[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/gociek/2010/03/18/polska-w-szponach-czukczow/]Skomentuj[/link][/b][/wyimek]

Zresztą skąd ma być, skoro o fakcie już w 2005 roku poinformowało „Życie Warszawy”. Potem obszerną publikację na ten sam temat zamieścił tygodnik „Wprost”. W kolejnych miesiącach odwoływały się do tej informacji inne media, komentowali ją historycy, dziennikarze i publicyści.

Minęło pięć lat i news zmartwychwstał: na żółtym pasku telewizji informacyjnej, w portalach internetowych, a nawet jako główna wiadomość na pierwszej stronie ogólnopolskiej gazety. Nagłówki biły po oczach: „sensacyjny dokument”, „niezwykłe odkrycie”.

Co się w tej sprawie zmieniło od 2005 roku? Nic, prócz tego, że dokument przypomniał historyk IPN w najnowszym numerze biuletynu Instytutu.

Jest taki stary sowiecki dowcip o Czukczy (mieszkańcu Czukotki), który dostał literacką Nagrodę Nobla. Dziennikarz dopytuje laureata, co czytał, co go inspirowało. Dostojewski? Gorki? – Ja nie od czytania, ja od pisania! – dumnie odpowiada Czukcza.

Podobnie było z newsem o Kiszczaku i Jaruzelskim. Znali go od lat ci, co czytają. Ci, którzy piszą – niekoniecznie. Sprawę można wyjaśnić na dwa sposoby. Albo w Polsce media wierzą tylko w informacje podane oficjalnie przez IPN (fatalna wiadomość dla kontestatorów biografii Lecha Wałęsy i Ryszarda Kapuścińskiego), albo więcej u nas Czukczów, niż by się zdawało.