Trudno się spierać w sprawie tragedii, której doświadczyła 30-letnia Iza z Pszczyny i jej rodzina. Potwornością byłaby w tym przypadku nonszalancja, lekceważenie czy przerzucanie odpowiedzialności na lekarzy, którzy popełnili jakiś „rutynowy" błąd. Kto miałby to zresztą potwierdzić, bez dostępu do poufnej dokumentacji medycznej. Podobnie głupie byłoby tłumaczenie, że przypadek śmierci Izy nie ma związku ze zmianami w prawie o aborcji. Zbyt wielu fachowców, lekarzy położników daje świadectwo, że od zmian, które były skutkiem zerwania przez upartyjniony Trybunał Konstytucyjny tzw. kompromisu aborcyjnego, kwestia odpowiedzialności karnej za nielegalną aborcję paraliżuje tak mocno, że przypadki takie jak w Pszczynie zdarzają się i zdarzać będą coraz częściej.

I tu jest właśnie moment, kiedy wychodzimy z zawiłości procedur medycznych i lądujemy w świecie polityki. Bo tak jak ludzką jest obawa, że podobna sytuacja może dotknąć naszych matek, żon czy córek, tak czystą polityką jest obywatelski wysiłek, by się to nie zdarzyło. Kto tego prawidła nie rozumie, jest albo kompletnie pozbawionym wrażliwości cynikiem, albo zwykłym idiotą. Trzeciej ścieżki nie ma.

Czym były manifestacje w sprawie zmarłej Izy, które przeszły przez Polskę? Bez wątpienia instrumentalizacją przez polityków potrzeby, o której napisałem powyżej. I nic w tym dziwnego, bo spór o prawo aborcyjne jest ważnym społecznie tematem, a politycy mają się zajmować ważnymi tematami. To nie tylko ich prawo, ale też obowiązek i zżymanie się prawicy, że to ferment sztucznie wywołany przez feministki czy liberałów, aż cuchnie hipokryzją. Zbyt dobrze pamiętamy bowiem protesty za zaostrzeniem prawa aborcyjnego. To tylko druga strona tej samej monety. A jak ważna społecznie jest sprawa polskiego prawa o aborcji, pokazują sondaże, także sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej", który opublikujemy już jutro.

Czytaj więcej

Przez kraj przeszły marsze dla Izabeli. Część polityków mówi o referendum

Ostrzegaliśmy w naszej gazecie wielokrotnie, ustami także katolickich autorytetów, że wywrócenie kompromisu jest fatalnym pomysłem. Wychyleniem wahadła w prawo tak mocno, że jego ruch w przeciwną stronę zdruzgocze kiedyś racjonalne rozwiązania sprzed lat. Cóż, pani Przyłębska et consortes nie posłuchali. Poniesiemy tego skutki już niedługo, bo zarówno wizerunek zmarłej Izy, jak i temat aborcji wejdą na czoło agendy politycznej opozycji. Kolejne wybory – a prędzej czy później się odbędą – mogą się stać referendum w tej sprawie.

To jednak pieśń przyszłości, dużo ważniejsze jest dzisiaj. Każdy kolejny dzień, kiedy nasze ciężarne matki, żony i córki lądują na oddziałach położniczych i szykują się do porodu. Muszą mieć pewność, że ich lekarze będą mieć wolne głowy i pewne ręce, a nie trząść się ze strachu przed przekroczeniem procedur. To prawdziwa troska o rodzinę, a nie puste frazesy z partyjnego bajania. Za to odpowiadają rządzący i z tego ich rozliczymy.