Amerykański Perseverance od kilku dni nie tylko dostarcza zdjęcia z Czerwonej Planety, ale nawet dźwięk tamtejszych wiatrów. Rządzący jednym z najpotężniejszych państw świata zaniemówili. Rosyjskie media rządowe, podobno jak i tamtejsi politycy, przyjęły wiadomość z Marsa wstrzemięźliwie. Jedynie szef korporacji Roskosmos Dmitrij Rogozin postanowił się wyróżnić. Na swoim profilu na Twitterze opublikował dwa memy. Jeden przedstawiał Marsjan trzymających transparent „Yankee go home", a na drugim wkleił do zdjęcia przysłanego przez Perseverance swoją twarz, zaglądającą do obiektywu amerykańskiego aparatu. Wpisy usunął, ale było już zbyt późno.

Na razie na Księżyc

– Nowy łazik NASA to rzecz fenomenalna. O Ziemi, Kremlu, Stalinie, Putinie i Dumie mówi nam o wiele więcej niż o kraterze na Marsie. Rosjanom pokazuje Rosję w jej najgorszej perspektywie naukowej i historycznej, bo pokazuje miejsce, gdzie Rosji już raczej nie będzie nigdy – komentował znany rosyjski dziennikarz i publicysta Aleksander Niewzorow. Przypomniał o trwających represjach, próbie zabójstwa i aresztowaniu opozycjonisty Nawalnego oraz o rozgrabianej i „połykanej kawałkami" ojczyźnie.

– Rosja ma zupełnie inne, o wiele ważniejsze zadania. Nie ma czasu na łażenie po jakimś tam Marsie. Trzeba zdecydować, czy przywrócić pomnik Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie – ironizował, nawiązując do trwającej obecnie w rosyjskiej stolicy dyskusji wokół przywrócenia na Łubiance pomnika twórcy radzieckiej bezpieki. Popularny publicysta przypomniał też, że rosyjski program kosmiczny w latach 2016–2025 ma pochłonąć 1,4 biliona rubli (niemal 20 mld dolarów). Dla porównania koszt projektu Mars 2020, w ramach którego NASA działa Perseverance, wyniósł na razie 2,4 mld dol.

W sobotę Rogozin udał się na Kreml i przekonywał Władimira Putina, że wydawane z budżetu pieniądze na kosmos nie są wyrzucane na wiatr. Raportował, że na orbicie ziemskiej Rosja ma już 28 aparatów systemu nawigacyjnego GLONASS i zapewniał, że już do 2025 roku będzie całkowicie samodzielna w tej dziedzinie. Zapowiedział, że już niedługo, po raz pierwszy od 45 lat, Rosja wznowi badania na Księżycu. O Marsie na razie nie wspominał.

To nie ZSRR

Po raz ostatni był tam jeszcze Związek Radziecki 2 grudnia 1971 roku. Pierwsze i jedyne w historii Rosji udane lądowanie kosmiczne sondy odbyło się na Czerwonej Planecie w ramach misji Mars-3. Łazik wylądował, ale nadawał stamtąd sygnał przez nieco ponad 14 sekund, po czym zamilkł na zawsze.

Rosji, w ramach wspólnej misji z ESA „ExoMars", udało się wprowadzić sondę na orbitę, ale lądowanie aparatu nie powiodło się w 2016 roku. Rosja zapowiada jednak, że kolejna próba z ESA zostanie podjęta już w 2022 roku. Na razie, jak sugerował Niewzorow, rosyjska korporacja „wysyła memy".

– Ironia jest jak najbardziej uzasadniona. Niegdyś ZSRR prowadził bitwę o kosmos, mobilizował i angażował na to wszystkie środki, zasoby intelektualne, możliwości technologiczne i naukowe. Kosztem tego, że ludzie nie wiedzieli, czym jest papier toaletowy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Golc, znany rosyjski publicysta i analityk wojskowy.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

– W Rosji spekuluje się, że budżet wojskowy, z którego część idzie na badania kosmiczne, mieści się w granicach 2–4 proc. PKB. Ale w Związku Radzieckim ten budżet wynosił ponad 20 proc. PKB. Dzisiejsza Rosja nie ma też takich możliwości technicznych – dodaje.