Sprawa tylko z pozoru jest dziwna. Ujawnienie zeznań Marcina W., z całą oczywistością zastrzeżeń dotyczących ich wiarygodności, nie miało celu taktycznego, jakim byłaby odpowiedź prawicy na zarzut Tuska, iż prokuratura nie rozwija rosyjskich wątków śledztwa ze względu na interes PiS. W istocie można by odczytywać całą sytuację jako pułapkę, w którą lider PO wpakował się na własne życzenie, a teraz ponosi przykre konsekwencje nieprzemyślanych działań. Jest tu jednak pewna nieścisłość. Otóż nieprzemyślane byłyby jedynie wtedy, gdyby Tusk senior dysponował choćby źdźbłem wiedzy, że te zeznania obciążają jego syna bądź jego samego. Ergo, gdyby miał coś istotnego na sumieniu, lub przynajmniej miał wiedzę, co jest w zeznaniach Marcina W. Spokojnie zakładam, że nie miał.