Reklama
Rozwiń
Reklama

Konwojent sfingował napad

Kilkadziesiąt tysięcy złotych mieli zrabować konwojentowi dwaj napastnicy grożąc mu bronią. Okazało się, że napad wymyślił, a przewożony utarg zagarnął. Wpadł przez monitoring.

Publikacja: 16.10.2015 15:29

Konwojent sfingował napad

Foto: Policja

Krakowscy policjanci prowadzący śledztwo w sprawie napadu z bronią na konwojenta przewożącego utarg z małopolskich Hotspotów, udowodnili mu sfingowanie rozboju i przywłaszczenie kilkudziesięciu tysięcy złotych.

- 28-letni konwojent, Mateusz M. usłyszał kilka zarzutów. Odpowie za przywłaszczenie pieniędzy, nielegalne posiadanie broni palnej, składanie fałszywych zeznań, oraz fałszywe zawiadomienie o przestępstwie, którego nie było – mówi Katarzyna „Rzeczpospolitej” Katarzyna Cisło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Do spektakularnego napadu miało dojść w marcu tego roku, w godzinach wieczornych. Mateusz M., pracujący od kilku lat jako konwojent pieniędzy pobieranych z punktów hot spotu jechał właśnie z Mszany Dolnej w kierunku Lubnia. W samochodzie przewoził około 50 tys. zł, zebranych wcześniej z kilku salonów gier. Jak opowiadał nagle zrównał się z nim inny pojazd z dwoma mężczyznami w środku. Pasażer tego auta latarką dał znać konwojentowi, by zjechał na pobocze sugerując, że jest to policyjna kontrola drogowa. Kiedy Mateusz M. wykonał polecenie, dwaj napastnicy mieli wyskoczyć z samochodu i grożąc mu pistoletami zmusić do otwarcia bagażnika. Chwilę później zabrali z niego worki z pieniędzmi. Na koniec sprawcy – jak wynikało z relacji konwojenta – jeszcze przestrzelili silnik i przednią szybę w jego aucie, po czym odjechali z łupem.

Ponieważ samochód konwojenta nie nadawał się do użytku, ten piechotą dotarł do najbliższej stacji benzynowej, skąd powiadomił o napadzie swoich szefów i policję. Prokuratura w Myśleniach wszczęła śledztwo, policjanci zabrali się poszukiwanie sprawców.

- Całe zajście, zrelacjonowane przez napadniętego wyglądało bardzo prawdopodobnie i zostało poważnie potraktowane przez funkcjonariuszy. Ze względu na kategorię zdarzenia, sprawa została od razu przekazana do prowadzenia policjantom komendy wojewódzkiej – zaznacza Cisło.
Jednak pierwszych wątpliwości co do wiarygodności wersji „pokrzywdzonego” policjanci nabrali już podczas zabezpieczania śladów na miejscu zdarzenia, a później zbierania dowodów. Kolejne znaki zapytania pojawiły się, kiedy funkcjonariusze obejrzeli nagrania monitoringu z trasy przejazdu konwojenta.

Reklama
Reklama

- Mateusz M. nie pamiętał marki samochodu, z którego mieli wyskoczyć napastnicy, ale opisał, że wóz był duży, w ciemnym kolorze. Tymczasem nagrania kamer z kilkudziesięciu miejsc z trasy przejazdu konwojenta, nie zarejestrowały, by opisany przez niego samochód na tym odcinku się poruszał – opowiada nam jeden z funkcjonariuszy.

Obrazu dopełniły badania przestrzelonego silnika w samochodzie konwojenta. W efekcie, śledczy byli już pewni, że żadnego napadu nie było, a konwojent sfingował zajście, włącznie z ostrzelaniem własnego samochodu. Wszystko po to, by zagarnąć przewożony utarg.
- Mężczyzna przyznał się do stawianych mu zarzutów i złożył obszerne wyjaśnienia. Policjanci odzyskali część zrabowanych pieniędzy – mówi Katarzyna Cisło.

Mateusz M. dostał policyjny dozór. Do sfingowania napadu – jak mówił podczas przesłuchania – skłoniła go ciężka sytuacja rodzinna.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama