„Pomaszerowaliśmy pod dom Modiego, by domagać się odpowiedzi od niego w sprawie brutalnego potraktowania wczoraj młodych studentów” – oświadczył Rahul Gandhi we wpisie umieszczonym w serwisie X.
„Partia Karaluchów” zmobilizowała do protestów dziesiątki tysięcy osób. Policja brutalnie je pacyfikowała
Gandhi nawiązał do pacyfikowania przez indyjską policję protestów w Delhi. Demonstrację w stolicy Indii zorganizowali zwolennicy tzw. Partii Karaluchów (CJP), ruchu skupiającego przede wszystkim młodych obywateli Indii, którzy domagają się reform systemu edukacji i dymisji ministra edukacji Dharmendry Pradhana.
Czytaj więcej
Dymisji ministra edukacji domagały się tysiące protestujących w Delhi – podała agencja Associated Press. Według doniesień mediów policja użyła siły...
20 lipca dziesiątki tysięcy osób pojawiły się na proteście w Delhi, mimo policyjnego zakazu i próbowały dostać się pod budynek parlamentu. W centrum Delhi doszło do starć protestujących z policją, co najmniej 60 demonstrantów zostało rannych, po tym, jak policja użyła przeciwko nim pałek i gazu łzawiącego. Policjanci usunęli też podest do przemówień i miasteczko namiotowe protestujących. Uczestnicy demonstracji, cytowani przez BBC, twierdzą, że policja traktowała brutalnie wszystkich, również kobiety.
Policja podaje, że w starciach ucierpiał 118 funkcjonariuszy. 70 protestujących zatrzymano.
Użycie siły wobec protestujących potępiła indyjska opozycja. Premier Modi i jego rząd nie komentują sprawy.
Skąd w Indiach wzięła się „Partia Karaluchów”?
Tzw. Partia Karaluchów to ruch protestu, którego nazwa zainspirowana została przez wypowiedzi prezesa Sądu Najwyższego, który użył określenia „karaluchy” wobec młodych, bezrobotnych aktywistów i dziennikarzy obywatelskich. Jego słowa wywołały oburzenie, ich autor tłumaczył, że miał na myśli osoby posiadające „fałszywe i bezwartościowe dyplomy”.
Poniedziałkowy protest pokazał jednak, że choć CJP nie jest formalną partią polityczną, przekształciła się w ruch zdolny doprowadzić do wyjścia na ulicę dziesiątki tysięcy osób. Protesty „karaluchów” uważa się za najpoważniejsze od lat wyzwanie, jakie stoi przed rządem Modiego.
Czytaj więcej
Rządzi samodzielnie, opozycja praktycznie nie istnieje, gospodarka idzie nieźle i zdobył mocną pozycję międzynarodową. Pozostaje jedynie realizacja...
Na ruch „karaluchów” opinia publiczna zwróciła uwagę po tym, jak znany aktywista Sonam Wangchuk dołączył do protestujących od miesiąca młodych 28 czerwca i rozpoczął bezterminowy strajk głodowy, wspierając ich postulaty. 18 lipca policja siłowo usunęła go z miejsca protestu i zabrała do szpitala, gdzie kontynuuje on swoją głodówkę.
Obecnie Wangchuk i założyciel „Partii Karaluchów” Abhijeet Dipke cieszą się poparciem większości największych partii opozycyjnych. Ich aktywność jest najwyraźniejszym w ostatnich latach wyrazem niezadowolenia z rządów Modiego, który jest premierem Indii od 2014 roku.
Wspomniany Rahul Gandhi nazwał Modiego najbardziej wrogim młodzieży premierem, jakiego Indie kiedykolwiek miały.
Rząd ignorował ruch „karaluchów” aż do 20 lipca, gdy z niektórymi przywódcami protestów spotkał się Jagat Prakash Nadda, minister edukacji Indii. Po spotkaniu minister mówił o „serdecznej atmosferze” rozmów, wezwał też demonstrantów do zakończenia protestu i pomocy władzom „w przywróceniu normalności”.
W pewnym momencie wydawało się nawet, że liderzy CJP odwołają protest (mimo że jeden z ich przedstawicieli nazwał spotkanie z ministrem zdrowia „stratą czasu”), jednak ich stanowisko miało się zmienić, po tym, jak po przywróceniu usług internetowych, które miały być zablokowane w rejonie protestu 20 lipca, okazało się, jaka była skala przemocy użytej przez funkcjonariuszy wobec protestujących. W nocy z 20 na 21 lipca „Partia Karaluchów” zadeklarowała, że „pokojowy protest się nie kończy”. Tymczasem policja zarzuciła protestującym atakowanie policjantów, obrzucanie ich kamieniami, a także uszkadzanie mienia publicznego. Liderzy ruchu odrzucają te oskarżenia, twierdząc, że to policja zachowywała się brutalnie.
„Partia Karaluchów” żąda zmian w systemie edukacji w Indiach i wyciągnięcia odpowiedzialności od winnych domniemanego wycieku materiałów egzaminacyjnych. Chodzi o egzamin na uczelnie medyczne, do którego przystąpiło 3 maja ponad 2,2 mln kandydatów. W związku z domniemanym wyciekiem egzamin został anulowany i powtórzony kilka tygodni później. Ponad 20 młodych ludzi miało popełnić samobójstwo w związku z całą sprawą.
Protestujący uważają, że minister edukacji ponosi odpowiedzialność moralną za cały skandal.