Reklama

Bogusław Chrabota: Stop nienawiści. Pamiętajmy o Pawle Adamowiczu

Siedem lat temu, 13 stycznia 2019 roku, podczas transmitowanej na cały kraj imprezy z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy został zamordowany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Publikacja: 13.01.2026 13:49

Paweł Adamowicz został zamordowany 13 stycznia 2019 roku

Paweł Adamowicz został zamordowany 13 stycznia 2019 roku

Foto: PAP, Jan Dzban

Ta data. 13 stycznia 2019 r. Czy to straszne echo 13 grudnia 1981 r.? Może ktoś powie, że taka myśl to profanacja, bo wtedy Jaruzelski zaatakował cały naród. Próbował uśmiercić polskie marzenie o wolności. Nie udało się. Marzenie przeżyło i mogło się zmaterializować osiem lat później, w wyborach, które dały nam demokrację. A jest pewne iunctim – tragiczny związek między pierwszą i drugą datą. Bo 13 stycznia 2019 r. na gdańskiej scenie też dokonano mordu na pewnym marzeniu.

Wybrane wydarzenia z życia Pawła Adamowicza

Wybrane wydarzenia z życia Pawła Adamowicza

Foto: PAP

Mieliśmy prawo do naiwności

Co to było za marzenie? Marzenie o ludzkiej twarzy polskiej polityki, o jej czystości. O tym, że można ją uprawiać w duchu solidarności, w duchu „non violence”. Tym mieliśmy  się – Polacy – różnić od innych narodów. Wtedy to marzenie ostatecznie umarło. Piszę ostatecznie, bo przecież nie można zapomnieć o łódzkim morderstwie Marka Rosiaka, dziewięć lat wcześniej. Z pokorą trzeba przypomnieć i tamtą zbrodnię. Tak, zamordowano człowieka z motywacji politycznej. Ciężki kamień uderzył w wieżę z kości słoniowej, jak usiłowaliśmy postrzegać polską demokrację.

Naiwność? Pewnie tak. Ale przynajmniej część z nas miała do tego prawo. Polska wolność była wyśniona, wywalczona. Wymarzona na koniec, trudno więc – nawet i dziś – pogodzić się z myślą, że polityka jest zawsze taka sama. Brudna i pełna przemocy.

O ile dramat rozpoczęty 13 grudnia 1981 r. doczekał się szczęśliwego końca, to echa tragedii z 13 stycznia wybrzmiewają w nicości. Finał tej historii nie skończy się dobrze. Zobaczyliśmy to zresztą już całkiem niedługo po uniesieniu patriotycznym ze stycznia 2019 r.; po krótkiej chwili solidarności, maszyna nienawiści w spolaryzowanym społeczeństwie ruszyła z nową siłą.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Prezydent Gdańska otrzymuje pogróżki. „Nożem ją na WOŚP”

Jak pamiętamy Pawła Adamowicza?

Postaci Pawła Adamowicza przypominać nie trzeba. Ma swoje miejsce w polskiej historii i polskiej debacie publicznej. Kiedy o nim myślę po siedmiu latach od jego pogrzebu, widzę nie tyle zrewoltowanego chłopaka, którego poznałem w latach osiemdziesiątych, ale człowieka wielkiej siły i odwagi. Z młodego konserwatysty związanego z NZS-em i Ruchem Młodej Polski stał się prawdziwym liderem swojego miasta Gdańska. Zdobył fantastyczną popularność, która prowadziła go od jednego sukcesu wyborczego do kolejnego.

Adamowicz umiał pozyskać sympatię ludzi – wsparcie gdańszczan, dzięki któremu, nawet w obliczu ataków medialnych i kłopotów w macierzystej partii, mógł przedłużać swój mandat. Miał odwagę postawić się swoim, często niezwykle wpływowym przeciwnikom. Miał odwagę upomnieć się o migrantów, tworząc dla nich pierwszy program integracyjny w Polsce. Miał odwagę pójść w Marszu Równości, czy poprzeć postulaty społeczności LGBT deklarując, że Gdańsk jest miastem otwartym na różnorodność. Miał odwagę konfrontować się z rządzącą wówczas prawicą, czy wejść w głośny spór z ówczesnym dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej Karolem Nawrockim o obecność w przestrzeni publicznej europejskiej flagi.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Paweł Adamowicz, czyli trzeba walczyć ze złem

Paweł Adamowicz był otwarty na świat, na ludzi, na idee. Nie wszystkim łatwo to było zaakceptować, z autorem tego tekstu na czele. Doszukiwaliśmy się w jego działaniach taniej popularności, może nawet populizmu. Ale jak inaczej – zadaję sobie dziś pytanie – zarządzać wielkim, zróżnicowanym, ważnym dla świata miastem, jakim jest Gdańsk? Źle jest, jeśli lider miejskiej społeczności zasklepia się w jednej formule ideowej. Lider musi być z ludźmi, a ludzie są przecież różni. Paweł Adamowicz to rozumiał i był z nimi na co dzień. Także wtedy, 13 stycznia 2019 r., kiedy towarzyszył Światełku wysyłanemu do Nieba, które tradycyjnie o 20.00 wieńczy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Dokładnie o 20.30 zadano mu ciosy nożem. Podczas transmisji telewizyjnej, na oczach całej Polski, która wtedy zamarła z przerażenia. Ile razy to się nam przydarzało? Ledwie kilka i wypada robić wszystko, by takie sytuacje się nie powtórzyły.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Stefan Wilmont stracił prawo do kasacji

O co zaapelował podczas pogrzebu ojciec Ludwik Wiśniewski?

Ważna jest też reakcja. Już następnego dnia o 20.30 odprawiono w Warszawie poświęconą pamięci Pawła Adamowicza mszę świętą z udziałem prezydenta i premiera. Podobne uroczystości, religijne i świeckie odbywały się w całej Polsce. Czuliśmy tę solidarność. Szczególnie mocno podczas pogrzebu w bazylice Mariackiej w Gdańsku 19 stycznia.

Pamiętam z tych chwil słowa dominikanina, kapelana opozycji z czasów komuny, ojca Ludwika Wiśniewskiego, które wybrzmiewały wielkim echem w murach wielkiego kościoła: „Trzeba skończyć z nienawiścią! Trzeba skończyć z nienawistnym językiem! Trzeba skończyć z pogardą! Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych! Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele. Człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju. I będziemy odtąd tego przestrzegać.” Czy przestrzegamy? Czy wyciągnęliśmy wnioski z przesłania moralnego, które padło wtedy w Gdańsku? Zadajmy sobie to pytanie. Dziś i zawsze.

 

 

 

Komentarze
Estera Flieger: Nie każdy bohater nosi pelerynę. Polska 2050 ratuje nas przed internetowymi wyborami
Komentarze
Donald Tusk się wścieknie? Polsce 2050 może grozić rozłam
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Azyl dla Zbigniewa Ziobry i jego żony potwierdza, że PiS może się bać rozliczeń
Komentarze
Bogusław Chrabota: Podzwonne dla Szymona Hołowni, Polska 2050 zniknie. Co było jej grzechem nr 1?
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Polska 2050 wybiera swój koniec. Ma rozwiązanie złe i złe
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama