Po wielu miesiącach prac legislacyjnych rząd zablokował przygotowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów projekt ustawy o kredycie konsumenckim i zamierza przygotować własny, bez udziału kierowanego przez pana Urzędu. Co się stało?

Premier ma swobodę w udzielaniu upoważnień i zmiany ich, z pokorą przyjmujemy tę decyzję. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że UOKiK wykonał bardzo dużą pracę merytoryczną nad projektem ustawy wdrażającej dyrektywę CCD2. Przeprowadziliśmy analizy rynku, niezwykle szerokie konsultacje z branżą, resortami, Komisją Europejską i innymi państwami członkowskimi. Projekt był gotowy do gruntownych zmian i uwzględniał uwagi dotyczące zgodności z prawem UE.

Czytaj więcej

Temu ma zapłacić 200 mln euro kary. „Nadszedł czas, aby przestrzegało prawa”

Mam przy tym świadomość tego, że zespół w UOKiK, któremu powierzyłem prace nad tym projektem, nie ustrzegł się również pewnych błędów, które powinny zostać naprawione na wcześniejszych etapach procesu legislacyjnego. To dla mnie osobiście ważna lekcja.

Może projekt był zbyt prokonsumencki?

Naszym zadaniem było przygotowanie przepisów wdrażających dyrektywę mającą na celu poszerzenie ochrony konsumentów o zjawiska, które obserwujemy na rynku finansowym, takie jak nadmierne zadłużanie się, nieuczciwa reklama czy nieprzejrzyste koszty usług dodatkowych. Zdecydowanie niedoszacowaliśmy wpływów i wagi sprzeciwu bogatych instytucji finansowych, które przy okazji zmian prawnych walczyły o korzystne dla siebie rozwiązania, choćby w zakresie sankcji kredytu darmowego, zniesienia limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego, swobody reklamy produktów finansowych czy zarządzania informacją kredytową.

Czytaj więcej

UOKiK nakłada maksymalną karę na Beliani za „chowanie się przed pytaniami”

Warto też podkreślić, że część rozwiązań określanych dziś jako nadregulacja wynikała z wcześniej zaakceptowanych przez stronę rządową założeń projektu i wyboru tzw. opcji narodowych, czego wyrazem jest treść wpisu ustawy w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. W toku prac byliśmy gotowi do kompromisów i uwzględniania uwag resortów, tak aby wypracować kompromisowy projekt.

Podobno jedną z przyczyn skasowania projektu były pana słowa o „banksterce” w kontekście sektora finansowego. Wiceprzewodniczący KNF Marcin Mikołajczyk uznał tę wypowiedź za „urągającą standardom”. Co pan na to?

Wypowiadając swe słowa nie wiedziałem jeszcze o tym, że 18 maja cofnięto nam upoważnienie do dalszego prowadzenia prac, które przekazano z dwudniowym opóźnieniem, a ogłoszono jeszcze później. Przyjmuję tę decyzję z pokorą i refleksją.

Co do komentarzy, zwłaszcza osób publicznych broniących banków, warto zwrócić uwagę na to, że mówimy o niezwykle ważnym sektorze rynku, który powinien wyróżniać się szczególną uczciwością i transparentnością. Jednocześnie żaden z przedstawicieli tej branży w Polsce nie poniósł konsekwencji za wcześniejsze zaniedbania, choćby w obszarze udzielania kredytów walutowych czy sprzedaży ryzykownych instrumentów finansowych. Wręcz przeciwnie, do końca – choćby w sprawach frankowych – dominowała narracja, że wszyscy są winni, tylko nie banki, a ktoś przecież w tych instytucjach podejmował decyzje, wyznaczał cele sprzedażowe, akceptował konstrukcję produktów finansowych i uzyskiwał z tego tytułu znaczne korzyści finansowe. Zyski zostały sprywatyzowane, a koszty uspołecznione, co niestety rozzuchwala.

Czytaj więcej

Sąd: urzędnicy mogą wykorzystać nielegalnie zdobyte podsłuchy

Mam wrażenie, że część przedstawicieli sektora finansowego najbardziej oburzyło nie samo słowo „banksterka”, ale to, że ktoś odważył się nazwać po imieniu praktyki, które przez lata kosztowały miliardy złotych i tysiące dramatów życiowych. Warto zauważyć, że przewodniczący Mikołajczyk z oburzeniem zareagował na określenie „banksterka”, choć zadziwiająco milczał, gdy jeden z prezesów banków krytykę sektora próbował wiązać ze społecznym antysemityzmem. Znów, zadziwiająca wręcz wrażliwość.

Prof. Michał Romanowski zasugerował z kolei w wywiadzie dla portalu Bankier.pl, że najwyższy czas, aby wyłączną kompetencję nadzoru nad rynkiem finansowym powierzyć przewodniczącemu KNF.

Przyjmuję to z pewnym zdziwieniem. Bezpieczeństwo rynku finansowego nie może być rozumiane wyłącznie jako bezpieczeństwo kapitałowe instytucji finansowych. Obejmuje ono również bezpieczeństwo konsumentów, którzy powierzają tym instytucjom swoje oszczędności, zaciągają zobowiązania i korzystają z oferowanych produktów. Nie można budować systemu regulacyjnego na założeniu, że największym zagrożeniem dla sektora są prawa konsumentów i instytucje, które tych praw bronią, zaś największym dobrem są zyski instytucji finansowych.

Choć, przyznam, byłem zaskoczony skromnością tejże propozycji, mogła przecież ona iść jeszcze dalej – przecież na straży interesów konsumentów mógłby stać wyłącznie Sąd Polubowny przy Związku Banków Polskich, z pewnością rozwiązałoby to wiele problemów identyfikowanych przez sektor.

Na wypowiedzi przeróżnych komentatorów się jednak nie gniewam, zawsze znajdą się jacyś akolici gotowi wykazywać, że nikt tak jak oni nie broni interesów sektora bankowego.

Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał niedawno, że UOKiK może opierać swe zarzuty w postępowaniu antymonopolowym na dowodach pozyskanych w sposób sprzeczny z prawem. Teza wzbudziła kontrowersje wśród niektórych prawników. Nie idzie za daleko?

Spróbujmy to uporządkować, bo mam wrażenie, że z jednej strony mamy to, co stwierdził sąd, a z drugiej to, o co walczą kancelarie prawne, a co jest elementem zabezpieczania przez nie interesów przedsiębiorców. W tym poprzez zmniejszanie możliwości działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co stwierdził sąd? Odniósł się do jednej ze spraw, w której w sposób legalny ABW, uzyskując odpowiednie zgody, zastosowała techniki operacyjne i następnie UOKiK, za zgodą prokuratury, uzyskał dostęp do materiałów z postępowania karnego. Zatem wszystko odbyło się w sposób legalny, zgodnie z procedurami.

Czytaj więcej

Łowili klientów na kursy językowe z dofinansowaniem, którego nie było

Ustawodawca przewidział, że prezes UOKiK ma prawo dostępu do tego typu materiałów. Wynika to między innymi z art. 156 kodeksu postępowania karnego, ale też między innymi z regulacji dotyczących funkcjonowania prokuratury. Mam tu na myśli przede wszystkim § 147 regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury.

Co więcej, takie możliwości dają też przepisy europejskie. Wolą ustawodawcy unijnego wyrażoną w implementowanej w Polsce dyrektywie ECN+, zwłaszcza w pkt 73 jej motywów jest, aby krajowe organy ochrony konkurencji miały możliwość uwzględniania odpowiednich dowodów bez względu na to, czy zostały przekazane na piśmie, ustnie, w formie elektronicznej lub w formie zapisu, uwzględniając dopuszczalność wszelkich zapisów dokonanych lub uzyskanych przez organy publiczne.

W pierwszej instancji sąd doszedł do odmiennych wniosków uznając, że w procesie cywilnym, jakim jest postępowanie antymonopolowe, nie można wykorzystać podsłuchów zakładanych na potrzeby sprawy karnej.

Sąd pierwszej instancji uznał, że takie materiały mogą być wykorzystane tylko w postępowaniu karnym, uzasadniając to m.in. koniecznością ochrony prawa do prywatności i wolności komunikowania się. Sąd apelacyjny sprzeciwił się takiej optyce. Ustawodawca i przepisy dają podstawę do wykorzystania takich materiałów i to sąd powinien rozstrzygnąć, czy w procesie gromadzenia dowodów było zachowane prawo do obrony i czy materiał ma znaczenie dla ochrony innych, istotnych dóbr, w tym interesu publicznego, przeważających w konkretnej sytuacji nad prawem do prywatności.

Czytaj więcej

Sąd: urzędnicy mogą wykorzystać nielegalnie zdobyte podsłuchy

Nielegalne porozumienia, zwłaszcza zmowy przetargowe, nie mają charakteru jawnego, nie są dokumentowane. Dzisiaj to przede wszystkim uzgodnienia ustne czy telefoniczne, także za pomocą komunikatorów. Sąd apelacyjny stwierdził, że w procesie dowodzenia takich porozumień można wykorzystać każdy dowód, a ocena tego, czy rzeczywiście te dowody służą dochodzeniu prawdy i czy przybliżają nas do ustalenia stanu faktycznego, oraz czy nie naruszają w sposób nadmierny, nieproporcjonalny praw podstawowych, należy do sądu. Warto przypomnieć, że postępowanie karne, na potrzeby którego zbierano dowody z nagrań, dotyczyło właśnie zmowy przetargowej, która stanowi naruszenie prawa ochrony konkurencji.

Czyli możliwe jest wykorzystanie dowolnie pozyskanego dowodu, jeżeli on przybliżałby dojście do prawdy? Przykładowo, konkurencyjna firma nagrywa nielegalnie spotkanie innych przedsiębiorców, przesyła do UOKiK, a ten wykorzystuje je do udowodnienia zakazanego porozumienia.

Co moglibyśmy zrobić z takim nagraniem? Przede wszystkim dokonalibyśmy analizy relacji i powiązań pomiędzy podmiotami, zbadalibyśmy historię przetargów, w których one brały udział i gdybyśmy widzieli prawdopodobieństwo niedozwolonego porozumienia, zawnioskowalibyśmy do sądu o zgodę na przeszukanie w celu pozyskania szerszego materiału dowodowego.

Z tym, że to inna sytuacja niż ta, której dotyczy omawiany wyrok. Tu działania o charakterze operacyjnym były przeprowadzone przez służby w pełni legalnie, a my wtórnie wykorzystaliśmy materiał pozyskany w procedurze karnej.

Często UOKiK korzysta z materiałów operacyjnych pozyskanych przez służby?

W odniesieniu do ogółu prowadzonych spraw to dzieje się to stosunkowo rzadko. W całej historii Urzędu takie sprawy moglibyśmy policzyć na palcach jednej dłoni. Natomiast w ostatnim czasie intensyfikujemy współpracę z CBA, ABW i policją, gdyż widzimy jak dzisiaj są zawiązywane nielegalne porozumienia. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak dużą popularnością cieszą się komunikatory – w tym te oferujące znikające wiadomości – oraz jak przedsiębiorcy odchodzą od tradycyjnej korespondencji, a nawet komunikacji e-mailowej przy zawieraniu nieformalnych uzgodnień pomiędzy sobą.

Ale podkreślę raz jeszcze – my tylko pośrednio korzystamy z materiałów pozyskanych legalnie przez te służby. Sami nie stosujemy technik operacyjnych, ani ich nie zlecamy.

A chciałby pan, żeby UOKiK miał prawo np. do zakładania podsłuchów?

Są państwa, gdzie organ antymonopolowy może bardzo szeroko korzystać z podsłuchów pozyskanych przez inne służby. To jest kwestia pewnego zaufania społecznego do instytucji publicznych. Tego typu mechanizmy budzą kontrowersje przede wszystkim w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w których instytucje publiczne, pewnie ze względu na uwarunkowania historyczne, nie cieszą się tak wysokim zaufaniem społecznym.

Wydaje się natomiast, że obecnie zasadne staje się, żeby UOKiK mógł wnioskować, np. za zgodą sądu do ABW, o zastosowanie technik operacyjnych w bardzo wąskim zakresie spraw, np. tam, gdzie zamówienia wzbudzają poważne wątpliwości, a ich wartość osiąga miliardowe kwoty, stąd interes publiczny i potencjalne skutki rynkowe są niezwykle istotne. To oczywiście powinno być poprzedzone stosowną analizą i konsensusem społecznym oraz transparentnością procedury. Ważne jest jednak, abyśmy z rynku eliminowali zachowania, których koszt po stronie uczciwych przedsiębiorców czy budżetu publicznego jest bardzo wysoki.

Sądząc po karach nakładanych przez UOKiK skuteczność dowodowa jest spora. Łączna wysokość tych kar z roku na rok rośnie. Mnie interesuje natomiast, ile z nich utrzymuje się w sądach. Macie takie statystyki?

Nie, ze względu na to, że procesy w sprawach antymonopolowych są jednymi z najdłuższych w Polsce. Przykładowo mamy właśnie wyznaczony termin rozprawy po pięciu latach od wydania decyzji, a jesteśmy dopiero w pierwszej instancji. To, co możemy zmierzyć to wpływy z kar do budżetu państwa. Ostatnie 26 lat to jest łącznie ok. 1,5 mld zł wpłat do budżetu, z czego za ostatnie sześć lat, w których odpowiadam za Urząd, blisko 1 mld zł.

Przy karach jednostkowych liczonych coraz częściej w setkach milionów zł nie robi to już tak dużego wrażenia.

Zwłaszcza że po 10 latach, ze względu na wartość nabywczą pieniądza, to już nie są realnie te same kwoty. Natomiast na to, ile trwa postępowanie sądowe, nie mamy jako UOKiK wpływu. To, na co mamy i czego staramy się pilnować, to by nasze postępowania toczyły się sprawnie.

Inną rzeczą jest, że wcześniej dominowały kary za naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Jednym z celów, które postawiłem przed instytucją przejmując stery UOKiK-u, była aktywizacja pionu antymonopolowego i to się udało. Trzeba jednak pamiętać, że decyzje dotyczące zmów na rynku dystrybucji maszyn rolniczych z ubiegłego roku, a także dystrybucji samochodów ciężarowych i osobowych czy nadużycia pozycji dominującej, choćby przez Allegro, są z perspektywy trwania postępowań sądowych w Polsce stosunkowo świeże. Przykładowo, w sprawie kary na ponad 206 mln zł, nałożonej w 2022 r. na Allegro, nie odbyła się jeszcze nawet pierwsza rozprawa.

To nas boli, bowiem problemy polskiego sądownictwa, w tym czas rozpatrywania odwołań od decyzji w sądach, obniżają skuteczność realizowanych przez nas działań.

Przejdźmy do aktualnych problemów polskich konsumentów. Po aferze Zondacrypto pojawiły się zarzuty, że państwo nie chroniło wystarczająco swoich obywateli. UOKiK ma jakąś rolę do spełnienia na rynku kryptowalut?

Tak, czego dowodzi wszczęcie postępowania przeciwko operatorowi giełdy kryptowalut Kanga Exchange, który wskazywał na swój polski charakter. Musimy jednak oddzielić dwie sfery – pierwszą stricte finansową, gdzie swą rolę do wypełnienia ma przede wszystkim KNF czy GIIF oraz drugą, konsumencką, gdzie właściwy rzeczywiście jest UOKiK. W branży krypto może dochodzić do naruszania zbiorowych interesów konsumentów, np. przy formułowaniu ofert, wprowadzaniu w błąd. Dlatego podejmujemy aktywność, także edukacyjną, w zakresie inwestycji alternatywnych czy systemów promocyjnych, które okazują się piramidami finansowymi.

Dużo jest skarg dotyczących rynku kryptowalut?

Do czasu pojawienia się pierwszych informacji o trudnościach w wypłatach z Zondacrypto były to pojedyncze skargi. Ich wysyp pojawił się po tym, jak giełda już przestała działać.

Jakie jeszcze zagrożenia dla konsumentów uznałby pan za najistotniejsze w tej chwili?

Podzieliłbym je na dwie grupy. Jedna to kwestie dotyczące codziennych procesów gospodarczych, zakupowych, klauzul niedozwolonych w umowach o usługi finansowe, telekomunikacyjne czy braku prawidłowego informowania o cenach oraz zwodniczych interfejsów w e-commerce. To elementy naszej konsumenckiej codzienności.

Druga grupa to ta, gdzie istnieje ryzyko istotnych strat po stronie konsumentów, czyli kwestie związane z inwestowaniem, zwłaszcza w alternatywne instrumenty finansowe. To są różne przedsięwzięcia związane z tokenizacją, często prowadzone spoza Polski czy nawet UE. Dalej mamy na rynku schematy promocyjne typu piramida, które nieraz są piramidami finansowymi i współcześnie dynamicznie ewoluują, przenoszą się do sieci, nierzadko pod hasłem innowacji, mają wymiar cyfrowy.

UOKiK wspiera się sztuczną inteligencją. Do czego jej używa?

Wykorzystujemy AI w dwóch obszarach, które udało nam się rozwinąć projektowo. Mamy bardzo ograniczone zasoby finansowe, obydwa projekty finansowaliśmy zresztą ze źródeł zewnętrznych. Jeden to jest agent AI, którego wykorzystujemy głównie jako wsparcie w eliminowaniu klauzul abuzywnych ze wzorów umów. Drugi to rozwijany obecnie projekt, który pozwala nam dużo sprawniej eliminować zwodnicze interfejsy zniekształcające w świecie cyfrowym proces decyzyjny u konsumentów.

Jak działają te narzędzia? Analizują losowe strony w internecie pod kątem klauzul niedozwolonych i zwodniczych interfejsów czy też działają punktowo?

Możemy je uruchamiać szeroko, ale mamy ograniczone zasoby do tego, żeby później realizować postępowania. Dlatego zawsze zaczynamy od największych podmiotów. Praktycznie staramy się nie schodzić na poziom mikroprzedsiębiorców, jeżeli chodzi na przykład o e-commerce, bo mamy świadomość tego, że oni bardzo często naśladują tych największych uczestników rynku. Jeśli zaczynamy od największych, ci najmniejsi dostosowują się do zmian.

UOKiK dostał też dostęp do KSeF. Wiążecie z nim duże plany?

Na razie zaczynamy korzystać z KSeF, ale pewnie z czasem będzie to podstawowe źródło informacji w zakresie dokumentów finansowych, choćby w obszarze zatorów płatniczych. Bez wątpienia dostęp ten jest ważny dla prowadzonych przez nas postępowań. Także dlatego, że przy naszych możliwościach budżetowych musimy ograniczać czynności, które są najbardziej pracochłonne i kosztochłonne, a do nich m.in. należą przeszukania.