Coraz częściej pojawiające się plotki o możliwości powstania „listy Tuska" do Parlamentu Europejskiego są chyba najlepszym dowodem na to, że nastroje po stronie opozycji są nie najlepsze, a część polityków dawnej Platformy wciąż nie pogodziła się z faktem, że to Grzegorz Schetyna stoi na czele PO.
Kampania do PE premiuje skrajne podejścia do Unii – daje szansę tym, którzy ogłaszają się jej wrogami, i tym, którzy przekonują, że Unia to samo dobro. W sytuacji dość ambiwalentnego stosunku PiS do projektu europejskiego można prognozować, że relatywnie lepsze wyniki otrzymają antyeuropejscy narodowcy i proeuropejscy liberałowie z PO i Nowoczesnej, strasząc wyprowadzeniem przez PiS Polski z Unii. Dlatego – w przeciwieństwie do wyborów samorządowych – lista koalicyjna nie ma sensu.