Już tylko kilka godzin pozostało do rozpoczęcia głosowania w II turze wyborów na szefa Polski 2050. Atmosfera w partii gęstnieje. Możliwe, że to najtrudniejszy moment od jej powstania po wyborach prezydenckich w 2020 r.. – Niezależnie od strony sporu, każdy w zasadzie zastanawia się, czy Polska 2050 przetrwa w obecnym kształcie – mówi nam jeden z posłów klubu Polski 2050. To właśnie ten klub gwarantuje obecnie sejmową większość. Liczy 31 posłów. W II turze wyborów na szefa Polski 2050 mierzą się minister Paulina Hennig-Kloska oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Spór między polityczkami zaostrzył się w ostatnich godzinach. To wszystko sprawia, że pojawiły się – przewidywane zresztą przez "Rzeczpospolitą" pytania o stabilność sejmowej większości. To z kolei może być potężnym zmartwieniem dla premiera Donalda Tuska.
Czytaj więcej
Wyniki wyborów na przewodniczącego Polski 2050 udowadniają to, co udowodniło już głosowanie posłów klubu Polski 2050 przy udzielaniu rekomendacji k...
Starcie „na żyletki” między Pełczyńską-Nałęcz a Hennig-Kloską
Po I turze wyborów żadna z dwóch kandydatek nie może być pewna swego. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uchodziła za faworytkę i rzeczywiście wygrała I turę wyborów z 277 głosami. Ale jednocześnie liczba głosów oddanych na jej konkurentów – Ryszarda Petru, Joannę Muchę, Paulinę Hennig-Kloskę i Rafała Kasprzyka – sprawia, że jeśli w II turze wszystkie przeniosą się na Hennig-Kloskę, to minister klimatu i środowiska zostanie nową przewodniczącą Polski 2050.
W I turze głosowało tylko 700 osób, co sprawia, że o zwycięstwie lub porażce mogą zdecydować pojedyncze głosy. Rywalizacja jest niezwykle zacięta. Nasi rozmówcy z jednego i drugiego obozu zaznaczają mniej więcej to samo – że trwa starcie o każdy głos.
Przejście do II tury Pauliny Hennig-Kloski jest pewnego rodzaju zaskoczeniem w partii i wydaje się, że zdecydowała m.in. siła poparcia jej lokalnych struktur w Wielkopolsce (wywodzi się z Gniezna). Jeszcze przed wyborami pojawiały się informacje, że dojdzie do „zblokowania” przeciwników Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i ten scenariusz się realizuje. Przed II turą Hennig-Kloskę poparli Joanna Mucha, Ryszard Petru i Michał Kobosko, którzy przekonują, że to kandydatka „zmiany”. I twierdzą, że Pełczyńska-Nałęcz reprezentuje status quo, które doprowadziło partię do obecnej sytuacji.
Groźba rozłamu? To może być potężny ból głowy Donalda Tuska
Do chwili wyborów w Polsce 2050 sytuacja w koalicji mimo napięć była w miarę stabilna. Rząd wygrywał wszystkie kluczowe głosowania, nie było żadnych problemów np. wokół ustawy budżetowej, która została wysłana w ubiegłym tygodniu do prezydenta. Po wyborach sytuacja jednak może się zrobić skomplikowana. Stabilność klubu i partii jest podnoszona w wewnętrznym starciu jako osobny argument.
I tak zwolennicy Pauliny Hennig-Kloski przekonują w kuluarowych rozmowach, że jeśli Pełczyńska-Nałęcz przegra poniedziałkowe wybory (głosowanie planowane jest od godz. 16 do 22, 12 stycznia) to klub może się podzielić – i koalicja straci większość, bo zwolennicy minister funduszy nie uznają całej sytuacji. A w ubiegłorocznym głosowaniu na rekomendację Polski 2050 Pełczyńska-Nałęcz dostała 16 głosów w klubie, Hennig-Kloska – 14 głosów. Koalicja może pozwolić sobie na utratę ok. 13-14 głosów (2 posłów PiS jest trwale nieobecnych). Podobny argument słychać i z „drugiej” strony – że zwolennicy Hennig-Kloski, jeśli ta nie wygra wyborów, również mogą podjąć próbę secesji uznając, że nie chcą być w jednej partii z Pełczyńskiej-Nałęcz. Na razie są to jednak scenariusze kuluarowe, a żaden z naszych rozmówców nie mówi wprost o jakiejkolwiek decyzji.
Czytaj więcej
Wybory nowego przywództwa w Polsce 2050 to nie tylko wewnętrzna sprawa partii Szymona Hołowni. To też kwestia stabilności całej koalicji 15 paździe...
Dla Donalda Tuska którykolwiek z tych scenariuszy to potężny problem. Nie dlatego, że jedna czy druga grupa rozłamowców nagle zaczęłaby głosować razem z PiS w kluczowych sprawach zwłaszcza personalnych. Ale dlatego, że Tusk zamiast rozmawiać z jednym liderem Polski 2050 (tak jak było do tej pory) będzie musiał rozmawiać z dwoma osobami reprezentującymi dwa byty w Sejmie – bez których nie będzie stabilnej większości. Teoretycznie może się to wydarzyć jeszcze w tym tygodniu. Na to wszystko nakłada się jeszcze znany już argument, że Pełczyńska-Nałęcz nie ma dobrych relacji z premierem Donaldem Tuskiem. Dlatego w kuluarach Polski 2050 mówi się, że premierowi łatwiej byłoby się porozumieć na poziomie ustaleń koalicyjnych z Pauliną Hennig-Kloską, a nie z Pełczyńską-Nałęcz. I to też jest argument w wewnętrznej walce. To wszystko jednak sprawia, że bardziej zrozumiałe staje się to, o czym mówiło się w Sejmie od dłuższego czasu: że premier Tusk i KPRM bardzo uważnie śledzą to, co dzieje się w Polsce 2050. I od pewnego czasu się tym bardzo martwią.
Co dalej z Petru? Powstanie Nowoczesna 2.0?
Osobnym wątkiem jeśli chodzi o przyszłość Polski 2050 jest kwestia Ryszarda Petru. Po intensywnej kampanii wewnętrznej Petru zajął czwarte miejsce. Z niektórych rozmów w Polsce 2050 wynikało, że Petru chciałby przebudować – po hipotetycznym zwycięstwie – partię w dużo większy organizm, który byłby „partią przedsiębiorców”. Petru jednoznacznie opowiada się np. przeciwko reformie PIP. Teraz ta możliwość się zamknęła. Ale to nie znaczy, że przestanie krążyć idea o potrzebie stworzenia partii przedsiębiorców, coś w rodzaju Nowoczesnej 2.0 lub Konfederacji „light”, która pomogłaby też przełamać sondażowy pat widoczny np. w niedawnym badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”.
To wszystko sprawia, że koniec wyborów w Polsce 2050 to dopiero początek przegrupowania w Sejmie. Nie chodzi więc tylko o stabilność większości, ale też o potencjalne nowe rozdanie w rządzie do wyborów. Bo Paulina Hennig-Kloska w Radiu ZET już w poniedziałek rano zapowiedziała, że liderka partii powinna „z automatu” być wicepremierem. Ta historia nie skończy się więc z końcem głosowania – być może dopiero po nim się zacznie.