Oskarżeni o napady z bronią, porwanie dla okupu chińskiego biznesmena, udział w gangu i inne groźne przestępstwa pokazywali w sądach fałszywe ukraińskie pisma mające im zapewnić bezkarność. Wynikało z nich, że kiedy doszło do tych przestępstw, siedzieli w więzieniu na Ukrainie.
Nadużycia na niespotykaną dotąd skalę, w których przestępcy wykorzystywali fałszywe ukraińskie dokumenty, badają zarząd CBŚ w Bydgoszczy i Prokuratura Okręgowa.
– Śledztwo dotyczy utrudniania postępowań sądowych toczących się w kraju poprzez przedkładanie i posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami rzekomo wystawionymi przez sąd w Czerkasach i tamtejszy Zarząd Rejonowy MSW Ukrainy – potwierdza informacje „Rz" Paweł Kołodziejski z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.
Zaświadczenia ?na finał procesu
Pierwsze zaświadczenia pojawiły się w 2009 r., ostatnie – kilka dni temu, co dowodzi, że proceder wciąż trwa, a kierujący nim są wyjątkowo zuchwali. Śledczy mają dowody na to, że z podrobionych pism skorzystało co najmniej kilkanaście osób w całym kraju. Niektóre skutecznie. Paweł C., był oskarżony o paserstwo i działanie w gangu. Groził mu wysoki wyrok, ale nagle uratowało go fałszywe alibi. Sąd we Włocławku w 2011 r. go uniewinnił. – Z uzasadnienia wyroku wynika, że kluczowe było zaświadczenie o jego rzekomym pobycie w więzieniu na Ukrainie – mówi Kołodziejski.
Jednak krąg beneficjentów fałszywek był szerszy, a kaliber przestępców znaczący.