We wtorek rosyjski senat jednogłośnie zaaprobował wchłonięcie okupowanych terenów południowej Ukrainy. W tym samym czasie rosyjskie oddziały dość panicznie wycofywały się z północnej części obwodu chersońskiego.

Czytaj więcej

Odwrót Rosjan w obwodzie chersońskim. Boją się okrążenia

„To chyba jest rozpad frontu” – zastanawiają się zarówno ukraińscy wojskowi, jak i zachodni analitycy ze zdziwieniem obserwujący szybki odwrót. Wszyscy jednak uważają, że Rosjanie będą próbowali utworzyć nową linię obrony, by nie dopuścić do utraty Chersonia. Obwód ten jest bowiem jednym z czterech właśnie anektowanych przez Moskwę.

Po głosowaniu w Dumie (któremu towarzyszyło wyzwolenie Łymanu) i decyzji senatu (połączonej z obecnym odwrotem) teraz kolej na formalną aprobatę prezydenta Putina.

Gdzie kończy się Rosja

Mimo że kilkuset parlamentarzystów już powiedziało „tak”, nie można się zorientować, jakie dokładnie tereny i w jakich granicach chce pochłonąć Rosja. Od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy obecne ukraińskie natarcia będą dla niej powodem do ogłoszenia wojny, a wraz z nią wprowadzenia stanu wojennego, pełnej mobilizacji i ewentualnego użycia broni jądrowej.

Putin milczy, deputowani i senatorzy zaś wzajemnie sobie przeczą w wyjaśnieniach. Część komentatorów uważa, że uchylanie się Kremla od zajęcia stanowiska jest działaniem celowym, mającym wymusić na Kijowie rozpoczęcia rozmów. Jednak w odpowiedzi na aneksję prezydent Wołodymyr Zełenski, który wcześniej wielokrotnie mówił, że chce spotkać się z Putinem, oświadczył, że rozmowy pokojowe będą możliwe dopiero z następnym prezydentem Rosji.

– Będziemy teraz czekać na zmianę zdania obecnego prezydenta albo doczekamy się przyszłego prezydenta Ukrainy – stwierdził z kolei rzecznik Kremla.

Ale już dziś część analityków strwożyła informacja o przemieszczaniu się po Rosji specjalnego pociągu, należącego do XII wydziału głównego rosyjskiego sztabu generalnego. Ten właśnie wydział odpowiada za obsługę rosyjskiej broni strategicznej, jej rozmieszczenie i transport między magazynami a jednostkami (w tym okrętami podwodnymi). Początkowo sądzono, że pociąg zmierza w kierunku Ukrainy. Jednak amerykański Departament Obrony poinformował w końcu, że wszystko to było skutkiem „błędu analityków”.

Zaniepokojenie możliwością nuklearnego ataku wyrażali też m.in. papież Franciszek oraz najbogatszy człowiek na świecie Elon Musk, obaj jednak na równi stawiali napastnika i ofiarę. Musk proponował np. uznanie Krymu za rosyjski i przeprowadzenie ponownego referendum na południu Ukrainy, za co spotkała go gwałtowna krytyka. „Drogi Elonie, jeśli ktoś ukradnie koła twojej Tesli, to jeszcze nie znaczy, że jest właścicielem ich albo i całego samochodu” – próbował wyjaśnić miliarderowi problem prezydent Litwy Gitanas Nauseda.

200 tys. rezerwistów

Zachodni wojskowi uspokajają, że „obecnie możliwość użycia (przez Putina) broni atomowej jest niewielka, choć istnieje”. Kreml bardziej teraz liczy na przybycie na front posiłków sformowanych z rezerwistów zmobilizowanych po 21 września. Zaobserwowano już loty specjalnych samolotów na zamknięte od początku wojny lotniska południowej Rosji, przede wszystkim do Rostowa. Wydaje się, że to pierwsze grupy poborowych – po minimalnym przeszkoleniu – skierowano na front, by zatkać w nim dziury.

Oficjalnie jednak rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu zapewnił, że zmobilizowani przejdą najpierw miesięczne przeszkolenie. Znaczyłoby to, że największa ich część pojawi się na froncie dopiero pod koniec października. Sama mobilizacja posuwa się jednak wolno. Pod broń miano powołać 300 tys. osób., do wtorku zebrano tylko 200 tysięcy mimo małego oporu społeczeństwa.