Przypomnijmy, że sprawa zwiększenia polskiego repertuaru rozpaliła polskie media całkiem niedawno, bo w lutym minionego roku. Wtedy padła propozycja, by udział polskiego repertuaru wzrósł w godzinach 5-24 do 60 procent.

Odzew był jednoznaczny: ponad 70 procent z 200 stacji radiowych apelowało do rządu, by nie wprowadzać pomysłu w życie, ponieważ słuchacze przeniosą się do sieci, korzystając z serwisów streamingowych, które należą do zagranicznych podmiotów. W Spotify królują polscy wykonawcy, głównie hip hop, jednak wiele z ich utworów nie mogłoby raczej trafić na antenę z powodu wulgaryzmów oraz kontekstów politycznych.

Obecne przepisy wymagają, aby co najmniej 33 proc. treści było w języku polskim. To najwyższy taki limit w całej Europie poza Francją, gdzie wymagane jest 40 proc. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ustaliła, że w 2019 r. średni udział czasu antenowego polskiej piosenki we wszystkich stacjach radiowych wyniósł 40,4 proc.

Polskie nagrania z podsłuchu

Nie minął rok  od poprzedniej propozycji i akurat w czasie dyskusji o podsłuchach - PiS serwuje „wrzutkę” z radykalniejszym pomysłem niż ten z przed roku, z którego się wycofał.

Nie wiadomo, czy chodzi o wsparcie polskich artystów czy uderzenie – rykoszetem - w Pawła Kukiza, który zabiegał wcześniej o zwiększenie udziału polskiego repertuaru na antenie, co nie podoba się w większości nadawców, bojących się utraty słuchaczy.

Czytaj więcej

Paweł Kukiz o ustawie Suskiego: Dziś bym za tym nie zagłosował

Kukiz jest teraz dla PiS przede wszystkim politykiem, który może pomóc opozycji w powołania komisji śledczej do spraw podsłuchów i może o te nagrania chodzi oraz zagłaskanie Kukiza na śmierć?

Ciekawy jest natomiast pomysł, by nagrania zespołów bądź utworów debiutanckich liczone były jako „300 proc. czasu antenowego".