Reklama

Niemiecki problem z Europą

Często od niemieckich polityków słyszymy, że oni - w przeciwieństwie do polityków polskich, a ostatnio i francuskich - robią coś, bo to jest dobre dla Europy. Ale w końcu za antyeuropejskość dostało się Berlinowi i to od razu od Jose Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej.
Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Barroso niemiecką politykę europejską nazwał "pełną sprzeczności". I trafił w sedno. Niemcy, najpotężniejszy kraj Unii i najwięcej na nią płacący, zgrabnie posługują się europejską retoryką, ale jednocześnie mocno bronią własnych interesów.

Jeżeli Niemcom, gdy w pierwszym półroczu 2007 r. przewodniczyły UE, zależało na pewnym porozumieniu, to oczywiście miało to być porozumienie "zapewniające rozwój Europie". Dobre dla Europy jest też to, że Niemcy będą miały najwięcej głosów w Radzie UE, choć jeszcze kilka lat temu wystarczało im tyle, co znacznie mniej ludnej Francji.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama