W wyniku sobotniego ataku dwa saudyjskie zakłady firmy Aramco wstrzymały działalność. Według lokalnych władz, "tymczasowo" wstrzymana została produkcja wynosząca 5,7 mln baryłek ropy na dobę, co jest równoznaczne z połową produkcji koncernu i ok. 5 proc. globalnej podaży surowca. Według źródeł agencji Reuters, powrót do pewnej wydajności zakładów potrwa nie dni, lecz tygodnie.

- Zapewniamy reżim saudyjski, że nasza długa ręka może dotrzeć w dowolne miejsce w dowolnym czasie  powiedział rzecznik wojskowy Huti Yahya Saree.

Stany Zjednoczone twierdzą, że za sobotnimi atakami stoją Irańczycy. Ich zdaniem nie ma dowodów świadczących o tym, że atak przeprowadzono z Jemenu.

- Ostrzegamy firmy i obcokrajowców, aby nie przebywali w zakładach, które były celem ataku, ponieważ są one nadal w naszym zasięgu i mogą ponownie być celem - przekazał Seree.

Przedstawiciele Huti twierdzą, że atak ich drona w maju tego roku na kilkanaście dni zamknął przepompownie ropy w Arabii Saudyjskiej. Kilka tygodni później zaatakowali pole naftowe Shayba, jedno z największych w kraju. Przepompowywanych jest tam około miliona baryłek ropy dziennie.

Po sobotnim ataku ceny ropy naftowej wzrosły o 20 proc.