Rzecz jasna można zredukować problem tzw. „fake newsa” do nieprawdy. W sensie poznawczym właśnie tak jest. Tyle, że kłamstwo, oszustwo, niesprawdzona plotka, nieprawda, to kategorie z poprzedniej epoki, kiedy fałszywa informacja miała zwykle mniejszy zasięg i była łatwiejsza do sprawdzenia.
Owszem, wielkie kłamstwa, jak choćby to o polskiej prowokacji w Gliwicach mogły być pretekstem do uruchomienia machiny wojennej, albo inne, o odpowiedzialności Niemców za Katyń, mogło stać się kamieniem węgielnym braterskich relacji między PRL i Związkiem Sowieckim, nie mniej oba – w tym przypadku – antypolskie oszczerstwa opierały się na oficjalnych stanowiskach wrogich nam krajów i stąd brała się ich siła.