Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym opiera się fenomen polityczny Narendry Modiego, który zapewnił mu trzecią kadencję i niemal absolutną władzę.
- Po jakie środki sięga partia rządząca, by osłabić opozycję i utrzymać dominację w największej demokracji świata.
- Czym jest ideologia hindutwy i jakie realne konsekwencje niesie dla 200-milionowej mniejszości muzułmańskiej.
- Jaki jest cel planowanej zmiany nazwy kraju z „Indie” na „Bharat” i co ona symbolizuje dla tożsamości państwa.
Przed ponad dekadą Narendra Modi, na czele opozycyjnego ugrupowania BJP, walczył o stanowisko szefa rządu pod hasłem: „Indie bez Kongresu”, czyli partii wtedy rządzącej. Dzisiaj tak właśnie jest.
BJP, czyli nacjonalistyczna Bharatiya Janata Party, rządzi nie tylko od 12 lat w Indiach, ale zdobywa władzę w kolejnych indyjskich stanach. Ostatnio w Zachodnim Bengalu oraz Tamilnadu.
W sumie sprawuje już władzę w 17 indyjskich stanach, a w pięciu jest członkiem koalicji rządowej. Indyjski Kongres Narodowy (INC) musi się zadowolić dominującą pozycją w zaledwie czterech stanach, współrządząc w jednym. Indyjskich stanów jest w sumie 28, nie licząc terytoriów związkowych.
– Sukces BJP tkwi w słabości opozycji. Nikogo nie powinien dziwić upadek Kongresu, gdyż jego liderzy od dawna nie są w stanie przedstawić atrakcyjnego programu społecznego czy gospodarczego – mówi „Rzeczpospolitej” Pranay Sharma, niezależny dziennikarz z Zachodniego Bengalu. Jego zdaniem liderowi Kongresu Rahulowi Gandhiemu brak charyzmy, a wyborcy nie są już skłonni akceptować dynastycznych układów we władzach zarówno na szczeblu federalnym, jak i stanowym. A Rahul Gandhi to syn, wnuk i prawnuk indyjskich premierów: Rajiva Gandhiego, jego matki Indiry Gandhi i pradziadka, pierwszego premiera niepodległych Indii, Jawaharlala Nehru.
Problematyczne elekcje. Modi już nie musi obawiać się Stalina
Nie tylko zmianą zachowań wyborców tłumaczyć należy sukcesy wyborcze BJP i związanych z tą partią ugrupowań regionalnych. W Tamilnadu dotkliwą porażkę poniósł premier o intrygującym nazwisku M.K. Stalin (jest to właściwie imię nadane Stalinowi przez ojca, zdeklarowanego komunistę). Nic nie wskazywało na taki rozwój sytuacji, gdyż stan rozwijał się w tempie wyższym niż cały kraj. Wygrał znany aktor mający doskonałe układy z władzami w Delhi.
Takie metody działania nie kłócą się z zasadami demokracji, ale nie wszędzie tak jest, a nieprawidłowości wyborcze są na porządku dziennym. Tak było w Zachodnim Bengalu, gdzie z list wyborczych skreślono w ostatniej chwili niemal 3 mln wyborców. Nie wpłynęło to zasadniczo na wynik wyborczy, jednak zdaniem opozycji była to karygodna próba wykluczenia rzeszy obywateli. W stanie Bihar przed wyborami komisja wyborcza usunęła z list 9 mln osób, w tym wielu muzułmanów, dla których BJP jest partią hinduistycznych szowinistów. Nieco wcześniej w Delhi, Terytorium Stołecznym, premier Arvind Kejriwal ze sprzyjającej Kongresowi partii AAP spędził wiele miesięcy w areszcie przed wyborami do lokalnego parlamentu, oskarżony o korupcję, jednak nigdy nie postawiono mu zarzutów.
Czytaj więcej
Wojna Władimira Putina z Ukrainą coraz bardziej odstrasza Indie i zniechęca do rosyjskich surowców. Największa demokracja świata woli nie psuć rela...
Szczególną uwagę zwróciła sytuacja w stanie Maharasztra z centrum finansowym w Mumbaju. Wybory stanowe odbyły się zaledwie kilka miesięcy po wyborach powszechnych, w których partie opozycyjne zanotowały bardzo dobry wynik. Jednak po kilku miesiącach w elekcji stanowej poniosły wielką porażkę.
W wielu podobnych przypadkach opozycja dopatruje się zwykłych oszustw.
Takich oskarżeń nigdy w Indiach nie brakowało. Zastanawiające jest, że prawdziwy cykl stanowych zwycięstw wyborczych BJP rozpoczął się po ostatnich wyborach powszechnych w 2024 r., kiedy to Modi z trudem zachował władzę, zmuszony do szukania poparcia w parlamencie ogólnokrajowym dwóch mniejszych ugrupowań. Od tego czasu zdyscyplinowana BJP sięga po wszelkie środki, aby zmienić trend wyborczy w przyszłości.
Król światowego ratingu. Czy Indie zmienią nazwę?
Tak czy owak BJP i jej lider nie mają już praktycznie opozycji. Narendra Modi rządzi w największej demokracji świata trzecią kadencję z rzędu, praktycznie samodzielnie. Rahula Gandhiego nazywa „rozpieszczonym księciem”, co jest aluzją do jego pochodzenia. Króluje w najnowszym rankingu Global Leader Approval Rating Tracker. Z poparciem 70 proc. obywateli wyprzedza premiera Korei Południowej Lee Jae-myunga (68 proc.) oraz premiera Andreja Babiša (55 proc.). W tym zestawieniu Donald Tusk znajduje się na dziewiątym miejscu (43 proc.).
Czytaj więcej
Rośnie presja na premiera Narendrę Modiego aby przekształcił kraj w teokratyczne państwo hinduistyczne. Nie bierze tego pod uwagę, na razie.
Premier Modi w roli najbardziej popularnego szefa rządu na świecie odczuwa nie tylko satysfakcję, ale i potwierdzenie swego kursu zarówno społecznego, jak i gospodarczego. Mimo problemów celnych z USA i trudności w imporcie ropy gospodarka rośnie w niezwykle wysokim tempie – 7,2 proc. w pierwszym kwartale tego roku.
Modi kreuje się na prawdziwego zbawcę Indii. Snuje plany zmiany nazwy kraju na Bharat. Jest to nazwa kraju wywodząca się z sanskrytu i występująca w indyjskiej konstytucji zamiennie z nazwą Indie, pochodzenia jeszcze perskiego, lecz kojarzącą się z czasami panowania Wielkiej Brytanii. Premier nazywa to ostatecznym zerwaniem z kolonialną mentalnością. Rezygnacja z nazwy Indie ma być wymiernym podkreśleniem przemian cywilizacyjnych kraju. Nie ma nic przeciwko temu, gdy jego zwolennicy nazywają go „ojcem nowych Indii”, porównując go z Mahatmą Gandhim, niekwestionowanym ojcem narodu.
RSS i hindutwa. Mniejszości religijne i etniczne mają powody do obaw
Narendra Modi nie kryje przynależności do ekstremalnie hinduistycznej organizacji Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS), nawołującej do nadania Indiom wyłącznie hinduskiej tożsamości kosztem mniejszości religijnych i etnicznych. RSS stanowi potężną siłę polityczną w Indiach, mimo swych zaledwie kilku milionów kadrowych członków. Ma ogromne wpływy na szczytach władzy, w licznych organizacjach społecznych czy związkach zawodowych. Jest unikatowym zjawiskiem w skali światowej, być może obok rozbitego ruchu Gülena w Turcji. Jej członkowie promują agresywną interpretację pojęcia hindutwy, ideologii politycznej uznającej wartości religii hinduistycznej za fundament indyjskiego społeczeństwa oraz kultury. Zgodnie z rozumieniem hindutwy przez RSS każdy urodzony w Indiach mieszkaniec powinien być uważany za Hindusa, ponieważ jego przodkowie byli Hindusami już przed epoką wpływów buddyjskich, muzułmańskich czy chrześcijańskich.
Tymczasem w Indiach mieszka 200 mln wyznawców islamu pragnących zachować swą tożsamość religijną. Prowadziło to w ostatnich dziesięcioleciach do niezliczonych krwawych starć hinduistycznych grup ze społecznością muzułmańską. Ofiary liczy się w tysiącach.
Czytaj więcej
Indyjskim władzom udało się w odstępie kilku dni zawrzeć umowy handlowe z Unią Europejską i ze Stanami Zjednoczonymi. Zyskać na nich powinien tamte...
— Za rządów Modiego przemoc wobec muzułmanów występuje częściej — pisali dwa lata temu w specjalnym opracowaniu eksperci amerykańskiego think tanku Council on Foreign Relations. Wskazują na dyskryminacyjne praktyki wobec muzułmanów w zatrudnieniu, szkolnictwie czy biznesie.
W mediach nie brak jednak informacji o linczach na muzułmanach oskarżanych o ubój świętych krów, są też przypadki ataków na małżeństwa międzywyznaniowe jako przejaw zwalczania „dżihadu miłości”. Nie należą do rzadkości przypadki demolowania muzułmańskich domów na podstawie arbitralnych decyzji lokalnych władz. Rząd udowadnia, że żadnej dyskryminacji nie ma, przywołując przypadki prominentnych muzułmanów pełniących funkcje rządowe, ambasadorów, menedżerów, dziennikarzy czy naukowców.
Nie ulega wątpliwości, że BJP skutecznie mobilizuje wyborców wokół swych nacjonalistycznych haseł. Za symboliczny przykład służyć mogą wielkie uroczystości poświęcenia świątyni boga Ramy w Ajodhji w północnych Indiach z udziałem premiera Modiego na kilka miesięcy przed ostatnimi wyborami powszechnymi. Świątynia powstała kosztem 250 mln dol. w miejscu dawnego meczetu, przekształconego w gruzy przez hinduskich fanatyków w 1992 r. Wywołało to wtedy krwawe zamieszki z tysiącami śmiertelnych ofiar. W tym miejscu właśnie premier Modi ogłosił: „Tworzymy nową historię”.