Reklama

Mirosław Żukowski: Michniewicza bronić nie można

Wydawałoby się, że o odejściu selekcjonera reprezentacji Polski nie ma już co rozmawiać, bo sprawa jest przesądzona, ale okazuje się, że jednak nie dla wszystkich.
Mirosław Żukowski: Michniewicza bronić nie można

Foto: EPA/Georgi Licovski

Pod względem czysto sportowym sytuacja Czesława Michniewicza rzeczywiście nie jest beznadziejna. Wykonał postawione przed nim zadania: wygrał baraż o mundial ze Szwecją, utrzymał Polskę w najwyższej grupie Ligi Narodów i – co najważniejsze – wywalczył pierwszy od 36 lat awans do fazy pucharowej mistrzostw świata. I gdyby na tym piłkarskie igrzyska się skończyły, prezes PZPN Cezary Kulesza zapewne Michniewicza by nie zwolnił pomimo prześmiewczych komentarzy dotyczących bolesnego dla oka stylu gry kadry pod jego wodzą.

Niestety, kiedy wydawało się, że mundial to już dla nas tylko niewesołe wspomnienie, zaczęła się tzw. afera premiowa, która pozostanie w pamięci o wiele dłużej niż występ Polaków w Katarze. I tu już Michniewicz nie ma nic na swoją obronę. Zwoływanie piłkarzy na naradę w sprawie premii o 3 w nocy po meczu z Argentyną, polecenie, by jego asystent jak najszybciej zebrał numery kont, by mogły zostać przelane pieniądze obiecane przez premiera, to jest już nie wizerunkowa, lecz moralna klęska selekcjonera.

Pozostawienie Michniewicza na stanowisku byłoby przyznaniem, że można grzeszyć bez umiaru, długo i konsekwentnie, od 711 połączeń z szefem piłkarskiej mafii 20 lat temu do nocnej narady w Katarze w sprawie podziału pieniędzy, gdy do rozegrania był jeszcze mecz z Francją.

Czytaj więcej

Sondaż: Wyborcy PiS chcą, by Michniewicz pozostał na stanowisku

Pomimo to opinia publiczna w sprawie zwolnienia Michniewicza jest podzielona, co można wytłumaczyć chyba tylko tym, że ludzie są znieczuleni codzienną niegodziwością na szczytach polityki. Bombardowani przez media doniesieniami o korupcji i nepotyzmie potraktowali fakt, że selekcjoner w sprawie premii nie mówił prawdy (niestety, nie tylko on, także wielu piłkarzy z kapitanem reprezentacji Robertem Lewandowskim na czele), jako działania, które można wybaczyć.

Reklama
Reklama

Nie, nie można. Szczególnie, że Michniewicz to recydywista. Po aferze z „Fryzjerem” nie posypał głowy popiołem, nie przeprosił i nie obiecał poprawy. Wprost przeciwnie, zachowywał się butnie, gdy został selekcjonerem atakował dziennikarzy i – jak się okazało – w mistrzostwach świata, zanim jeszcze przegrał ostatni mecz, już grał ostro o kasę. Kto chce, niech mu wybacza, ale on chyba na to nie zasłużył. Pozostawienie go na stanowisku oznaczałoby, że przymykamy oko na to wszystko, co stało się w Katarze, a młodzi piłkarze, którzy dopiero zaczynają grę w kadrze, dostaną czytelny sygnał, kto i jak tą kadrą rządzi – i będą musieli to zaakceptować.

Od dawna trudno mieć nadzieję, że futbol kształtuje wyłącznie prawe charaktery, ale to nie oznacza, że należy bez sprzeciwu godzić się na moralną nędzę jego ludzi.

Komentarze
Bogusław Chrabota: Teheran, Waszyngton, Warszawa – światowa polityka jako system naczyń połączonych
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Co zmienia zabicie irańskiego przywódcy Alego Chameneiego w globalnym porządku. Trzy wnioski
Komentarze
Jerzy Haszczyński: Ajatollah Ali Chamenei nie żyje. Irańczycy mają szansę, jakiej nigdy nie mieli
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Komentarze
Marek Kutarba: Atak na Iran to dla Polski zła wiadomość
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama