Artur Bartkiewicz: Dlaczego Adrian Zandberg powinien walczyć o fotel wicemarszałka dla Krzysztofa Bosaka

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Konfederacja nie będzie miała swojego przedstawiciela w prezydium Sejmu. I paradoksalnie może to być dobra wiadomość dla Konfederacji, ale zła dla polskiej demokracji.

Publikacja: 09.11.2023 13:03

Krzysztof Bosak

Krzysztof Bosak

Foto: PAP/Wojtek Jargiło

15 października na Konfederację zagłosowało 1 547 364 wyborców, co dało jej 18 miejsc w nowym Sejmie. To z kolei oznacza, że w nowym parlamencie Konfederacja będzie miała swój klub, czyli pod tym względem jej status będzie taki sam, jak PiS czy Koalicji Obywatelskiej. 

Konfederacja w Sejmie ze statusem jak PiS czy KO

Wiadomo, że wśród wyborców – zwłaszcza wyborców partii, które stanowią obecnie większość w parlamencie – osób co najmniej sceptycznych wobec obecności Konfederacji w polskim życiu politycznym jest znacznie więcej niż 1,5 mln. To jednak nie powinno mieć dla nikogo żadnego znaczenia, dopóki Konfederacja jest ugrupowaniem legalnie działającym w Polsce, mającym prawo do startu w wyborach, ba – nawet do udziału w rządach, gdyby w sejmowej układance to właśnie głosy Konfederacji byłyby potrzebne do uzyskania większości. W kampanii wyborczej jeden z liderów Polski 2050, Michał Kobosko mówił nawet w pewnym momencie, że nie może wykluczyć koalicji z Konfederacją, jeśli taka byłaby cena odsunięcia PiS od władzy. Pod względem formalnym Konfederacja jest więc normalnym uczestnikiem życia politycznego w Polsce. Nawet jeśli Grzegorza Brauna wynoszącego choinkę z sądu, bo nie spodobały mu się wiszące na niej bombki, nie chcielibyśmy raczej czynić symbolem polskiego parlamentaryzmu. 

Czytaj więcej

Polsat News: Jedno ugrupowanie bez marszałka Sejmu

Dlatego Konfederacji fotel wicemarszałka Sejmu się po prostu należy, choćby po to, aby nie powstało wrażenie, po odsunięciu PiS od władzy i tak wszystko zostało po staremu, bo nadal aktualna większość parlamentarna arbitralnie decyduje o tym, co jest dobre (większość), a co złe (cała reszta), jak wielokrotnie obserwowaliśmy w czasie ośmiu lat rządów PiS w parlamencie. Jeśli koalicja KO, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy szła do władzy pod hasłem odbudowy demokracji, to warto zacząć od takich drobnych spraw, które pokażą, że demokracja to nie dyktat tej większości, którą lubimy, ale rządy większości przy zachowaniu praw mniejszości. Nawet jeśli ktoś uważa Krzysztofa Bosaka za polityka demokratycznosceptycznego, to Bosak w fotelu wicemarszałka jest mniejszym zagrożeniem dla demokracji niż Bosak tego fotela pozbawiony w imię arbitralnej decyzji większości.

Dla Konfederacji bardziej zabójcze jest jakiekolwiek uwikłanie w system władzy i obciążenie kosztami jej sprawowania

Jak brak fotela wicemarszałka Sejmu służy Konfederacji

Co więcej – o fotel wicemarszałka dla Bosaka najbardziej powinni walczyć ci, którzy w Bosaku, Mentzenie i Braunie widzą nowe wcielenie polityków, którym szczególnie bliskie są kolory brunatny i czarny. A to dlatego, że pozbawienie Konfederacji miejsca w prezydium Sejmu tak naprawdę służy jej interesom. Owszem, będzie ona miała mniejszy wpływ na prace parlamentu, ale bądźmy szczerzy – 18 posłów, deklarujących, że nie chcą współpracować ani z PiS, ani z KO i jej koalicjantami, i tak raczej skoncentruje się w parlamencie na działalności publicystyczno-recenzenckiej. Owszem, może Krzysztof Bosak skorzystałby z okazji, aby wyłączyć z byle powodu mikrofon Adrianowi Zandbergowi, ale potem w fotelu marszałka usiadłby Szymon Hołownia czy Włodzimierz Czarzasty i z powrotem by ten mikrofon włączyli. Wicemarszałek to oczywiście tytuł prestiżowy, ale to nie jest tak, że większość wyborców z wypiekami na twarzy od rana sprawdza, co dziś robi wicemarszałek Sejmu. Reasumując – zysk Konfederacji z miejsca w prezydium Sejmu, w którym byłaby jak zwykle sama przeciw wszystkim, byłby umiarkowany.

Wicemarszałek to oczywiście tytuł prestiżowy, ale to nie jest tak, że większość wyborców z wypiekami na twarzy od rana sprawdza, co dziś robi wicemarszałek Sejmu

Konfederacja znacznie więcej zyskuje poza prezydium – zyskuje bowiem kolejny argument umacniający budowany przez nią mit partii „spoza układu”, która za którymś razem „wywróci stolik” i której boją się wszystkie inne partie, dlatego w nieuczciwy sposób pozbawiają ją szans uczciwej politycznej rywalizacji. To pozycja bardzo wygodna do walki o głosy wyborców niechętnych polityce w ogóle, szukających trzeciej (no, obecnie może czwartej) drogi i niejako polisa zapewniająca miejsce w Sejmie w roli opozycji antysystemowej, jaką kiedyś były np. Samoobrona, Ruch Palikota czy Kukiz'15. Dla Konfederacji bardziej zabójcze jest jakiekolwiek uwikłanie w system władzy i obciążenie kosztami jej sprawowania (nawet jeśli jest to tylko niewielki wycinek władzy w Sejmie), niż wypychanie jej na margines i pozwalanie, by z wygodnego fotela recenzenta powtarzała: „Zobaczcie, jak wszyscy wszystko robią źle”.

Dlatego właśnie, paradoksalnie, o miejsce w prezydium Sejmu dla Konfederacji najmocniej powinni walczyć ci, którzy chcieliby, aby Konfederacji w ogóle w Sejmie nie było.

15 października na Konfederację zagłosowało 1 547 364 wyborców, co dało jej 18 miejsc w nowym Sejmie. To z kolei oznacza, że w nowym parlamencie Konfederacja będzie miała swój klub, czyli pod tym względem jej status będzie taki sam, jak PiS czy Koalicji Obywatelskiej. 

Konfederacja w Sejmie ze statusem jak PiS czy KO

Pozostało 93% artykułu
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Krzykiem i przekleństwami prawa aborcyjnego się nie zmieni
Komentarze
Jerzy Haszczyński: USA szkodzą obozowi wolności, na którego czele chcą stać
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Czy operacja „wspólny kandydat koalicji w 2025 r.” skończy się tak samo, jak „wspólna lista opozycji w 2023”?
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Umarł HiT, niech żyje HiT! Czyli wychowanie patriotyczne według PSL
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Komentarze
Paweł Łepkowski: Wymuszona rezygnacja Joe Bidena to profanacja demokracji