Reklama

Semka: mała stabilizacja IPN

Dziesięć lat IPN to okazja do smutnej refleksji, z jak wielkimi trudnościami borykają się w naszym kraju instytucje dobra wspólnego.

W Polsce lustracja od początku była odrzucana nie tylko przez postkomunistów, ale i przez dużą część obozu solidarnościowego. Elity intelektualne za dogmat wzięły irracjonalną tezę, że teczki są stekiem ubeckich kłamstw. A ponieważ w każdej niemal partii znalazła się jakaś ważna persona z kłopotliwym epizodem współpracy z SB, chęć chronienia "swoich" maskowano pseudoracjonalnymi argumentami typu: "nie da się ustalić, jak było naprawdę".

Wreszcie dzięki znacznemu naciskowi społecznemu w 2000 r. powstał IPN. Od początku żył w pożyczonym czasie. Kompromisowa kandydatura jego pierwszego szefa Leona Kieresa pozwalała uniknąć czołowego zderzenia. Ale z chwilą wybuchu sporu o IV RP na instytut przypuszczono frontalny atak, uznając go za stronę w sporze PiS z PO. W napiętej atmosferze politycznej wojny książkę – zdawałoby się rzecz zwyczajna – opisującą kontakty Lecha Wałęsy z SB Platforma potraktowała niczym próbę zamachu stanu. I w konsekwencji doprowadziła do uchwalenia ustawy zapowiadającej znaczne ograniczenie niezależności IPN.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama