Ustawa w znaczący sposób i niemal doskonale uznaniowo ogranicza nasze, dziennikarskie prawa w regionie kryzysu migracyjnego. Wykonywanie naszych obowiązków informacyjnych zostało ograniczone zarówno w sensie czasowym (zakaz wolnego dostępu dziennikarzy może obowiązywać na czas nieokreślony), terytorialnym (potencjalnie nie tylko teren stricte przygraniczny z państwami spoza UE), jak i administracyjnym.
W kwestii ostatniej posłużono się konstrukcją wyjątkowo perfidną. Decyzje o dopuszczeniu dziennikarzy będą podejmowali lokalni komendanci straży granicznej wobec „określonych dziennikarzy” i wyłącznie w „uzasadnionych przypadkach”. Nie przywołano żadnych kryteriów, warunków ani trybu odwoławczego. Będzie jak w wojsku: rozkaz i wykonać. Skądeś to znam. Osobiście nie należałem do tych, którzy uważali, że dostęp do strefy zagrożenia przy granicy winien być nieograniczony, nie mniej te przepisy są bezczelnie antywolnościowe. Był czas, by stworzyć procedury, rejestr akredytowanych dziennikarzy, zasady równego dostępu z asystą, czy bez asysty pograniczników, odpowiednie procedury. Prawo, które wprowadzono w sposób oczywisty uderza w swobody konstytucyjne i po raz kolejny świadczy o antydemokratycznych zapędach obecnej władzy.