząd miasta lub gminy, na którego terenie zameldowane są dzieci.

Idą na to gigantyczne kwoty. W samej Warszawie  w ub. roku wydano na ten cel  ponad 32 mln zł. W tym roku kwota ta  jest o pół miliona wyższa.  W Krakowie w pierwszym kwartale ub. roku wypłacono 4,9 mln zł świadczeń, a w tym roku już prawie 5,1 mln zł. Natomiast w Lublinie w 2012 roku na alimenty wydano 21,4 mln zł, a tylko w pierwszym kwartale tego roku 5,3 mln zł. W tym roku w Łodzi  wypłacono już 6,5 mln zł na świadczenia. Z kolei Rzeszów na alimenty przeznacza miesięcznie 420 tys. zł.

Odmawiają zeznań

Nic więc dziwnego, że samorządy chwytają się wszelkich możliwych sposobów, by zmusić alimenciarzy do zwrotu pieniędzy. Urzędnicy sprawdzają sytuację dłużnika. – Przeprowadzany jest  tzw. wywiad alimentacyjny, by ustalić, dlaczego konkretna osoba miga się od płacenia – mówi Jan Żądło, dyrektor wydziału  spraw społecznych w Krakowie. Dodaje, że jeśli alimenciarz nie godzi się na rozmowę,  nie chce złożyć oświadczenia majątkowego, nie zarejestrował się jako bezrobotny lub uchyla się od przyjęcia pracy, jest uznawany za osobę, która uchyla się od alimentów, a sprawa kierowana jest do prokuratury o ściganie z art. 209 par. 1, kodeksu karnego czyli uporczywego uchylania się od obowiązku alimentacyjnego.

Reklama
Reklama

Tak dzieje się w każdym mieście czy gminie. Tylko w Lublinie przez trzy miesiące skierowano do prokuratur 95 takich wniosków. W Krakowie w pierwszym kwartale tego roku skierowano ich do prokuratur 380, rok temu o tej porze - tylko 49.

Samorządy narzekają jednak, że śledczy nie chcą skutecznie ścigać alimenciarzy. – W większości przypadków prokuratury odmawiają wszczęcia dochodzenia lub je po prostu umarzają – skarży się Elwira Kochanowska-Pięciak z MOPS w Rzeszowie.

Artur Oniszczuk, wiceszef prokuratury na warszawskiej Pradze-Północ, tłumaczy, że to są trudne sprawy. – Trzeba dowieść, że taka osoba uporczywie nie płaci alimentów.  Często nie udaje się jej przesłuchać. Poza tym jej bliscy nie chcą zeznawać przeciwko niej, więc w takich sytuacjach nie mamy materiału dowodowego – tłumaczy prok. Oniszczuk. Dodaje też, że wielu alimenciarzy wyjeżdża za granicę np. do Wielkiej Brytanii, a tam takie przestępstwo uważane jest za błahe i tamtejsze organa ścigania nie chcą współpracować.

Ale są prokuratury, które mają dobre wyniki w ściganiu alimenciarzy. Śledczy z prokuratury Lublin-Miasto  w ub. roku prowadzili 370 takich spraw, z czego 123 zakończyły się aktem oskarżenia.

Jeszcze wyższe wskaźniki mają prokuratorzy  z Białej Podlaskiej. W ub. roku prowadzili 269 śledztw przeciwko alimenciarzom, z czego 153 zakończyli aktem oskarżenia, 39 postępowań zawieszono.

Niech oddają pensje

Kroki podejmowane przez samorządy podobają się społecznikom zaangażowanym w walkę o Fundusz Alimentacyjny. – Najwyższy czas, by zająć się dłużnikami alimentacyjnymi. To może być dla wielu osób sygnał, że nie warto uchylać się od płacenia na własne dzieci. Niestety, w Polsce jest na to zbyt duże przyzwolenie – uważa Daria Cieplik, samotna matka, która walczyła o przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego, a teraz stara się, żeby znieść próg dochodowy uprawniający do skorzystania z funduszu.

Reklama
Reklama

Kobieta niestety ma też obawy. – Nie wiem tylko czy te działania samorządów coś dadzą. W Polsce największym problemem jest brak skutecznej egzekucji. Komornicy nie chcą się bawić w ściąganie długów, bo to dla nich zbyt duży kłopot, a zarobek bardzo mały. Ponadto alimenciarze potrafią skutecznie ukrywać swoje dochody, przepisując cały majątek na rodziców, rodzeństwo czy nowe partnerki. I nie ma z czego ściągnąć – tłumaczy.

Zdaniem dr. Marka Rymszy z Instytutu Spraw Publicznych samo dążenie do poprawy ściągalności długów alimentacyjnych jest bardzo pozytywne, bo do tej pory raczej przepisy o egzekwowaniu należności alimentacyjnej szły w kierunku coraz większej liberalizacji. – Przykładem może być ściąganie alimentów z wynagrodzenia o pracę. W pewnym momencie stwierdzono, że taka regulacja nie pasuje do nowego ustroju i poszanowania prawa własności i z niego zrezygnowano – tłumaczy dr Rymsza.

– Moim zdaniem był to błąd, bo w interesie społecznym ważniejsze jest łożenie na utrzymanie własnego dziecka niż to, że pracodawca dowie się o tym, że pracownik nie reguluje swoich zobowiązań. Należałoby do tego wrócić. Rymsza dodaje, że gdy ludzie pracują dorywczo, na czarno czy jadą do pracy za granicę mogłoby to być utrudnione, ale tam, gdzie to możliwe, powinno być realizowane.

Z odzyskanych od alimenciarzy pieniędzy tylko 40 proc. wraca do samorządów. Pozostała część do budżetu państwa.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama