Tak wyglądała kwestia podwyżek cen energii, jakie otrzymywali niektórzy lokatorzy. Choć PiS zapowiadał, że ceny energii nie wzrosną, listy od spółdzielni czy wspólnot pod koniec roku niektórych mieszkańców kosztowały potężny stres. Szybko PiS stwierdził, że winne są samorządy albo spółdzielnie, które nie dopilnowały, by lokatorzy mieli taryfę nie taką jak przedsiębiorcy. Gdy problem zaczął nabrzmiewać, zmianę przepisów zaproponował wicepremier Jacek Sasin. Przyznając tym samym, że to nie samorząd czy spółdzielnie zawaliły, ale że przepisy nie są jasne. Towarzyszyła temu oczywiście kanonada oskarżeń pod adresem Unii i opozycji ze szczególnym uwzględnieniem Donalda Tuska.