Publicyści starają się to uchwycić, czasem trafi się jakaś piosenka, za którą nikt akurat nie wziął pieniędzy od żadnego sztabu wyborczego. Czasem pojawi się film taki jak "Kler", który ma za zadanie wzburzyć krew i podnieść ciśnienie tym, którzy ustawili się po jakiejś konkretnej stronie politycznej. Ale zazwyczaj przepaść ziejąca w środku społeczeństwa nakryta jest maskującymi gałązkami, żeby zwykły obywatel mógł zająć się swoimi sprawami. Prawie każdy chyba zna to uczucie, kiedy nad pomidorową zastanawia się, czy wstać od stołu i wyjść, kiedy słyszy, co rodzina ma do powiedzenia o uchodźcach, prezesie, Smoleńsku czy Marszu Niepodległości. Intensywność konfliktu jest różna, czasem zwyciężają więzy rodzinne, czasem przestajemy się odwiedzać i ze sobą rozmawiać. A wtedy odgradzamy się i zapominamy.

O czym? Przede wszystkim o tym, że są ludzie "po tamtej stronie". Z obrazem wroga nie koresponduje przecież ciepły obraz rodzinnego spotkania przy stole. Taki jak w :Dobrej zmianie" Konrada Szołajskiego, filmie dokumentalnym, który na początku października ma mieć premierę.

Dwie kobiety, które wpuściły reżysera z kamerą w swoją prywatność, należą do takich właśnie dwóch polskich światów. Jedna jest aktywistką KOD-u, druga szefową klubu "Gazety Polskiej" w Gliwicach i komendantką paramilitarnego oddziału Strzelców Rzeczypospolitej.

Każda z bohaterek chodzi na "swoje" manifestacje, wzrusza się czyjąś heroiczną śmiercią, zapala znicze pod innymi pomnikami. Z autentycznym zaangażowaniem, pasją i szlachetnymi pobudkami. Obu chodzi o Polskę.

To ciężka do przyjęcia prawda dla każdego, kto angażuje się politycznie po jednej ze stron, bo zobaczenie człowieka w przeciwniku zza policyjnego kordonu jest bardzo trudne. Kto wie, czy teraz jeszcze w ogóle możliwe. A to z kolei jest moment – i taka właśnie myśl dopadła mnie po obejrzeniu filmu – kiedy możliwa jest wojna. Niekoniecznie wielka i światowa. Może mniejsza, taka na miarę naszych hejterów internetowych i propagandy wylewającej się zewsząd. Propagandy, która mówi, że nigdy nie będzie trzeciego wyjścia.

Podobnie patrzyli na siebie pewnie frankiści i republikanie. Póki co, bohaterki Szołajskiego wciąż chcą szukać dobrych, pozytywnych wartości. Demokracji i patriotyzmu. Ale to nie one są liderkami. Nie one prowadzą grę, która ma nas zaprowadzić na barykady. Być może to one w razie czego będą potrafiły powstrzymać przywódców, prezesów i przewodniczących?

Maria Peszek nagrała kilka lat temu piosenkę "Sorry, Polsko", której refren wraca do mnie za każdym razem, kiedy czytam wpisy internetowe albo słucham w TV nienawistnych komentarzy.

Potem jednak przychodzi mi na myśl song Jacka Kleyffa. "Są w Polsce dziś rachunki krzywd, lecz gdy tłum będzie gonił kogoś w strzępach munduru ślepą drogą, to póki co otworzę drzwi". "Dobra zmiana" też je uchyla.