Smutno zrobi się ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze, gdy przeczyta wyniki sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, opisujące, co ankietowani myślą na temat tzw. reformy sądownictwa i związanych z nią oczekiwań ze strony Brukseli. Bo gdyby jeszcze było tak, że zmiany są krytykowane przez wyborców opozycji, a wychwalane pod niebiosa przez sympatyków PiS, to jakoś mogłoby ratować samopoczucie ministra, w końcu to zdrajcy, targowiczanie, słudzy Berlina i Brukseli pluliby na suwerenne wstawanie z kolan w zakresie sądownictwa. Ale nawet opinia wyborców partii rządzącej jest dla „reformy” miażdżąca.

Mimo miliardów wydanych na nachalną propagandę tylko 36 proc. wyborców PiS uważa, że dzięki zmianom przeprowadzonym przez Ziobrę sądy działają szybciej, przeciwnego zdania jest niemal połowa badanych sympatyków partii rządzącej. Co czwarty wyborca PiS uważa, że zmiany ograniczyły niezawisłość sądów, 35 proc. – doprowadziły do podporządkowania sądów władzy politycznej, 40 proc. nie zgadza się ze stwierdzeniem, że zwiększyły zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Wreszcie 41 proc. sympatyków władzy uważa, że doprowadziły do ryzyka utraty funduszy unijnych. Co zaś dla ministra sprawiedliwości najgorsze, niemal co czwarty wyborca PiS twierdzi, że polski rząd powinien spełnić postulaty UE w sprawie reformy, czyli m.in. zlikwidować Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego i przywrócić do pracy ukaranych przez nią sędziów.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy chcą kompromisu z UE. Źle oceniają zmiany w sądownictwie

To oznacza, że nawet we własnym zapleczu partia nie ma dużego poparcia dla reformy, za którą płacić musi kolosalną cenę polityczną i finansową – dość wspomnieć milionowe kary za każdy dzień, gdy mimo wyroku TSUE funkcjonuje dalej Izba Dyscyplinarna. Polska poszła na wojnę z Komisją Europejską, TSUE, zaryzykowała utratę 770 mld złotych z Europejskiego Funduszu Odbudowy i siedmioletniego budżetu UE w imię, no właśnie – czego? Tego, że sądy działają wolniej i nawet spora część wyborców PiS nie wierzy, że stały się bardziej sprawiedliwe czy apolityczne?

Odrzucić też trzeba argumenty, którymi ratuje się Ziobro, że niepowodzenie „reformy” to efekt uległości Mateusza Morawieckiego wobec Komisji Europejskiej i wycofania się z części zmian. Sposób funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej nie został wymyślony przez KE, podobnie jak sposób powoływania KRS. To nie Komisja kazała PiS przyjmować tzw. ustawę kagańcową, która pozwala karać sędziów za wyroki nie po myśli władzy. Owszem, PiS przyjęło na wniosek Morawieckiego kilka ustaw, które miały na celu złagodzenie sporu z Brukselą, ale przecież to nie te kosmetyczne poprawki, które miały rozładować konflikt z KE, doprowadziły do niepowodzenia reform.

W efekcie trudno będzie PiS przekonać Polaków, że walczy o suwerenność, skoro robi to w obronie tak nieudanej reformy. Może i suwerennie, ale rządzący sami strzelają sobie w kolano. Widać też, jak poważny problem będzie miał teraz rząd. Bo w przeciwieństwie do wyborców opozycji, którzy mają jednoznacznie negatywny stosunek do „reform” sądowych, wyborcy PiS są mocno podzieleni. Twardy elektorat jest zadowolony i uważa, że rząd nie powinien robić ani kroku wstecz. Ale umiarkowany ocenia je krytycznie i gotów jest na ustępstwa. Nie da się obu tych grup usatysfakcjonować równocześnie. Ale to już problem samego PiS, które będzie musiało wypić piwo, które nawarzył mu Zbigniew Ziobro.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Przypadek Jana Majchrowskiego

W normalnej firmie menedżer, który tak spartaczyłby jakiś projekt, wyleciałby z pracy. Ale bez głosów Ziobry i jego partii PiS straci większość. Dlatego jeszcze długo ta sprawa będzie rządzącym ciążyć.