Zamiast wyjaśnienia mamy coraz więcej pytań o to, kto zabił gen. Marka Papałę.
Prowadząca śledztwo łódzka prokuratura dotąd wskazywała dwóch bezpośrednio zamieszanych w tę zbrodnię: Igora M., ps. Patyk, i jego kompana Mariusza M.
Według jej wersji motywem był rabunek. Generała zastrzelił „Patyk", a miejsce zbrodni obserwował Mariusz M. Dlatego w 2012 r. „Patyk" usłyszał zarzut zabójstwa, a jego kompan ?– udziału w nim.
Teraz śledczy rakiem wycofują się z głównego zarzutu dla M. Skąd ten zwrot? – Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił inaczej określić rolę Mariusza M. ?– mówi „Rz" Jarosław Szubert, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Wyjaśnia, że „nowe dowody" zostały przeprowadzone w lutym.
Mariuszowi M. uchylono areszt, w którym siedział od dwóch lat. Dziś jest podejrzany tylko o usiłowanie rozboju w związku z próbą kradzieży daewoo Papały i inne kradzieże aut. Za kratkami został „Patyk" (w środę sąd przedłużył mu areszt). Ten znany kiedyś złodziej samochodów to dziś jedyny podejrzany o zabójstwo generała.
Jakie „nowe dowody" sprawiły, że śledczy wycofali się z głównego zarzutu dla M. – tego nie zdradzają.
Z informacji „Rz" wynika jednak, że przełomu i zupełnie nowych dowodów mogących odwrócić bieg śledztwa brak.
Przybywa za to znaków zapytania, jak ten, czy i jaki wpływ na wycofanie się z zarzutu dla M. może mieć uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który w 2013 r. uniewinnił Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z., ps. Słowik, od zarzutów podżegania do zabójstwa komendanta. W pisemnym uzasadnieniu sąd odniósł się także do zeznań Roberta P., świadka koronnego, na których oparli się śledczy z Łodzi, stawiając „Patykowi" i M. zarzuty.
Robert P., kiedyś złodziej w gangu „Patyka", dopiero w 2011 r. zdradził rewelacje w sprawie zabójstwa Papały. Ale w jego zeznaniach sąd wskazał liczne sprzeczności.
Najważniejsze: koronny twierdzi, że w miejscu, gdzie zabito gen. Papałę, „Patyk" był ubrany w granatową bluzę i ciemne szorty do kolan. Jednak mieszkańcy bloku obserwujący te wydarzenia z okien zgodnie twierdzą, że napastnik był jeden: miał ciemne długie spodnie i ciemną kurtkę. Mężczyzny w szortach nikt nie zauważył. P. nie widział, jak „Patyk" strzela do gen. Papały, ale miał widzieć, jak ten ucieka, a za nim biegnie Mariusz M. Ale koronny raz mówił, że dzieliło ich 15 metrów, kiedy indziej, że dwa, trzy. Robert P. twierdził też, że usłyszał krzyk „spier...aj, przypał!" (czyli że doszło do wpadki). I tutaj jest podobnie: nikt ze świadków nie słyszał okrzyku. A tych świadków sąd uznał za wiarygodnych.
Prok. Szubert pytany, czy na zmianę zarzutów dla M. wpłynęła treść uzasadnienia, mówi, że wyrok jest nieprawomocny, więc nie będzie go komentował.
Mec. Rafał Zawalski, adwokat „Patyka", mówi „Rz": – Przypuszczam, że treść uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie mogła mieć jakieś znaczenie dla decyzji o uchyleniu aresztu wobec Mariusza M.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, g.zawadka@rp.pl