[link=http://blog.rp.pl/usowicz/2009/11/16/ewa-usowicz-niech-nam-skazani-nie-graja-na-nosie/]Skomentuj na blogu[/link]

I choć raczej nie staniemy się nagle jaskinią zbójców, to wyraźnie czuć, iż między rzeczywistością a zasadami, które powinny obowiązywać w państwie prawa, coś zgrzyta.

A zasady te są oczywiste. Jeśli delikwent popełnił przestępstwo, powinien za nie zostać ukarany. I wcale nie chodzi o to, aby zawsze była to kara surowa, choć społeczeństwo często żąda symbolicznego stryczka. Kara musi być nieuchronna. Krótko mówiąc, skazany ma szybko i niezawodnie odczuć konsekwencje swego postępku.

Zasada „co się odwlecze, to nie uciecze” nie służy resocjalizacji. Poza tym okazuje się, że może i „uciecze”... – zwłaszcza gdy w grudniu zaczną obowiązywać zmiany w kodeksie karnym wykonawczym. Przewidują one, że w więzieniach ma być więcej miejsca – koniec z przeludnieniem w celach! Żeby więc nie było za ciasno, niektórzy – choć powinni – za kratki nie trafią. A że to mało wychowawcze? A może też i mało bezpieczne – to już zupełnie inna bajka.

Prztyczka dostaną też osoby poszkodowane przestępstwem i prokuratorzy, którzy doprowadzili do skazania. Bo ten, kto powinien spędzać czas w kryminale, może im zagrać na nosie na ulicy.

Jednocześnie trzeba sobie jasno powiedzieć, że coraz szybsze zapełnianie więzień też nie jest dobrym wyjściem. System penitencjarny staje się niewydolny i zbyt kosztowny. Nie jest tajemnicą, że resocjalizacja za kratami stała się mitem. Podobno mają na nią szanse tylko ci „wtrąceni” na dwa tygodnie – to efekt tzw. wstrząsu penitencjarnego. Dłuższe odsiadki z nikogo anioła nie czynią. Poza tym jeden więzień kosztował nas w ubiegłym roku aż 28 tys. zł.

Nie ma więc co się za mocno przywiązywać do haseł typu: „przestępcy do więzienia!”. Niech ten, kto został skazany – szczególnie za drobniejsze przestępstwa – poniesie karę niezwłocznie, zamiast kpić ze sprawiedliwości. Choćby tą karą miało być malowanie płotów ku uciesze sąsiadów.