W świecie prostych, emocjonalnych przekazów, gdzie wszystko jest białe lub czarne, myśl Emmanuela Macrona dla wielu nie jest łatwa do przyswojenia. A w szczególności jego „en memu temps” („i jednocześnie”) – próba spojrzenia na problemy w całej ich złożoności, a więc i z różnych stron.
Taka też była sekwencja reakcji opinii publicznej po emisji wywiadu, jaki francuski przywódca udzielił telewizji TF1 na zakończenie swojej wizyty w Waszyngtonie w tym tygodniu. W atmosferze skandalu w świat poszła wiadomość o tym, że zdaniem Macrona rozmowy pokojowe, które zakończą wojnę w Ukrainie, powinny objąć gwarancje bezpieczeństwa dla Rosji ze strony NATO. Z Kijowa, ale też Warszawy czy Wilna popłynęły słowa oburzenia, że Paryż zamiast dążyć do rozliczenia Władimira Putina za zbrodnie wojenne chce z nim wchodzić w układy.