Reklama
Rozwiń
Reklama

Fałszywe alibi ze Wschodu

Groźni przestępcy dzięki lewym pismom z Ukrainy chcieli unikać kar. Jeden z nich został uniewinniony.

Publikacja: 19.02.2014 04:00

Oskarżeni o napady z bronią, porwanie dla okupu chińskiego biznesmena, udział w gangu i inne groźne przestępstwa pokazywali w sądach fałszywe ukraińskie pisma mające im zapewnić bezkarność. Wynikało z nich, że kiedy doszło do tych przestępstw, siedzieli w więzieniu na Ukrainie.

Nadużycia na niespotykaną dotąd skalę, w których przestępcy wykorzystywali fałszywe ukraińskie dokumenty, badają zarząd CBŚ w Bydgoszczy i Prokuratura Okręgowa.

– Śledztwo dotyczy utrudniania postępowań sądowych toczących się w kraju poprzez przedkładanie i posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami rzekomo wystawionymi przez sąd w Czerkasach i tamtejszy Zarząd Rejonowy MSW Ukrainy – potwierdza informacje „Rz" Paweł Kołodziejski z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Zaświadczenia ?na finał procesu

Pierwsze zaświadczenia pojawiły się w 2009 r., ostatnie  –  kilka dni temu, co dowodzi, że proceder wciąż trwa, a kierujący nim są wyjątkowo zuchwali. Śledczy mają dowody na to, że z podrobionych pism skorzystało co najmniej kilkanaście osób w całym kraju. Niektóre skutecznie. Paweł C., był oskarżony o  paserstwo i działanie w gangu. Groził mu wysoki wyrok, ale nagle uratowało go fałszywe alibi. Sąd we Włocławku w 2011 r. go uniewinnił. – Z uzasadnienia wyroku wynika, że kluczowe było zaświadczenie o jego rzekomym pobycie w więzieniu na Ukrainie – mówi Kołodziejski.

Jednak krąg  beneficjentów fałszywek był szerszy, a kaliber przestępców znaczący.

Reklama
Reklama

Piotr L. był oskarżony m.in. o porwanie w 2006 r. ze wspólnikami biznesmena z Chin dla okupu, wzięcie zakładnika i rozbój. Sprawa była głośna. Na procesie przed sądem w Warszawie nagle w jesienią 2011 r. pokazał pismo – alibi na wagę złota: wyrok sądu w Czerkasach stwierdzający, że przez 15 dni w kluczowym okresie siedział w więzieniu na Ukrainie.

Takie samo alibi wypłynęło na procesie Jacka W. sądzonego za udział w zbrojnym gangu i napad z bronią (na przełomie 2003/2004 r.). Sprawa też była spektakularna, bo sprawcy napadali, udając policjantów.

– Adwokat Jacka W. podczas apelacji przedłożył wyrok sądu z Czerkasów, z którego miało wynikać, że jego klient w czasie, gdy doszło do przestępstwa, przebywał w więzieniu na Ukrainie – mówi Kołodziejski.

Z kolei fałszywe „ukraińskie alibi" Michał B., recydywista sądzony za kradzież, pokazał sam w sądzie w Chojnicach.

We wszystkich przypadkach takie fałszywe dokumenty pojawiały się w finale procesów, m.in. przed sądami w Gdańsku, Bydgoszczy, Warszawie i Toruniu. W obiegu były dwa rodzaje pism: protokół z sądu w Czerkasach potwierdzający pobyt w więzieniu  i z oddziału MSW, które miało uwiarygodnić pierwszy dokument.

Wszyscy mieli siedzieć w Czerkasach za drobne wykroczenia (z art. 185 kodeksu wykroczeń Ukrainy) przez trzy, siedem i 15 dni. Za np. rzekomą bójkę czy pijacką awanturę.

Reklama
Reklama

Jedno źródło?

Dziś wiadomo, że pisma były fałszywe. – Sąd i MSW Ukrainy zaprzeczyły, by je wystawiły – mówi Kołodziejski.

Ale dotrzeć do prawdy nie było łatwo. Trudniący się procederem byli przebiegli. – Kiedy polski sąd kierował wniosek do sądu na Ukrainie z pytaniem, czy dana osoba istotnie przebywała w tamtejszym więzieniu, to z sądu w Czerkasach przychodziła odpowiedź twierdząca. Wygląda na to, że gdy pytanie szło bezpośrednio do sądu w Czerkasach, to kolportujący lewe pisma przejmowali je i wysłali do polskiego sądu fałszywą odpowiedź – tłumaczy jeden ze śledczych.

Jak mówi, nie byli w stanie przejmować korespondencji, która szła do centrali  MSW.

Przełomem, który sprawił, że polscy śledczy dowiedzieli się o procederze i wszczęli postępowanie, był proces o napad na konwój w Bydgoszczy (w końcu lat 90). W 2009 r. o napad oskarżono sześć osób. Proces przybrał nieoczekiwany obrót. Jeden z oskarżonych Robert S. powiedział, że siedział w więzieniu na Ukrainie. Na wniosek obrońcy bydgoski sąd zwrócił się do ukraińskiego sądu i dostał potwierdzenie. S. miał trafić do więzienia akurat w dniu napadu w kraju.

– To było dziwne, że tamtejszy sąd trzyma dokumenty dotyczące wykroczeń sprzed 10 lat – mówią śledczy.

Po nitce do kłębka CBŚ i prokuratura ustaliły, że krąg osób z półświatka, które skorzystały z „ukraińskiego alibi", jest dużo szerszy. Na dziś są dowody, że „fałszywkami" posłużyli się oskarżeni w co najmniej ośmiu śledztwach. Beneficjentów może być więcej.

Reklama
Reklama

– Zarzuty w śledztwie mają dotąd Michał B. i Piotr L., którzy bezpośrednio sami przedłożyli sądowi fałszywe pisma – mówi prok. Kołodziejski.

To nie koniec. Prokuratura zwróciła się do wszystkich prokuratur i sądów apelacyjnych z pytaniami, czy podobne alibi w postaci zaświadczeń o pobycie w ukraińskich więzieniach pojawiały się w ich śledztwach i procesach. W sprawie uniewinnionego pasera prokuratura wystąpi o wznowienie procesu.

Śledczy sądzą, że oskarżeni korzystali z tego samego źródła. Posługujących się lewymi pismami łączy jedno: wszyscy przewijali się przez woj. kujawsko-pomorskie – siedzieli razem w areszcie, mają kontakt z tamtejszym światem przestępczym.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama