„Ukraina szykowała się do produkcji broni jądrowej”, „Ukraina przygotowywała się do produkcji broni chemicznej”, „W Ukrainie była sieć amerykańskich wojskowych laboratoriów, które badały, na jakie zarazki są nieodporni Słowianie” – rosyjska propaganda telewizyjna próbuje za wszelką cenę uzasadnić agresję przeciw sąsiedniemu krajowi.
Również za cenę zdrowego rozsądku.
Źródło prawdy
Kolejne kanały państwowej telewizji informowały, że bombę atomową Ukraińcy chcieli robić w zamkniętej strefie Czarnobyla. A gdy wybuchła afera z ostrzelaniem Zaporoskiej Elektrowni Atomowej przez rosyjską artylerię – że tam. Również na terenie tej elektrowni miało się znajdować założone przez Amerykanów laboratorium broni biologicznej przeciw Słowianom.
Z rosyjskich telewizji zniknęły programy rozrywkowe, na ich miejsce weszły polityczne talk-show zaufanych, kremlowskich propagandzistów. A prowadzących programy rozrywkowe usunięto z pracy, bo protestowali przeciw wojnie.
Wojnę zabroniono nazywać wojną (za to grozi do 15 lat łagru ze świeżo wprowadzonego paragrafu o „dyskredytacji działań sił zbrojnych Rosji”). To, co się dzieje na Ukrainie, oficjalnie nazywa się „specjalną operacją wojskową w celu denazyfikacji kraju”. Propaganda więc ze wszystkich sił próbuje udowodnić, że w Ukrainie są jacyś naziści.
Z telewizji, która jest głównym źródłem informacji dla większości Rosjan, nie dowiedzą się oni ani o bombardowaniach ukraińskich miast, ani o poniżających porażkach własnej armii.
– Kryzys doprowadził do ostrej polaryzacji społeczeństwa, wcześniej milczący naród zaczął teraz mówić, co mu leży na duszy. A ponieważ własnych myśli u tych ludzi niewiele, no i nawyków krytycznej analizy informacji też brakuje, to swoje natchnienie czerpią z najbliższego, dostępnego im źródła – telewizji – tłumaczy analityk Abbas Galiamow wzrost społecznego poparcia dla inwazji na Ukrainę, odnotowywany przez socjologów.
Przy czym wszystkie ośrodki socjologiczne prowadzące badania, by nie narazić się na represje w swych ankietach, wojnę nazywają „operacją specjalną”, co wpływa na otrzymywane wyniki.
A młodzież przeciw
Z badań widać jednak wyraźnie, że mimo wszystko młodzież bardzo niechętnie odnosi się do interwencji w Ukrainie.
Prowadzony przez studentów portal Doxa opublikował „Poradnik prowadzenia antywojennych sporów w rodzinie i pracy”. Władze doceniły pracę studentów i zablokowały wydanie.
Zanika bowiem również przestrzeń wolności w internecie. Od początku wojny zamknięto kilkadziesiąt mediów, głównie sieciowych, zablokowano Facebook i Twitter. Ale młodzi Rosjanie nadal mają dostęp do światowej sieci i jej informacji.
Teraz Ministerstwo Cyfryzacji nakazało wszystkim rosyjskim serwisom przejście do zarządzanej przez Rosję strefy domen internetowych. Uznano to natychmiast za przygotowanie do odcięcia kraju od internetu i przejścia na własną „suwerenną sieć”. Część analityków przewiduje, że takie oderwanie od światowej sieci może nastąpić już 11 marca, wtedy Rosja stałaby się równie izolowana jak Korea Północna.
– Wszyscy przewidują, że przynajmniej na czas „operacji specjalnej” – co byłoby logiczne – powinny zostać zamknięte istniejące jeszcze źródła alternatywnej informacji typu YouTube. A faktycznie pewnie cały zagraniczny internet – podsumowuje szef Fundacji Rozwoju Cyfrowej Gospodarki German Klimienko.
– Efekt będzie taki, jak opuszczenie „żelaznej kurtyny”. Ale uważam, że praktycznie jest to jednak niewykonalne – pociesza programista Filipp Kulin. Klimienko też zastrzegł, że on w to nie wierzy.
Rosjanie chyba też nie, na razie bowiem próbują przygotować się do omijania blokad w internecie, a nie do jego całkowitego odcięcia. Analitycy rynku informują, że popyt na usługi VPN (umożliwiające takie omijanie) w ciągu tygodnia wzrósł o ponad 1260 proc.
Mimo tak ogromnej presji propagandowej codziennie na ulice rosyjskich miast wychodzą demonstranci protestujący przeciw wojnie z Ukrainą. W aresztach siedzi już ponad 15 tys. osób, pojawiają się pierwsze informacje o biciu i torturowaniu zatrzymanych. Przytłaczająca większość represjonowanych to młodzież.