Prezydent Ukrainy musi drżeć o dalszą amerykańską pomoc dla swojego kraju w wojnie z rosyjskim najeźdźcą. W tym samym czasie premier Izraela dostaje wyjątkowe wsparcie od Ameryki, zarówno od republikanów, jak i – nie całości, ale jednak od sporej części – demokratów. Taka postawa najważniejszego państwa Zachodu na pewno nie pomoże przekonać reszty świata, zwanej Globalnym Południem, do zachodniej wizji wojny w Ukrainie i postrzegania Rosji jako imperialistycznego zagrożenia. Czyli szkodzi nam, sąsiadom Rosji.
Beniamin Netanjahu – polityk, dla którego najważniejsze jest utrzymanie się u władzy
Netanjahu jest przez wielu, także w Izraelu, postrzegany jako polityk, który ze względu na własną karierę polityczną nie chce zakończyć wojny w Strefie Gazy. Wojny, w której skala ofiar wśród ludności cywilnej dawno przekroczyła granice koniecznej obrony przed terrorystami z Hamasu.
Netanjahu pozostaje u władzy tylko dzięki wsparciu jego rządu przez skrajnych nacjonalistów i rasistów – USA, pokazując, że im to nie przeszkadza, szkodzą obozowi wolności, na którego czele chcą stać.
Na dodatek Netanjahu dostał zaproszenie do Kongresu po tym, gdy prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Karim Khan wystąpił o wydanie nakazu aresztowania izraelskiego premiera. Khan zrównał Netanjahu z przywódcami Hamasu, co wywołało oburzenie nie tylko w USA, które podobnie jak Izrael nie należą do MTK. Ale gdy chodziło o Rosję czy państwa afrykańskie, to Ameryce działania MTK nie przeszkadzały.
Nagroda dla Netanjahu, który od miesięcy sprawia amerykańskiej administracji wiele kłopotów
Netanjahu dostaje wielką nagrodę, mimo że od miesięcy sprawia administracji amerykańskiej wiele kłopotów. W czerwcu skrytykował ją publicznie za wstrzymywanie pomocy wojskowej dla Izraela, czemu zaskoczona zaprzeczyła, mówiąc, że raz zdarzyło się opóźnienie. Już na początku roku Joe Biden, widząc skutki izraelskiej interwencji w Gazie, nazwał Netanjahu, jak podawały media, „złym, k…a, facetem”. A najważniejszy polityk Partii Demokratycznej w Senacie Chuck Schumer domagał się przyśpieszonych wyborów w Izraelu, posługując się wspomnianym już wyżej argumentem: Netanjahu przedkłada własny interes, przetrwanie na stanowisku premiera, nad interes kraju.