Jeszcze przed agresją na Ukrainę Rosja domagała się od Zachodu „gwarancji bezpieczeństwa”. Moskwa wysyłała nawet odpowiednie listy do Waszyngtonu i kwatery głównej SNATO, w których domagała się wycofania sił sojuszu z krajów przyjętych po 1997 roku. Kreml przekonywał, że „militaryzacja Ukrainy” zagraża bezpieczeństwu Rosji. A jeszcze wcześniej mówił o „bratnim narodzie ukraińskim” i obronie mieszkającej nad Dnieprem rosyjskojęzycznej ludności. Okazuje się, że Władimir Putin kierował się znacznie bardzie przyziemnymi intencjami.