Przypomnijmy, że sondaże publikowane w ciągu ostatnich paru tygodni w większości pokazują wzrost poparcia dla partii rządzącej. Jest ono na pewno najwyższe od czasu decyzji Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską w sprawie aborcji. Jeśli ktoś korzysta na kryzysie uchodźczym na polskiej granicy, to bez wątpienia jest to PiS. Im większe poczucie zagrożenia (naturalne, lub wytworzone przez rządową propagandę), tym większe poparcie dla władzy, która obiecała zapewnić bezpieczeństwo – mechanizm stary jak świat, działa i tym razem.

Równocześnie zaś obóz rządzący by pognębić pogubioną opozycję, lubi używać argumentu: oto nasi przeciwnicy realizują scenariusz pisany w Mińsku lub na Kremlu. Po ostatnim posiedzeniu Sejmu, gdy posłowie spierali się o zasadność przedłużania stanu wyjątkowego, jeden z prominentnych polityków PiS napisał w mediach społecznościowych, że prawdziwym liderem opozycji jest dziś nie Donald Tusk, ale Aleksander Łukaszenko a może i nawet Władimir Putin. Wszystko dlatego, że opozycja dopytywała o losy rodziny z dziećmi, która została cofnięta do białoruskiej granicy. Sprawa o tyle jest kontrowersyjna, że jeśli to Łukaszenko wysyła ludzi do Polski, traktując ich jak mięso armatnie, to właśnie my, jako Zachód, powinniśmy okazać moralną wyższość. Jeśli odstawiamy rodziny z dziećmi na granice, to – jak zauważył Artur Bartkiewicz – nic nie różnimy się od reżimu białoruskiego. Zarówno on jak i my traktujemy migrantów, nawet rodziny z dziećmi, nie jako istoty ludzkie, lecz jak naboje podczas strzelaniny. I to nam odbiera ewentualną wyższość moralną na Łukaszenką.

Czytaj więcej

Zdjęcie dziecka uchodźców zatrzymanych na granicy, prezentowane w Sejmie w czasie dyskusji na temat
Artur Bartkiewicz: Dzieci na granicy. Państwo silne nie musi być bezwzględne

I nawet jeśli obóz władzy zyskuje również dlatego, że dla obywateli teraz ważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, a nie aspekty humanitarne, na które zwraca uwagę opozycja, stając politycznie na przegranej pozycji, to jednak PiS na końcu jest głównym beneficjentem kryzysu wywołanego przez prezydentów Rosji i Białorusi. Twierdzenie przez PiS, że to opozycja realizuje scenariusz Putina i Łukaszenki ma więc jedną zasadniczą słabość – okazuje się bowiem, że wzrost poparcia dla PiS i wzmocnienie rządów Jarosława Kaczyńskiego nad Wisłą leży w interesie Kremla i Mińska. Czy rzeczywiście to nam chcą przekazać spindoktorzy PiS?