Reklama

Rosyjski poborowy był na froncie, w niewoli i wrócił. W niecały miesiąc

Mobilizacja jeszcze się nie skończyła, a pierwszy rosyjski poborowy już zdążył trafić do ukraińskiej niewoli i wrócić z niej.

Publikacja: 18.10.2022 21:47

Rosyjski poborowy był na froncie, w niewoli i wrócił. W niecały miesiąc

Foto: AFP

Wydanie „Ważnyje Istorii” opublikowało przygody 28-letniego Jegora Czebotariewa powołanego do wojska w Lipiecku (ok.350 km na południe od Moskwy). Wyglądają one tak:

22 września – powołany do wojska;

26 września – przywieziony na front w pobliżu Swatowe (na pograniczu ukraińskich obwodów charkowskiego i ługańskiego);

1 października – ukraińscy żołnierze wzięli go do niewoli;             

17 października – w ramach wymiany jeńców (w której Rosjanie zwolnili 108 ukraińskich kobiet) wrócił do Rosji.

Reklama
Reklama

Miał nadzieję, że wojskowa komisja lekarska nie dopuści go do służby, bowiem ma 5-centymetrową torbiel na mózgu. Ale żadnych lekarzy nie było.

Czebotariow prawdopodobnie nie pobił rekordu szybkości poddania się ukraińskim żołnierzom, znane są bowiem przypadki trafiania do niewoli już pierwszego dnia pobytu na froncie. Ale jednak rekordowo szybko, w ciągu niecałego miesiąca rozpoczął służbę wojskową i jak się zdaje zakończył ją, po drodze dwukrotnie przekraczając linię frontu.

Dokładniej Rosjanin opisał swe nieco kuriozalne przygody, będąc jeszcze w niewoli, ukraińskiemu dziennikarzowi Wołodymyrowi Zołkinowi. Od początku wojny robi on wywiady z rosyjskimi jeńcami i publikuje na Youtubie.

22 września Czebotariow został wezwany do kadr w swojej firmie (jest technologiem żywności ze specjalnością żywność dla dzieci). Kadrowa w obecności dwóch nieznanych mu cywilów wręczyła wezwanie do komisji wojskowej: „jeśli nie pójdziesz, zaliczysz od 3 do 5 lat łagru”.

Miał nadzieję, że wojskowa komisja lekarska nie dopuści go do służby, bowiem ma 5-centymetrową torbiel na mózgu. Ale żadnych lekarzy nie było, poborowych wsadzono do autobusu i wywieziono do Boguczar (nad Donem, 200 km na południe od Woroneża).

23 września zmobilizowanych zebrano na placu apelowym. Tam stali kilka godzin. W pobliżu Czebotariewa jeden z mężczyzn dostał ataku epilepsji i upadł. Nikt się nim nie zainteresował, Czebotariow nie wie, co się z nim dalej stało.

Reklama
Reklama

25 września przydzielono go do trzyosobowej załogi BWP (bojowy wóz piechoty) jako strzelca. Okazało się, że w załodze jest już strzelec, a nie ma dowódcy. Został nim ten drugi, bo służył trochę dłużej w wojsku.

Następnego dnia wozy jednostki załadowano na trały. Wtedy żołnierze wykryli, że w BWP-ie nie działa radiostacja.

29 września dotarli do Zarecznego, na południe od Swatowego. Następnego dnia do ich okopów trafili żołnierze uciekający z Łymanu. Dowództwo objął przybyły z nimi sierżant służby zawodowej, który kazał strzelać, gdy pojawi się przeciwnik. Ukraińcy nadeszli i wtedy okazało się, że nie działa karabin maszynowy w wozie Czebotariowa. Załoga wysłała gońca do sierżanta (łączność wszak nie działała), ale on już uciekł. Dowództwo objął przypadkowy porucznik (rezerwy, również z mobilizacji) i kazał cofać się do Swatowego.

Gdy BWP Czebotariowa tam dojechał, został ostrzelany z umocnionego posterunku, prawdopodobnie przez swoich. Wóz zjechał daleko z drogi i tam żołnierze go porzucili. Potem rozeszli się, każdy w swoją stronę.

Rankiem Czebotariow wypił trochę wody z kałuży i zaraz potem wpadł na ukraińskich żołnierzy, którym się poddał, kończąc swój szlak bojowy.

Konflikty zbrojne
Czy Polska przekaże myśliwce Ukrainie? Deklaracja Donalda Tuska w Kijowie
Konflikty zbrojne
Strefa Gazy: 10-dniowe dziecko zginęło w izraelskim ataku. Izrael oskarża Hamas
Konflikty zbrojne
Zełenski chciał odpowiedzi USA na rosyjski atak. Trump: Putin dotrzymał słowa
Konflikty zbrojne
Trener Manchesteru City pyta: Widziecie co się dzieje? W Palestynie, na Ukrainie, w USA?
Konflikty zbrojne
Rosja i Starlinki. Armia Kremla uzależniona od kradzionego internetu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama