Referendalny pomysł PiS to niewątpliwie wyborczy wehikuł spełniający wszystkie zarzuty, które stawia mu opozycja: ma ułatwić finansowanie kampanii wyborczej obozu władzy, narusza prawa i obyczaje wyborcze, wprowadza skrajne emocje i wypacza sens głosowania do parlamentu. Teraz pozostała jeszcze opozycji decyzja co z nim zrobić.
Co opozycja powinna zrobić z referendum PiS?
„Unieważniam referendum” oświadczył lider KO Donald Tusk, ale zaraz potem PiS przegłosował, co chciał i choć można się spierać o prawniczą poprawność zmian, nie ma wątpliwości, że partia Jarosława Kaczyńskiego chce za wszelką cenę dowieźć ten pomysł do 15 października, i że nie ma formalnego sposobu, by jej w tym przeszkodzić.
Czytaj więcej
- Pytania, które wymyślił Kaczyński, to jest akt oskarżenia wobec PiS-u - mówił o proponowanym przez PiS referendum lider KO Donald Tusk.
Prof. Andrzej Rychard radził opozycji w TVN24, by nie przejmowała się za bardzo referendum. Odbędzie się i tak, a pytania są tak sformułowane, że nie mają większego znaczenia. Trzeba robić dobrą kampanię i mobilizować swoich, a wzmożenie referendalne opadnie tak samo, jak przy komisji ds. rosyjskich wpływów mającej ustrzelić Donalda Tuska. Zamiast burzy przyjdzie mżawka. To krzepiący dla opozycji pogląd, ale nie zwalnia jej z podjęcia decyzji w sprawie ogłoszenia – lub nie – bojkotu tego głosowania. A ten może być wyjątkowo trudny.
Dotarcie z informacją o konieczności demonstracyjnego nieprzyjęcia karty referendalnej do wystarczającej liczby wyborców, tak by naruszyć jego ważność, to zadanie karkołomne, a jeśli się nie uda, jeszcze długo będzie stanowić pożywkę dla PiS (niezależnie czy będącego u władzy, czy w opozycji).
Czytaj więcej
Każdy głosujący 15 października wyborca może odmówić przyjęcia którejkolwiek z trzech kart do głosowania: do Sejmu, Senatu lub referendum – wyjaśni...
Z kolei wymóg zgromadzenia 50 procent głosów, by osiągnąć formalną ważność głosowania, jest trudny do spełnienia dla PiS, nawet jeśli frekwencja w wyborach wyraźnie przekroczy połowę. Dobitnie przekonał się o tym Victor Orbán.
Opozycja potrzebuje... ironii
Jeśli więc przyjąć, że głównym celem PiS nie jest doprowadzenie do wyrażenia woli przez obywateli, a namieszanie w kampanii i przejęcie inicjatywy, to marginalizowanie tego pomysłu jest słuszną taktyką. Ja dodałabym jeszcze tylko odpowiednio ironiczny ton. Bo bicie w tarabany i pieśń z wysokiego C, są właśnie tym, na czym obozowi władzy zależy: polaryzowaniem i graniem do bramki PiS. A w polityce, inaczej niż w futbolu, nie liczy się, że do bramki wpada gol, tylko, że w ogóle ktoś do niej strzela. Bo jak nie, to bramkarz może zdjąć rękawice, łyknąć wody i udać się do szatni, żegnany śmiechami kibiców.