Zarząd Fiata ma oczywiście pełne prawo podjąć taką decyzję. Ale polski rząd ma nie tyle prawo, ile obowiązek wyrazić z tego samego powodu niezadowolenie. Choćby dlatego, że inwestorzy nie raz i nie dwa domagali się od władz naszego państwa różnego rodzaju ulg, na przykład podatkowych, i często je otrzymywali – kosztem pozostałych podatników.

[wyimek][b] [link=http://blog.rp.pl/gabryel/2010/06/24/polska-kontra-mistrzowie-wolnoeuropejki/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Satysfakcję z decyzji Fiata zdążyli już we Włoszech wyrazić między innymi: prezydent Senatu Renato Schifani, przewodniczący niższej izby parlamentu Gianfranco Fini oraz minister pracy Maurizio Sacconi. Czy ktoś w tym czasie słyszał, by przedstawiciele polskiego rządu lub parlamentu zasygnalizowali swą dezaprobatę dla tego posunięcia włoskiego koncernu?

Tymczasem zestaw finansowych trików stosowanych przez polityków państw Unii Europejskiej (i nie tylko UE, rzecz jasna) po to, by zatrzymać firmy u siebie albo je do siebie sprowadzić, pęcznieje z każdym rokiem. Nie wspominając o regularnym, publicznym wywieraniu „moralnej presji" na zarządy tych przedsiębiorstw.

To narastające zjawisko coraz bardziej przypomina coś, co można byłoby określić mianem wolnoeuropejki (wzorem zapaśniczej wolnoamerykanki), czyli takiej walki o pozyskiwanie firm – a więc miejsc pracy dla swoich wyborców – w której wszystkie chwyty są dozwolone.

A premier Włoch Silvio Berlusconi i prezydent Francji Nicolas Sarkozy, niewątpliwi mistrzowie tej sztuki walki, mają coraz więcej wdzięcznych naśladowców chyba we wszystkich krajach UE. Dość wspomnieć byłego premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna, który bez skrupułów naciskał na amerykański koncern Kraft Food Cadbury, by ten nie transferował należącej doń fabryki słodyczy z Wysp do Polski.

Na szczęście w tych zmaganiach nikt – nawet ci z pozoru słabsi – nie stoi na z góry straconej pozycji. Pod warunkiem że nie pozostaje bezczynny. Przykładem choćby politycy czescy, którzy tak ostro protestowali przeciw protekcjonistycznym zapędom Nicolasa Sarkozy'ego, że nie udało mu się przenieść produkcji samochodów Peugeot z Czech do Francji.

I na koniec. Owszem, rządzącym wolno nie cieszyć się z takiego rozwoju wypadków, ale nie wolno go ignorować. Albowiem jeśli się to czyni, prędzej czy później jest się samemu ignorowanym – przez coraz bardziej bezceremonialnie zachowujące się koncerny.