John Kirby, rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa, od czterech dni bez przerwy powtarza, że w stanowisku Białego Domu nic się nie zmieniło i żadnych rokowań z Moskwą nie będzie. Musi uśmierzyć niepokój, jaki w Ukrainie, ale też w krajach flanki wschodniej NATO wywołało piątkowe oświadczenie Joe Bidena, który na konferencji z Emmanuelem Macronem po raz pierwszy od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji zapewnił, że jest gotowy na rozmowy z Władimirem Putinem, jeśli ten rzeczywiście będzie chciał zakończyć wojnę.

Czeki in blanco

Na amerykańsko-rosyjskie rozmowy w najbliższym czasie faktycznie się nie zanosi, bo Moskwa przyjęła zbyt twarde stanowisko. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że wcześniej Stany musiałyby uznać aneksję przez Rosję podbitych ukraińskich ziem.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron: Putin musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne

– Nigdy, nigdy, nigdy tego nie zrobimy. I odnosi się to zarówno do terenów podbitych po 24 lutego tego roku, jak i aneksji Krymu i Donbasu – zapewnił odpowiednik Pieskowa w amerykańskim Departamencie Stanu Ned Price.

Przebywający akurat teraz w Waszyngtonie były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen przyznał po spotkaniach z przedstawicielami administracji Bidena, że „nie wyczuł żadnych prób ze strony Amerykanów wymuszenia na Ukraińcach ustępstw wobec Rosjan”.

Jednak oświadczenia Bidena nie było gafą, z jakich słynie 80-letni prezydent. Chodziło raczej o sygnał do amerykańskiej opinii publicznej, że pomoc Stanów dla Kijowa nie jest bezwarunkowa, a perspektywy zakończenia wojny, która zdaniem większości ekspertów może trwać jeszcze wiele lat, są realne.

Biały Dom zdołał właśnie przepchnąć przez Kongres kolejny, gigantyczny pakiet pomocy dla Ukraińców wart 37 mld dolarów. O dalsze fundusze w tej wysokości będzie jednak już dużo trudniej. W Izbie Reprezentantów republikanie przejmują większość, a nowym spikerem ma tu zostać deputowany z Kalifornii Kevin McCarthy, który już zapowiedział, że czasy, gdy Kongres wystawiał Ukraińcom czeki in blanco się skończyły.

Co prawda w opublikowanym właśnie sondażu Instytut Ronalda Reagana pokazał, że wciąż większość (57 proc.) Amerykanów opowiada się za utrzymaniem wsparcia Stanów dla Ukrainy w obecnej wielkości (33 proc. temu przeciwna), 82 proc. widzi w Rosji wroga, a 76 proc. w Ukrainie sojusznika. Jednak inny sondaż Morning Consult wskazuje już, że wsparcie dla Ukraińców spadło na 10. miejsce na liście najważniejszych trosk wyborców republikańskich (6. dla głosujących na demokratów).

Na początku listopada „Washington Post” ujawnił, że Amerykanie po cichu starają się przekonać Wołodymyra Zełenskiego, aby zadeklarował otwartość na negocjacje z Putinem. – Zmęczenie wojną u naszych sojuszników jest czymś bardzo realnym – wskazywali wówczas rozmówcy dziennika, odnosząc się w szczególności do europejskich krajów NATO.

16 listopada szef połączonych szefów sztabów (najwyższy rangą amerykański wojskowy) generał Mark Milley oświadczył z kolei, że odbicie kolejnych ukraińskich ziem zajętych przez Rosjan „nie nastąpi szybko” i Kijów powinien wykorzystać obecną słabość Moskwy dla podjęcia rokowań pokojowych.

Amerykański wywiad pokazał ostatnio nowe rosyjskie bazy (w tym w Mariupolu), które świadczą o tym, że Rosjanie okopali się w kontrolowanej przez siebie części Donbasu, na Krymie i po wschodniej części Dniepru. W ocenie Amerykanów odbicie tych terenów kosztowałoby wiele tysięcy ofiar i mogłoby skłonić Putina do ponownego grożenia użyciem taktycznej broni jądrowej.

Jednocześnie Waszyngton jest przekonany, że Moskwa nie tylko będzie kontynuowała, ale wręcz zintensyfikuje ataki na infrastrukturę w Ukrainie (powiedział to wprost kanclerzowi Scholzowi Putin w czasie piątkowej rozmowy telefonicznej). Amerykańskie satelity rozpoznały przygotowane do takich bombardowań nowe bazy lotnicze. To może jeszcze bardziej pogłębić bezprecedensową od drugiej wojny światowej katastrofę humanitarną i dalsze wyludnienie się kraju. Na razie plany finansowania odbudowy kraju przez Zachód pozostają bardzo ogólne. To zaś stawia pod znakiem zapytania zdolność przetrwania ukraińskiego państwa.

Gwarancje dla Rosji

Wątpliwości w Waszyngtonie nie mają jednak żadnego przełożenia na stanowisko Kijowa. Prezydent Zełenski powtarza jasno: warunkiem wstępnym podjęcia rozmów pokojowych jest wycofanie się Rosjan ze wszystkich zajętych terenów, łącznie z Krymem.

– Nawet gdyby Zełenski chciał tu pójść na kompromis, nie ma takiej możliwości. Nie pozwoli mu na to armia, a także ukraińskie społeczeństwo, które tak dużo wycierpiało w czasie dziesięciu miesięcy wojny – mówi „Rz” wysokiej rangi ukraiński dyplomata.

Sondaże pokazują, że 84 proc. Ukraińców wyklucza wszelkie koncesje terytorialne wobec Rosjan. W Kijowie nie bez racji wskazuje się, że to tylko zachęciłoby Putina lub jego następcę do podjęcia w przyszłości kolejnych podbojów w Ukrainie.

Jeśli w Ameryce pojawiają się sygnały złagodzenia podejścia do Rosji, to w Europie są one bardzo jasne. Szok w Kijowie wywołał wywiad w weekend Emmanuela Macrona dla telewizji TF1, w którym oświadczył on, że w rozmowach pokojowych Moskwa musi uzyskać gwarancje bezpieczeństwa z powodu przesuwania się NATO do granic Rosji. Na to oświadczenie Dawid Arachamia, bliski współpracownik Zełenskiego, który w przeszłości kierował ukraińską delegacją na rozmowy z Rosjanami, podał na Twitterze zupełnie inne warunki podjęcia negocjacji z Kremlem: „wycofanie się ze wszystkich okupowanych terenów, reparacje, ukaranie wszystkich zbrodniarzy wojennych, dobrowolna rezygnacji z broni jądrowej”.

Jednak w swoim podejściu do Putina Macron nie jest w Europie odosobniony. Szef włoskiej dyplomacji Antonio Tajani oświadczył, że „nadszedł najwyższy czas na podjęcie rozmów z Rosjanami”. A kanclerz Scholz, choć zapewnił, że Niemcy nadal będą wspierali Kijów i wezwał Putina do wycofania swoich wojsk z Ukrainy, zapowiedział, że pozostanie „w kontakcie” z rosyjskim przywódcą. Ukraińscy przywódcy nie mogą tych nastrojów ignorować, bo bez wsparcia wojskowego i gospodarczego Zachodu żadna ukraińska ofensywa nie będzie możliwa.