Dobrze pamiętam ten dzień w Berlinie – 20 lat temu była to środa. Nad Szprewę przybyłem jako reporter zapomnianego już solidarnościowego „Tygodnika Gdańskiego”.
Nocowaliśmy w jakimś groszowym tureckim pensjonacie przy „Witti”, czyli Wittenbergerplatz. Muru już prawie nie było – dzielni enerdowscy Grenschutze rozbierali jego ostatnie, najbardziej oddalone do centrum fragmenty z takim samym zapałem, jak wcześniej go strzegli. Otrzymaną wtedy w biurze prasowym mapę Berlina (duży reklamowy napis – „pierwsza mapa zjednoczonego miasta”!) trzymam do dziś – dzięki niej wiem, którędy przebiegał mur.