Po raz pierwszy od początku rosyjskiej agresji statek z ukraińskim zbożem wypłynął z portu w Odessie. Towarowy „Razoni” pod banderą Sierra Leone najpierw uda się do Turcji, a stamtąd, po odpowiedniej kontroli, wypłynie w kierunku Libanu. Do kraju, który boryka się z największym kryzysem żywnościowym i finansowym od 150 lat, zawiezie ponad 26 tys. ton kukurydzy. Za bezpieczeństwo ładunku odpowiadają ONZ i Turcja, które pośredniczą w procesie negocjacyjnym w tej sprawie pomiędzy Rosją a Ukrainą.

Czytaj więcej

Pierwszy od 24 lutego statek ze zbożem z Ukrainy wypłynął z Odessy

To przełom, biorąc pod uwagę to, że rosyjska flota od początku wojny całkowicie blokowała ukraińskie porty na Morzu Czarnym. A w kolejce czeka już kolejnych 16 statków i jeżeli Rosjanie ponownie nie zablokują portu w Odessie i nie zerwą porozumień, Kijów może liczyć na co najmniej miliard dolarów zysku.

Głód i szantaż Kremla

– Ukrainie to się opłaca z powodów finansowych, bo sprzedaż zbóż zasili budżet. Unia Europejska również jest zainteresowana, bo te dostawy zmniejszają ryzyko wywołanej głodem fali imigracji do UE z niektórych afrykańskich krajów. Zmniejszy się też presja na Europę ze strony tych państw. To pozytywny epizod trwającej od ponad pięciu miesięcy wojny. To daje pewne kruche nadzieje. Oby te nadzieje nie zostały rozwiane przez Rosję, która lubi stawiać nowe warunki, jak tylko ruszy jakiś proces. Wszystko się okaże w najbliższych dniach i będzie zależało od tego, czy Rosjanie wypuszczą kolejne statki – mówi „Rzeczpospolitej” Mychajło Paszkow, analityk ds. międzynarodowych kijowskiego Centrum Razumkowa.

W Kijowie nie mają wątpliwości co do tego, że los kraju i jego przyszły kształt obecnie rozstrzyga się na linii frontu

W Kijowie nie mają wątpliwości co do tego, że Kreml nie z powodów humanitarnych wypuścił statek z portu w Odessie. – Po pierwsze, chcą eksportować w świat również własne zboże, po drugie, liczą na złagodzenie sankcji Zachodu. Demonstrując taki gest dobrej woli, chcą uniknąć całkowitego zerwania eksportu swoich surowców energetycznych do Europy. Liczą, że to będzie układ z korzyścią dla nich – dodaje Paszkow.

Minister infrastruktury Ukrainy Aleksander Kubrakow zdradził, że rozmowy za pośrednictwem państw trzecich i ONZ z Rosją w sprawie odblokowania portów trwały aż trzy miesiące. – Jestem wdzięczny ukraińskim siłom zbrojnym za możliwość prowadzenia negocjacji na ukraińskich warunkach – oznajmił. W Kijowie nie mają wątpliwości co do tego, że los kraju i jego przyszły kształt obecnie rozstrzyga się na linii frontu.

Uderzą na Charków?

Analitycy amerykańskiego ośrodka ISW twierdzą, że Rosja prawdopodobnie przygotowuje siły do uderzenia w obwodzie charkowskim. Od kilku miesięcy stoją w odległości zaledwie 90 kilometrów na południowy wschód od Charkowa w okolicy miejscowości Bałaklia oraz Wielika Komiszuwaha. Przyznają jednak, że biorąc pod uwagę to, że w ostatnich tygodniach rosyjska armia nie osiągnęła większych sukcesów na wschodzie kraju, sukces takiej ofensywy na Charków jest mało prawdopodobny.

Czytaj więcej

SBU ujawnia rosyjskie plany ws. "referendum" w obwodzie chersońskim

Wiele wskazuje też na to, że Moskwa próbuje odwrócić uwagę Kijowa pod południa Ukrainy. Ukraiński wywiad przekonuje, że Rosjanie muszą przerzucać tam sporą część sił z Donbasu w obawie przed ukraińską kontrofensywą w obwodach zaporoskim i charkowskim. A tam Kreml w pierwszej połowie września chce przeprowadzić referenda na wzór tego, które zostało przeprowadzone w marcu 2014 roku na anektowanym Krymie. W ostatnim czasie Ukraińcy zniszczyli most Antonowski, odcinając w ten sposób Rosjan w Chersoniu od reszty okupowanych terytoriów. Wysadzono też kilka magazynów broni na zapleczu rosyjskiej armii.

– Nic nie wskazuje na to, by Ukraina i Rosja w najbliższym czasie znów usiadły za stół rozmów. Utrwaliła się już wyraźna linia frontu, więc Ukraina wiąże nadzieję z dostawami zachodniej broni i kontrofensywą na południu kraju. Putin chce dojść do granic obwodów ługańskiego i donieckiego oraz przeprowadzić swoje referenda na okupowanych terenach już jesienią. Ale to mu się nie uda. Wielu ekspertów twierdzi, że sierpień będzie bardzo napięty, a może i decydujący – mówi Paszkow. – Trudno mówić o strategii Rosji, bo wszystko zależy od decyzji, które zapadają w jednym gabinecie na Kremlu. Putin żyje w jakimś własnym paralelnym świecie – dodaje.

Donbas bez ogrzewania

Władze w Kijowie muszą przed zimą zdążyć ewakuować z Donbasu ponad 220 tys. ludzi. Apelują do mieszkańców kontrolowanych przez ukraińskie siły terenów o jak najszybsze opuszczenie domów i przeprowadzenie się w głąb Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski obiecuje mieszkańcom tego regionu, że państwo znajdzie im dach nad głową i pomoże finansowo. Ukraińska wicepremier Iryna Wereszczuk alarmuje, że zdążyć z ewakuacją trzeba jeszcze przed rozpoczęciem sezonu grzewczego, gdyż region został całkowicie pozbawiony dostępu do gazu. Brakuje też prądu. A Rosja zniszczyła całą infrastrukturę, która mogłaby zapewnić ogrzewanie domów.

– Mówiąc wprost, ciepła w obwodzie donieckim nie będzie (…) W obwodzie donieckim znajduje się 52 tys. dzieci, musimy je ewakuować, nie możemy ich narażać na śmiertelne niebezpieczeństwo i pozostawić bez ciepła i prądu – powiedziała ostatnio Wereszczuk.

Rosja w wojnie z Ukrainą stawia na rakiety manewrujące wystrzeliwane m.in. z Morza Czarnego, które często trafiają w obiekty cywilne w Charkowie, Mikołajowie, Dnieprze i wiele innych ukraińskich miastach. Ukraina stawia zaś na wyrzutnie rakietowe dalekiego zasięgu, które spowalniają rosyjską armię w Donbasie i na południu. Szef ukraińskiego resortu obrony Ołeksij Reznikow poinformował w poniedziałek o nowych dostawach broni z USA, nad Dniepr dotarły kolejne cztery wyrzutnie HIMARS.