Tomasz Krzyżak: Abp Dzięga i pedofilia – Kościół wciąż broni fasady, a za nią już tylko ruiny

Ukrywanie prawdziwych powodów rezygnacji abp. Andrzeja Dzięgi i przemilczanie problemów z pedofilią przyniesie Kościołowi więcej strat aniżeli korzyści. Udawanie, że nic się nie stało, jest drogą bez celu.

Publikacja: 24.02.2024 18:03

Abp Andrzej Dzięga

Abp Andrzej Dzięga

Foto: PAP, Marcin Bielecki

„Ojciec Święty przyjął rezygnację arcybiskupa Andrzeja Dzięgi z zarządzania archidiecezją szczecińsko-kamieńską w Polsce”. Komunikat o takiej właśnie treści dostali w sobotę za pośrednictwem codziennego biuletynu informacyjnego Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej wierni na całym świecie. W Polsce uzupełniono go jeszcze o informację, że administratorem sede vacante został biskup koszalińsko-kołobrzeski Zbigniew Zieliński. Nic więcej. Internetowe portale informacyjne piszą zatem o rezygnacji biskupa i że przechodzi on na emeryturę. Informacja jak każda inna, nic się w zasadzie za nią nie kryje. A jednak się kryje.

Czytaj więcej

Papież wyrzuca abp. Andrzeja Dzięgę za zaniedbania w wyjaśnianiu spraw pedofilii

Dlaczego arcybiskup Andrzej Dzięga „ustąpił”?

Papież Franciszek, liczni urzędnicy Kurii Rzymskiej, wcale niemałe grono wiernych w Polsce z biskupami na czele, doskonale wiedzą o tym, że ta rezygnacja jest w zasadzie wymuszona i w zasadzie nie mówimy o rezygnacji, lecz usunięciu. Wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą, że w odniesieniu do hierarchy prowadzone były postępowania wyjaśniające w związku z zarzutami o zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw pedofilskich. Najgłośniejszą zaś była sprawa ks. Andrzeja Dymera. Rezygnacja arcybiskupa – na cztery lata przed emeryturą – jest zatem pokłosiem tychże dochodzeń.

Czytaj więcej

Abp Polak: Przewlekłość postępowania w sprawie ks. Dymera nie ma usprawiedliwienia

Watykański dokument adhortacja apostolska Franciszka „Come una madre amorevole”, wedle której przeprowadzona została cała procedura (najpewniej, bo komunikat przekazany opinii publicznej żadnych podstaw prawnych nie zawiera), mówi o usunięciu biskupa, a więc nie ustąpieniu dobrowolnym. Daje się co prawda biskupowi szansę na to, by zrezygnował sam, ale jeśli Dykasteria dojdzie do wniosku, że usunięcie jest konieczne, wówczas mówi się o zachęceniu biskupa do przedłożenia rezygnacji. W praktyce jest to jednak usunięcie. Za karę.

Tu nie chodzi o to, by pogrążać arcybiskupa Dzięgę

Kościół jednak, kierując się – jak mniemam – miłosierdziem wobec hierarchy, nie chce tego głośno powiedzieć. Słowo „kara” nie chce wlać się na papier, nie chce przejść przez gardło. I jest to najgorsza rzecz, jaką w tej sprawie można było zrobić. Udawanie, że nic się nie stało, w sytuacji, gdy wszyscy wiedzą, o co chodzi, nie ma przecież najmniejszego sensu. Tak naprawdę przynosi więcej szkody Kościołowi aniżeli pożytku. To wciąż obrona fasady, za którą lada chwila nawet ruin nie będzie.

Słowo „kara” nie chce wlać się na papier, nie chce przejść przez gardło. I jest to najgorsza rzecz, jaką w tej sprawie można było zrobić

Kościół uczy, że celem kary kościelnej jest: przywrócenie sprawiedliwości, poprawa obwinionego, naprawa zgorszenia. Jak osiągnąć sprawiedliwość, jak naprawić zgorszenie poprzez udawanie, że nic się nie stało, że przecież to zwykła rezygnacja? Niewykonalne. Jako wspólnota wierni mają prawo do tego, by usłyszeć, jakie są rzeczywiste przyczyny odejścia arcybiskupa Andrzeja Dzięgi. Sprawa była publiczna, więc trzeba to głośno powiedzieć.

Inaczej rzecz miałaby się wtedy, gdyby sprawa publiczną nie była. Wtedy nie trzeba jej rozgłaszać. Ale akurat w tym wypadku taka konieczność istnieje. Nie po to, by pogrążać w jakikolwiek sposób arcybiskupa, ale po to, by Kościół udowodnił swoją wiarygodność.

Kościół powinien być do bólu przejrzysty

Parę lat temu, gdy spadły pierwsze głowy biskupów odpowiedzialnych za zaniedbania, gdy ogłoszono kary, powiedziano, jakimi sankcjami zostali obłożeni, wydawało się, że Kościół jest na właściwej drodze. Była wina, jest kara. W sprawie arcybiskupa Dzięgi, ukrywając przed opinią publiczną coś, czego ukryć się nie da (poza ewentualnymi sankcjami towarzyszącymi karze), Kościół właściwie z tej drogi zawrócił. Zabrał ze sobą sprawcę zaniedbań, a na poboczu znów zostawił pokrzywdzonych.

Czytaj więcej

Sprawa ks. Andrzeja Dymera. Ćwierć wieku bez żadnej kary

Przykro to mówić, ale polityka informacyjna Watykanu w tym zakresie uległa zmianie po wizycie ad limina polskich biskupów w 2021 roku. Arcybiskup Stanisław Gądecki po spotkaniu w Dykasterii Nauki Wiary publicznie przyznał, że zwrócił uwagę właśnie na to, że komunikaty o karach to „zadawanie hierarchom śmierci cywilnej”. Tak, tam gdzie sprawa nie była znana – pełna zgoda. Tam jednak, gdzie publiczną była – zgodzić się z arcybiskupem nie można.

Ale Watykan jednak uznał racje polskiego biskupa. Chciałbym się oczywiście mylić, ale to polityka krótkowzroczna i komu, jak komu, ale polskim hierarchom, którzy czują się spadkobiercami dziedzictwa bł. kard. Stefana Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II, najmocniej winno zależeć na tym, by Kościół się wreszcie oczyścił, by stał się w tych sprawach do bólu przejrzysty. Biskupi powinni wymusić na Stolicy Apostolskiej, by podała do wiadomości faktyczne powody rezygnacji abp. Andrzeja Dzięgi. Tylko czy znajdą się odważni?

Komentarze
Jędrzej Bielecki: Migracja w UE, czyli pyrrusowe zwycięstwo Kaczyńskiego nad Tuskiem
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Jak zostać memem? Podbój internetu w stylu Jacka Protasiewicza zawsze kończy się tak samo
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Po ataku Iranu na Izrael. Zachód musi być i policjantem, i strażakiem
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Prawo do aborcji nie równa się obowiązkowi jej przeprowadzenia
Komentarze
Marzena Tabor-Olszewska: Co nas – kobiety – irytuje w temacie aborcji