Kim jest najważniejsza aktorka Putina?

Dzięki swojej charyzmie, ostremu językowi i umiejętnemu wykorzystywaniu nowych mediów Maria Zacharowa zmieniła oblicze rosyjskiej dyplomacji. Dostosowała je do warunków XXI wieku i coraz bardziej agresywnej polityki Kremla.

Aktualizacja: 25.02.2022 12:24 Publikacja: 25.02.2022 10:00

W 2017 r. Władimir Putin odznaczył Marię Zacharową Orderem Przyjaźni przyznawanym za szerzenie przyj

W 2017 r. Władimir Putin odznaczył Marię Zacharową Orderem Przyjaźni przyznawanym za szerzenie przyjaźni i współpracy między narodami. Choć Kreml ją hołubi, rzeczniczka MSZ ma przeciwników, którzy zarzucają jej przesadną teatralność i frywolność

Foto: SPUTNIK/EAST NEWS, Grigoriy Sisoev

Gdy na ogromnym ekranie w studiu telewizji NTW pojawiła się Maria Zacharowa, goście programu „Moja prawda" przerwali dyskusję i skupili uwagę na niej. Prowadzący poprosił rzeczniczkę rosyjskiego MSZ o komentarz w sprawie sytuacji w Donbasie i zarządzonej przez tamtejsze samozwańcze władze ewakuacji cywilów. Zacharowa podniesionym głosem, mocno gestykulując, zaczęła mówić o piekle, w jakim żyją ludzie na tych terenach. Uderzając pięścią w stół, zarzuciła ukraińskim władzom tłamszenie rosyjskiego języka w Donbasie oraz próby narzucania „kulturowej jedności".

Wreszcie wytoczyła najcięższe działa. „Sytuacja nie jest podobna do ludobójstwa. Tam mamy do czynienia z ludobójstwem. Może nie w takiej skali jak w Afryce, ale, przepraszam, czy mamy operować liczbami, jeśli od siedmiu lat giną dzieci, kobiety, ludność cywilna" – powiedziała rzeczniczka, okazując coraz większe zdenerwowanie. Winą za sytuację w regionie obciążyła Kijów. Na zakończenie przypomniała ukraińskim władzom, że „demokracja to rządy większości, ale ochrona praw mniejszości". Ta scena z połowy lutego świetnie pokazuje sposób pracy i retorykę Zacharowej, która stała się centralną figurą w rosyjskiej maszynie propagandowej.

Kpiny i flirty

Mimo że Zacharowa nie czuje się pionierką, a feminizm i kwestie równouprawnienia płci uważa za zachodni wymysł, to od czasu, gdy w 2015 roku została pierwszą w historii kobietą na stanowisku rzecznika rosyjskiego MSZ, jest wpływową postacią w resorcie tradycyjnie zdominowanym przez mężczyzn. – Wzmocniła pozycję ministerstwa spraw zagranicznych na politycznej mapie. Nie można ignorować tego, co mówi i jak to mówi. Jej poprzedników obowiązywały jakieś ograniczenia, jeśli chodzi o to, w jaki sposób może się wypowiadać rzecznik – mówi „Plusowi Minusowi" proszący o zachowanie anonimowości doświadczony dziennikarz, przez lata pracujący w Moskwie.

Za swój pierwszy cel Zacharowa obrała modernizację ministerialnej służby prasowej. Wprowadziła zwyczaj cotygodniowych briefingów dla mediów, które często przypominają show albo stand-up. Do lamusa odeszły suche statystyki rodem z czasów radzieckich. Zastąpił je bombastyczny język i nierzadko niewybredne żarty. – Większość rzeczników przed nią była anonimowa. Z pozbawioną wyrazu maską aparatczyka odczytywali komunikaty. Ona jest inna. Wykreowała się na postać, która rozmawia ze światem w imieniu Rosji, która publicznie ogłasza pretensje do Zachodu o to, że ten nie szanuje Moskwy. Potrafi się też jednak uśmiechnąć, zagadnąć, a czasami nawet flirtować – mówi „Plusowi Minusowi" Zygmunt Dzięciołowski, dziennikarz, znawca rosyjskich mediów oraz były szef londyńskiego portalu open Democracy Russia.

Jeden z jej legendarnych już „występów", który w internecie obejrzały setki tysięcy osób, miał miejsce w 2017 roku. Wówczas podczas konferencji prasowej fiński dziennikarz Erkka Mikkonen zapytał Zacharową o prześladowania społeczności LGBT w Czeczenii. Rzeczniczka zamiast do niego zwróciła się bezpośrednio do rządzącego Czeczenią w brutalny i dyktatorski sposób Ramzana Kadyrowa. – Panie Kadyrow, w dzisiejszym briefingu uczestniczy przedstawiciel fińskiej telewizji. Czy mógłby pan zorganizować dla niego wycieczkę do Czeczenii, podczas której może znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania – powiedziała.

Następnie spojrzała na Mikkonena. – Nie boisz się prawda? Nie żartuję. Pracujemy bardzo aktywnie, by wysłać cię wprost do Czeczenii – zwróciła się do dziennikarza i niemal niezauważenie mrugnęła.

„To było bardzo niekomfortowe. Poczułem się jak uczeń wezwany przez nauczyciela. Chciała, bym poczuł się jak idiota" – powiedział później w rozmowie z portalem BuzzFeed Mikkonen.

Innym razem, gdy korespondent CNN zapytał ją o rolę ambasadora w Waszyngtonie w rosyjskiej operacji wpływania na amerykańskie wybory prezydenckie, poirytowana Zacharowa kazała mu przestać „rozsiewać fake newsy". Dziennikarz próbował jeszcze coś powiedzieć, ale Rosjanka, która zdążyła go już minąć, zatrzymała się, odwróciła w stronę kamery i, grożąc palcem, powtórzyła: „przestańcie rozsiewać fake newsy".

Trzy lata temu rzeczniczka MSZ wdała się w słowne przepychanki z bułgarskim dziennikarzem, który zaproponował Zacharowej ser ze swojej ojczyzny, ponieważ przeczytał, że w Rosji z powodu zachodnich sankcji brakuje smacznego sera. Odmówiła przyjęcia prezentu i spoglądając na dobrze zbudowanego Bułgara, stwierdziła z ironicznym uśmiechem, że on sam nie wygląda, jakby głodował.

W maju 2016 roku Zacharowa podzieliła się z dziennikarzami anegdotą. – Gdy przywódca Ukrainy modlił się do Boga o zwrot Krymu, usłyszał, że Krym już zwrócił, teraz niech odda pieniądze – powiedziała z uśmiechem.

Ostatnie kilka miesięcy to w wykonaniu rzeczniczki MSZ seria oskarżeń pod adresem Zachodu o kłamliwe zarzucanie Rosji, że ta dąży do wojny z Ukrainą. W listopadzie zeszłego roku Zacharowa stwierdziła, że gdyby wierzyć CNN, to Kreml najechał Kijów już kilkakrotnie, a rosyjskie czołgi „rozjeżdżają tamtejsze pola od wielu lat". W lutym tego roku nazwała przedstawicieli NATO „natistami", co po rosyjsku brzmi łudząco podobnie do słowa „naziści". Kilka dni później stwierdziła, że przebywająca na Ukrainie misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie może służyć jako narzędzie prowokacji. W trakcie kolejnej konferencji prasowej podkreśliła, że Stany Zjednoczone chcą podbić europejski rynek gazu, dlatego destabilizują sytuację na Ukrainie, przez którą Rosja przesyła błękitne paliwo do zachodniej Europy.

Dziennikarze na co dzień pracujący z Zacharową zauważają, że kolejną zmianą wprowadzoną za jej czasów było usprawnienie komunikacji na linii media–MSZ. – Dzięki niej ministerstwo stało się bardziej otwarte i przyjazne dla dziennikarzy. Z innych resortów bardzo trudno uzyskać jakiekolwiek informacje, a w MSZ wiadomo, do kogo napisać i z kim się kontaktować. Gdy minister Siergiej Ławrow występuje na konferencji, to niemal natychmiast na stronie resortu pojawia się pełna transkrypcja tego, co powiedział. Zacharowa wie i rozumie, jak wygląda praca dziennikarzy, dlatego lubię z nią rozmawiać, nawet gdy się nie zgadzamy – tłumaczy „Plusowi Minusowi" Jelena Czernienko, dziennikarka „Kommiersanta", która dobrze zna rzeczniczkę.

Czytaj więcej

Chińska propaganda w przekładzie influencerów

Usłyszysz, jak brzmią rosyjskie rakiety

Rzeczniczka zasłynęła również tym, że bez oporu rozmawia z mediami krytycznymi wobec Kremla, jak Radio Echo Moskwy czy telewizja Dożd. W 2016 roku, gdy w Echo Moskwy gościem był ówczesny korespondent „Gazety Wyborczej" Wacław Radziwinowicz, Zacharowa nagle pojawiła się w studiu i dołączyła do rozmowy. Jak sama twierdzi, akurat jechała obok rozgłośni, usłyszała wywiad i postanowiła odnieść się do tego, o czym rozmawiano.

Zdaniem ekspertów jej podejście do niezależnych mediów wynika z bardzo konkretnych pobudek. – Rozumie, że mają one wykształcone audytorium, do którego też trzeba próbować dotrzeć i pokazać, jak Rosja została skrzywdzona przez Zachód. Ta publiczność ma pewien wpływ na moskiewskie środowisko inteligencji – zauważa Dzięciołowski.

Według byłego korespondenta w Moskwie, który prosi o zachowanie anonimowości, rzeczniczka robi to także, by promować samą siebie. – Widzi rozmowę z dziennikarzami, nawet z tymi nastawionymi krytycznie, jako sposób na PR. Lubi wywoływać skandale, by o niej mówiono – zauważa rozmówca „Plusa Minusa".

Zacharowa jako pierwsza przedstawicielka rosyjskiej dyplomacji w pełni wykorzystuje potencjał telewizji, co uczyniło z niej gwiazdę i jednego z niewielu rzeczników w rządzie znanych z imienia i nazwiska. Często bywa gościem programów prowadzonych przez kremlowskiego propagandzistę Dmitrija Kisielowa. Podczas jednego z nich zdenerwowana pytaniami ukraińskiego komentatora powiedziała: „pozwól mi mówić albo usłyszysz, jak brzmią rosyjskie rakiety Grad". Kiedy indziej w trakcie kłótni z jednym z amerykańskich korespondentów stwierdziła, że „przeznaczeniem Stanów Zjednoczonych jest stawanie na grabie, tak jak miało to miejsce w Iraku i innych częściach świata". W 2018 roku zapytana o okoliczności wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA wypaliła, że aby zrozumieć, co dzieje się w Ameryce, „trzeba zwrócić się do Żydów".

– Ona nie wyraża własnych opinii, ale ma swój własny sposób ich prezentacji. Dramatycznie wzmacnia wszystkie akcenty. Pod tym względem jest teatralna i zachowuje się jak aktorka na scenie. Jej zadaniem jest dopilnowanie, aby przesłanie MSZ usłyszeli wszyscy, nawet ci, którzy nigdy nie interesowali się polityką – tłumaczy „Plusowi Minusowi" prof. Aleksiej Masłow, dyrektor Instytutu Azji i Afryki w Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, który był doradcą Zacharowej na początku lat 2000. Podobnego zdania jest były moskiewski korespondent. – Nieważne, czy to, co mówi, jest prawdą. MSZ jest przedłużeniem Kremla i musi dostosować się do tego, co lubi Putin, a on lubi podejście na zasadzie: „udowodnijcie nam, że kłamiemy. To wy kłamiecie" – mówi.

Rzeczniczka tańczy

Gdy prezydent Joe Biden zapowiedział, że w związku z rosyjskimi groźbami pod adresem Ukrainy Waszyngton wyśle do Polski 3 tysiące żołnierzy, na prywatnym profilu facebookowym Zacharowej w środku nocy czasu moskiewskiego pojawił się wpis. Rzeczniczka napisała m.in., że „Anglosasi potrzebują wojny za wszelką cenę. Prowokacja, dezinformacja i groźby to ich ulubiony sposób rozwiązywania własnych problemów".

Kilkanaście dni temu, odnosząc się do spekulacji zachodnich mediów co do daty rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, napisała na swoim kanale na Telegramie, żeby te wreszcie podały termin, „bo chce zaplanować wakacje". – Zaczęła się zwracać nie tylko do dyplomatów, ale także do „całego narodu", dlatego jako pierwsza w rosyjskim MSZ aktywnie wykorzystuje media społecznościowe. To z kolei wymaga określonego modelu: jasnych zwrotów, krótkich wypowiedzi, a czasami celowo dosadnego formułowania myśli – tłumaczy prof. Masłow.

Jej przygoda z internetem zaczęła się, gdy jeszcze pełniła funkcję zastępcy rzecznika MSZ. Prowadziła wówczas patriotyczny blog na stronie radia Echo Moskwy. Pisała w nim m.in., że „co się tyczy prawdziwych europejskich wartości, to Rosja jest im bardziej oddana niż sama Europa". Wyśmiewała Baracka Obamę, Hillary Clinton czy ówczesnego premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka. W tym samym czasie za jej sprawą resort uruchomił swoje pierwsze konto na Twitterze. Unowocześniono i rozwinięto również stronę internetową MSZ.

Głównym narzędziem Zacharowej w internecie pozostaje wszakże Facebook, na którym obserwuje ją niemal 500 tysięcy osób. Na swoim profilu zamieszcza dwa rodzaje wpisów. Pierwsze to wiadomości czysto polityczne, dotyczące bieżącej sytuacji międzynarodowej. Są tak samo zjadliwe i prześmiewcze, jak jej wystąpienia na konferencjach. Wiele z nich jest potem powielanych przez ministerialne konta na Twitterze. Zdarza się, że wchodzi także w polemikę ze swoimi krytykami. – Nie boi się bezpośredniej konfrontacji z przeciwnikami, a nawet jej szuka, dopisując np. komentarze na ich profilach na Facebooku – zauważa Dzięciołowski.

Drugi rodzaj wpisów przedstawia jej prywatne życie, dom czy podróże. Często te informacje mają humorystyczny charakter. Rzeczniczka pokazuje swoje przygotowania do pracy, spacer z psem, wyjście na koncert czy zdjęcia z siłowni. Nie brakuje też selfie. Kilka lat temu Zacharowa opublikowała w internecie film, na którym tańczy kalinkę podczas szczytu Rosja–ASEAN. Jakiś czas później na profilu MSZ na Twitterze pojawiło się nagranie, jak w trakcie spotkania z młodzieżą rzeczniczka wykonuje tradycyjny kaukaski taniec lezginkę. Wydaje się, że mieszając poważne polityczne tematy z tymi rozrywkowymi, Zacharowa ociepla swój wizerunek i stara się, by propagandowy przekaz Kremla był bardziej strawny.

Czytaj więcej

Peppa. Najbardziej wpływowa świnka świata

Rozczarowana Zachodem

Maria Zacharowa przyszła na świat w 1975 roku w rodzinie dyplomaty Władimira Zacharowa. W 1981 roku rodzina przeniosła się do Pekinu, gdzie jej ojciec dostał posadę w radzieckiej ambasadzie. Według ludzi, którzy prywatnie znają rzeczniczkę MSZ, po ojcu odziedziczyła zamiłowanie do polityki zagranicznej, a po matce Irinie, historyczce sztuki, temperament oraz skłonność do egzaltacji i teatralność zachowań. Podczas pobytu w Państwie Środka mała Masza zaczęła się uczyć chińskiego i fascynować tamtejszą kulturą. Jak opowiadała w rozmowie z portalem Meduza, jej najmilsze wspomnienie z tego czasu wiąże się z czerwonym wachlarzem w piwonie, który mama kupiła jej w sklepie dla cudzoziemców. Ma go zresztą do dzisiaj.

Upadek ZSRR zastał rodzinę na placówce. Zacharowa wspomina, że był to trudny czas. Pracownicy ambasady nie dostawali na czas pieniędzy i nikt nie był pewny swojej przyszłości. Ostatecznie Zacharowowie wrócili do Moskwy w 1993 roku. Młoda Masza, idąc w ślady ojca, zaczęła wówczas studia na prestiżowym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych, kuźni dyplomatycznych kadr Rosji. Jako swoją specjalizację wybrała Chiny. Po ukończeniu uczelni w 1998 roku złożyła papiery do Departamentu ds. Azji w MSZ. Nie przyjęto jej. „To był prawdziwy szok. Pracowałam na to pięć lat, uczyłam się chińskiego" – opowiadała Meduzie.

Choć sama temu zaprzecza, najpewniej dzięki koneksjom ojca jednak dostała pracę w resorcie, tyle tylko, że w biurze prasowym. Jej pierwszym zadaniem było redagowanie biuletynu dyplomatycznego. Zwrócił na nią uwagę nowy rzecznik MSZ Aleksander Jakowienko, który zlecił jej znalezienie pomysłu na to, jak unowocześnić ministerialną służbę prasową. Słuchając jej rad, zaczął częściej spotykać się z dziennikarzami i występować przed kamerami na żywo. W 2004 roku Zacharowa otrzymała awans. Została mianowana szefową biura prasowego przedstawicielstwa przy ONZ. Jak mówi Meduzie informator z MSZ, był to wówczas „teren" Siergieja Ławrowa, który szefował przedstawicielstwu, zanim został ministrem, dlatego awans Zacharowej nie mógł się odbyć bez jego wiedzy i akceptacji.

Niemal trzyletni pobyt w Nowym Jorku bardzo pomógł przyszłej rzeczniczce w jej karierze w resorcie, w którym od zawsze dominowali mężczyźni. – W ONZ zyskała doświadczenie. Dzięki tej pracy poznała najważniejszych ludzi w MSZ. Szef misji jest również wiceministrem spraw zagranicznych, a sam Ławrow bywa w niej przynajmniej raz w roku. To był dla niej świetny start – zauważa były korespondent w Moskwie.

Pracując w Stanach Zjednoczonych, Zacharowa miała się pierwszy raz rozczarować Zachodem. Stało się to po jednym z posiedzeń Rady Bezpieczeństwa ONZ. „Ci sami ludzie, którzy mówili publicznie o prawach człowieka, szafowali ludzkim życiem za zamkniętymi drzwiami. Nie byłam gotowa na ten cynizm i brak jakichkolwiek wartości" – powiedziała Meduzie.

W czasie pobytu w USA wyszła za mąż za przedsiębiorcę Andrieja Makarowa. Para ma 12-letnią córkę. W 2011 roku, gdy prezydentem był Dmitrij Miedwiediew, Zacharowa została zastępczynią rzecznika MSZ. – Zaczęła grać solo. Przyszły czasy nowych mediów i internetu, a ona ma swoją wyrazistość i energię. Zauważono to – tłumaczy Dzięciołowski. Pomóc w uzyskaniu tej funkcji miała jej także znajomość z rzeczniczką prezydenta Natalią Timakową. To ona, pod wrażeniem tego, jak Zacharowa rozumie media, miała przekonać Ławrowa, że zasługuje na awans. Do jej zadań należało m.in. organizowanie briefingów, zagranicznych wizyt oraz prowadzenie profili resortu w mediach społecznościowych. Wtedy też, jak zauważają rozmówcy Meduzy, Zacharowa zaczęła bardziej dbać o swój wizerunek. Poszła na siłownię, zmieniła garderobę i zatrudniła trenera personalnego, który układał jej dietę.

Wielka przemiana, jeśli chodzi o jej stosunek do Zachodu, miała nastąpić w 2014 roku, gdy Rosja zajęła Krym. Kilka miesięcy po aneksji półwyspu Zacharowa została rzeczniczką MSZ.

Czytaj więcej

Ramzan Kadyrow na tropie czarownic

Kremlowski wiatr

W uznaniu jej zasług dla ojczyzny Władimir Putin w 2017 roku awansował Zacharową do rangi ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego pierwszej klasy. W tym samym roku otrzymała od niego również Order Przyjaźni.

Zdaniem ekspertów, choć rzeczniczka jest obecnie hołubiona przez Kreml, nie oznacza to, że nie ma wrogów. Według źródeł Meduzy wewnątrz MSZ utworzyły się dwie grupy jej oponentów – „konserwatywnych mężczyzn" oraz „racjonalistów". Obu ma przeszkadzać „zbyt duża teatralność" oraz „zbytnia frywolność" rzeczniczki. Jednakże, jak zauważa rozmówca portalu, póki u władzy pozostaje Siergiej Ławrow, który ją ceni, włos jej z głowy nie spadnie. – Jej kariera zależy całkowicie od zmian w środowisku politycznym. Tacy ludzie jak ona są potrzebni w konkretnym czasie i miejscu – mówi prof. Masłow.

Co się z nią stanie, gdy Ławrow pójdzie na emeryturę, o czym podobno marzy od dawna? – Ona sama nie chce na razie rezygnować z funkcji rzecznika. Myślę jednak, że nawet gdyby tak się stało, może liczyć na posadę ambasadora, trafić na Kreml albo do Gazpromu. Może być rzecznikiem każdej rosyjskiej korporacji, które świetnie płacą – podkreśla były korespondent w Moskwie. Podobnego zdania jest Zygmunt Dzięciołowski. – Jak się osiągnęło takie stanowisko w Rosji jak ona, to musiałaby nastąpić rewolucja, żeby upadła. MSZ to ogromna organizacja i zawsze coś się dla niej znajdzie. Nie dadzą jej zginąć. Chyba że nagle zostałaby dysydentką, bo wyczułaby, że zmienia się polityczny wiatr. Nie sądzę jednak, by była materiałem na opozycjonistkę. Jak długo wieje kremlowski wiatr, będzie ważnym ogniwem procesu propagandy – konkluduje ekspert.

Maria Zacharowa nie odpowiedziała na pytania „Plusa Minusa"

Gdy na ogromnym ekranie w studiu telewizji NTW pojawiła się Maria Zacharowa, goście programu „Moja prawda" przerwali dyskusję i skupili uwagę na niej. Prowadzący poprosił rzeczniczkę rosyjskiego MSZ o komentarz w sprawie sytuacji w Donbasie i zarządzonej przez tamtejsze samozwańcze władze ewakuacji cywilów. Zacharowa podniesionym głosem, mocno gestykulując, zaczęła mówić o piekle, w jakim żyją ludzie na tych terenach. Uderzając pięścią w stół, zarzuciła ukraińskim władzom tłamszenie rosyjskiego języka w Donbasie oraz próby narzucania „kulturowej jedności".

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Plus Minus
Bajka o inteligenckim etosie
Plus Minus
Michał Szułdrzyński: Do zobaczenia po zwycięstwie
Plus Minus
„Czarodziejska góra”: W cieniu wielkiej góry
Plus Minus
Dziewictwo utracone w Paryżu
Plus Minus
Marek Stelar: Sprzyja mi noc
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy