Jak wiadomo, miejsce konserwatywnego katolika jest w niszy, w kruchcie, w instytucji zbudowanej za prywatne pieniądze. A że inni konserwatywni katolicy dokładają się do mediów publicznych? Bez znaczenia.
Od dawna głoszę klarowny pogląd. Albo TVP powinna tworzyć własny model programów publicystycznych – z prowadzącymi będącymi wzorcami z Sevres ideowej przezroczystości. Co okaże się trudne, bo takich dziennikarzy właściwie nie ma. Możliwe zresztą, że robione przez nich audycje nie byłyby wcale ciekawe. Albo powinniśmy się pogodzić z telewizją okienek. Indywidualności różnych opcji dostają programy autorskie, stawiają w nich kontrowersyjne tezy, prowokują i drażnią, choć starają się zapraszać nie tylko swoich zwolenników. Miarą sukcesu jest zachowanie równowagi, ale nie w pojedynczym programie, lecz w całej ramówce.