Choć to tylko trzy miesiące, wydają się wiecznością. Na początku lutego, gdy policja rozpędzała na ulicach rosyjskich miast manifestacje w obronie aresztowanego Aleksieja Nawalnego, a Komisja Europejska nie mogła podnieść się z porażki zakupu szczepionek, wysoki przedstawiciel ds. zagranicznych Josep Borrell – mimo sprzeciwu m.in. Warszawy – poleciał do Rosji, aby utrzymać „dialog" z Kremlem. Spotkało go upokorzenie, a wraz z nim upokorzona została i Unia. W trakcie pobytu Hiszpana Władimir Putin kazał wydalić trzech unijnych dyplomatów, a szef rosyjskiego MSZ Sergiej Ławrow uznał, że „Unia nie jest wiarygodnym partnerem".

Od tego czasu Borrell chyba wiele przemyślał. Jego służby rozesłały właśnie krajom UE dokument, w którym ostrzegają, że Rosja szykuje się do aneksji samozwańczych „republik ludowych" powstałych wokół Doniecka i Ługańska. Ma o tym świadczyć m.in. organizacja fikcyjnych wyborów do władz lokalnych i rozprowadzanie rosyjskich paszportów wśród miejscowej ludności. Taki ruch oznaczałby ostateczne pogrzebanie zapoczątkowanego przed sześciu laty w Mińsku procesu pokojowego.

Odcięcie Swift

– Rosja nie planuje żadnych aneksji i nigdy ich nie przeprowadzi – odpowiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Jednak w Brukseli rosyjskie zapewnienia nie są już brane za dobrą monetę. Przeciwnie, Borrell proponuje, aby Unia udzieliła Ukrainie pomocy w kampanii szczepionkowej i zapobiegła załamaniu ukraińskiego państwa. O ile w Polsce zaszczepiono już przeszło 40 na 100 mieszkańców, to za naszą wschodnią granicą wskaźnik ten jest 20 razy niższy. Hiszpan chce także, aby Bruksela zaangażowała się we wzmocnienie zaopatrzenia energetycznego Ukrainy. Jego wnioski mają w najbliższych tygodniach przyjąć ministrowie spraw zagranicznych UE.

Jeszcze lepszym odzwierciedleniem zmiany nastrojów w Unii wobec Rosji jest rezolucja, którą kilka dni temu przytłaczającą większością głosów przyjął Parlament Europejski. Poparł ją każdy z pięciu najważniejszych klubów, łącznie 569 deputowanych (67 było przeciw, a 46 wstrzymało się od głosu). Dokument kreśli obraz, który nie pozostawia złudzeń co do charakteru rosyjskiego reżimu. Można w nim wyczytać, że Moskwa nie tylko stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego, ale „prowadzi też wewnętrzną wojnę przeciw własnemu narodowi poprzez systematyczne prześladowanie opozycji i aresztowania na ulicy". Zdaniem autorów „otrucie Nawalnego wpisuje się w model działania podjęty wobec przeciwników Putina, który doprowadził do śmierci wielu postaci opozycji, dziennikarzy, działaczy, zagranicznych przywódców".

Z surowej oceny Rosji wypływa apel do unijnych stolic o zaostrzenie polityki wobec Kremla. Jednym z jego elementów ma być ostrzeżenie, że jeśli Putin zdecyduje się na ponowną ofensywę przeciw Ukrainie, skutki powinny być dla Rosji bolesne. Eurodeputowani chcą w takim przypadku natychmiastowego wstrzymania importu rosyjskiej ropy i gazu, odcięcia Moskwy od międzynarodowego systemu transakcji finansowych Swift, zamrożenia aktywów na terenie Unii należących do bliskich Kremlowi oligarchów.

Pustka po Merkel

Europarlament oczekuje także wstrzymania już teraz prac przy budowie Nord Stream 2, aby nie zwiększać zależności energetycznej od Rosji. Sygnatariusze apelują o natychmiastowe uwolnienie Nawalnego i nakładają na Putina osobistą odpowiedzialność za życie i zdrowie rosyjskiego opozycjonisty. Deklarują też „pełną solidarność" z tamtejszymi działaczami demokratycznymi.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Odnosząc się do Ukrainy, eurodeputowani domagają się m.in. zapewnienia swobody żeglugi na Morzu Azowskim i chcą wprowadzenia międzynarodowego nadzoru w Cieśninie Kerczeńskiej.

Bezpośrednią przyczyną Rewolucji Godności na przełomie 2013 i 2014 r. były nadzieje Ukraińców związane z układem stowarzyszeniowym z Unią. Siedem lat później jest jasne, że nie zostały przez Brukselę spełnione: kraj, który stracił Krym i Donbas, pozostaje niemal czterokrotnie uboższy od Polski i w żadnym wypadku nie jest bliższy członkostwa w UE. Dla wielu Ukraińców jedynym wymiernym efektem współpracy ze Wspólnotą jest zniesienie wiz. Ale zmiana stanowiska Brukseli może zmienić to podejście.

– To jest mocny sygnał, którego oczekiwaliśmy – przyznał szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kuleba.

W Moskwie reakcja jest dokładnie odwrotna. – Stosunki Rosji z Unią znalazły się na dnie. Ale nie z naszej winy – uznała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.

Kompetencje Brukseli w polityce zagranicznej są ograniczone. Ale gdy za cztery miesiące odejdzie Angela Merkel, a Emmanuel Macron, który przed pandemią marzył o „resecie" z Putinem, musi walczyć o niepewną reelekcję w kwietniu 2022 r., wpływ unijnej centrali może być większy. A wynik głosowania w europarlamencie pokazuje, jak główne siły polityczne w krajach Unii zmieniły podejście do Rosji.