Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega zapowiadany zwrot w brytyjskiej polityce
- Jak rynki finansowe reagują na plany reindustrializacji i kosztownych reform socjalnych.
- Które kierunki w polityce zagranicznej będą priorytetem dla nowego rządu w Londynie.
- W jaki sposób gabinet Andy’ego Burnhama zamierza przywrócić stabilność polityczną w kraju.
Zanim pojechał w poniedziałek do Pałacu Buckingham, aby otrzymać z rąk Karola III misję utworzenia nowego rządu, Burnham znalazł czas, aby odwiedzić jeden z londyńskich przytułków dla bezdomnych. W świat poszły zdjęcia, jak pomaga szykować śniadanie dla osób bez dachu nad głową. Kilka godzin później, już przed siedzibą brytyjskich premierów przy Downing Street 10, ogłosił, że to właśnie inicjatywa na rzecz likwidacji problemu bezdomności będzie jego pierwszą decyzją w nowej roli. Przez dziewięć lat, gdy był burmistrzem Manchesteru, Burnham oddawał 15 proc. swojej pensji dla osób śpiących na ulicach. Znacząco przyczynił się także do ograniczenia tego problemu w mieście, choć w ostatnich latach znów on narasta.
Czytaj więcej
Andy Burnham ma równo trzy lata, aby powstrzymać skrajnych nacjonalistów przed przejęciem władzy w Wielkiej Brytanii. To niewiele.
Jednak to ma być tylko punkt wyjścia dla całej serii inicjatyw, które mają ulżyć w codziennym życiu Brytyjczykom, a nawet zupełnie przebudować społeczeństwo. W tym celu nowy premier chce na jesieni przedstawić 10-letni plan reform.
Rynki finansowe zaniepokojone planami nowego premiera Wielkiej Brytanii
Na razie Burnham zapowiedział reindustrializację kraju i jego decentralizację. Ogłosił, że zamówienia publiczne będą odtąd przede wszystkim trafiały do rodzimych firm. Subwencje rządowe mają ograniczyć rachunki za energię i transport zbiorowy, dziś bardzo wysokie. Płyną sygnały o możliwości podniesienia kwoty wolnej od podatku, a nawet wprowadzenia 50-procentowej stawki podatkowej dla najlepiej zarabiających. Inna możliwość to zamrożenie czynszów za wynajem mieszkań. Z kolei przed młodymi miałyby się otworzyć nowe perspektywy studiów dzięki wsparciu nie tylko najbardziej elitarnych uniwersytetów.
Czytaj więcej
Donald Tusk i Keir Starmer podpiszą 27 maja w Londynie traktat, który niezależnie od NATO zobowiąże oba kraje do wzajemnego przyjścia sobie z odsie...
We wtorek rentowność dziesięcioletnich brytyjskich obligacji (czyli premia, jakiej domagają się inwestorzy za ryzyko kredytowania królestwa) przekroczyła 5 proc., czyli już stosunkowo niewiele poniżej podobnych papierów polskich (5,6 proc.). To najwyższy wskaźnik wśród krajów G7. Rynki finansowe najwyraźniej obawiają się, skąd nowy premier weźmie dodatkowe środki. Dług Wielkiej Brytanii, wynoszący 95 proc. PKB (3 biliony funtów), nie jest co prawda relatywnie tak wysoki, jak Francji, jednak kraj od lat nie potrafi wskrzesić poważniejszego wzrostu gospodarczego.
Swój urząd złożyła dotychczasowa kanclerz skarbu Rachel Reeves, autorka ostrożnościowych reguł finansowych za czasów poprzednika Burnhama, Keir Starmera. Odsunięci zostali też inni bliscy współpracownicy poprzedniego premiera, którzy byli zwolennikami liberalnego podejścia do gospodarki. Nowy premier zapowiedział, że będzie „elastycznie” interpretował odziedziczone normy wydatkowe. Ma nad tym pieczę sprawować następca Reeves John Healey. To były minister obrony, który złożył dymisję protestując przeciwko, jego zdaniem, niewystarczającym nakładom na wojsko Starmera. Teraz wedle wizji Burnhama wydatki na ten cel mają osiągnąć 3 proc. PKB do 2030 r.. Sam Healey, który przez pięć lat wchodził w skład liberalnego rządu Tony Blaira, jest jednak uważany za odpowiedzialnego finansistę.
Partia Pracy przegrywa dziś z Reform UK. Od wyborów straciła niemal połowę poparcia
Wchodząc do siedziby szefów rządów Burnham podkreślił, że jest już siódmym premierem od 10 lat, czyli od referendum rozwodowego z Unią. Jego celem ma być „przywrócenie stabilności” i „pogodzenie Brytyjczyków z polityką”. Nowy premier ma na to trzy lata: do następnych wyborów. Na razie, jeśli wierzyć sondażom, Partia Pracy może liczyć tylko na 19 proc. głosów. W wyborach parlamentarnych równo dwa lata temu uzyskała ich prawie 34 proc. Największe poparcie ma populistyczna, nacjonalistyczna Reform UK Nigela Farage’a, choć i jej notowania w sondażach spadły do ok. 24 proc.
Czytaj więcej
Układ polityczny w Polsce zaczyna niepokojąco przypominać dynamikę w Wielkiej Brytanii przed referendum brexitowym.
W pierwszym dniu urzędowania Burnham rozmawiał przez telefon z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen oraz Donaldem Trumpem. To sygnalizuje, jakie będą jego priorytety w polityce zagranicznej. Londyn zamierza w szczególności kontynuować politykę daleko idącego wsparcia dla Kijowa, w tym gdy idzie o rozwój rakiet antybalistycznych. Burnham zaprosił z kolei Trumpa na szczyt G7 w przyszłym roku w Manchesterze. Prezydent USA pogratulował mu zapowiedzi liberalizacji zasad wydobycia ropy i gazu spod Morza Północnego. To miałoby zapewnić niskie ceny energii dla brytyjskiego przemysłu. Nie jest natomiast jasne, jak daleko miał pójść nowy rząd w odbudowie relacji z Unią Europejskiej. O członkostwie kraju we Wspólnocie nie ma w każdym razie mowy, choć 10 lat temu Burnham był przeciwnikiem brexitu.
Nowym szefem brytyjskiej dyplomacji został Ed Miliband. Jego rodzina tak od strony matki, jak i ojca wywodzi się z polskich Żydów. Miliband jest uważany za przedstawiciela lewicowego skrzydła Partii Pracy. W szczególności przywiązuje on duże znaczenie do walki z ociepleniem klimatu. Jego brat, David, też był ministrem spraw zagranicznych w latach 2007-2010.