Już sam tytuł debaty w Parlamencie Europejskim był dla polskiego rządu niewygodny: „Kryzys w praworządności w Polsce i prymat prawa unijnego". Z jednej strony stawiał Polskę pod pręgierzem, a z drugiej precyzyjnie pokazywał, co jest przedmiotem sporu. Stawka jest wysoka, bo chodzi o odmrożenie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Mateusz Morawiecki postanowił więc wziąć byka za rogi i samemu wystąpić przed europosłami.
Mówił inaczej niż tydzień temu w polskim Sejmie, gdy grzmiał, że nie będziemy respektować wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, które rząd uzna za godzące w jego interesy. W Strasburgu uznał prymat prawa unijnego nad ustawodawstwem krajowym, zapowiedział też likwidację Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, czego domagał się TSUE. Choć oczywiście nie powiedział, że likwidacja izby jest efektem wyroku, tylko woli polskiego rządu.