Ustawa w znaczący sposób i niemal doskonale uznaniowo ogranicza nasze, dziennikarskie prawa w regionie kryzysu migracyjnego. Wykonywanie naszych obowiązków informacyjnych zostało ograniczone zarówno w sensie czasowym (zakaz wolnego dostępu dziennikarzy może obowiązywać na czas nieokreślony), terytorialnym (potencjalnie nie tylko teren stricte przygraniczny z państwami spoza UE), jak i administracyjnym.

Liderzy PiS boją się po prostu wolnych mediów, drażnią ich prawa obywatelskie.

W kwestii ostatniej posłużono się konstrukcją wyjątkowo perfidną. Decyzje o dopuszczeniu dziennikarzy będą podejmowali lokalni komendanci straży granicznej wobec „określonych dziennikarzy” i wyłącznie w „uzasadnionych przypadkach”. Nie przywołano żadnych kryteriów, warunków ani trybu odwoławczego. Będzie jak w wojsku: rozkaz i wykonać. Skądeś to znam. Osobiście nie należałem do tych, którzy uważali, że dostęp do strefy zagrożenia przy granicy winien być nieograniczony, nie mniej te przepisy są bezczelnie antywolnościowe. Był czas, by stworzyć procedury, rejestr akredytowanych dziennikarzy, zasady równego dostępu z asystą, czy bez asysty pograniczników, odpowiednie procedury. Prawo, które wprowadzono w sposób oczywisty uderza w swobody konstytucyjne i po raz kolejny świadczy o antydemokratycznych zapędach obecnej władzy.

Czytaj więcej

Rozporządzenie zakazujące przebywania w strefie nadgranicznej już wydane

Liderzy PiS boją się po prostu wolnych mediów, drażnią ich prawa obywatelskie, a ich bezwolni poputczycy, jak prezydent Andrzej Duda posłusznie wykonują dyspozycje. Nie liczy się ani zaufanie obywatelskie, wiara w to, że polskie media stoją po stronie państwa polskiego, ani refleksja o tym, że potrzebujemy jako naród w zagrożeniu momentu wspólnotowego, a nie ciągłego pogłębiania podziałów.

Cóż, już tak kiedyś było i to wielokrotnie w naszej historii. Jednak ani – stokroć mocniejsza – presja niemieckich władz okupacyjnych podczas II wojny światowej, ani aparat represji stanu wojennego nie pokonał w Polsce wolnej prasy. Dziś jesteśmy świadkami historycznej powtórki. A animatorzy opresji wobec wolnego słowa winni wiedzieć, że fundują sobie zamiast cywilizowanych mediów nowy, systemowy samizdat. I będą w nim przedstawiani jak ekipa Jaruzelskiego, wyłącznie jako przeciwnicy.

Czytaj więcej

"Stan wyjątkowy" po stanie wyjątkowym. Na granicy wszystko w rękach Kamińskiego